Eurostat alarmująco o cenach prądu. Eksperci o tym, jak obniżyć rachunki

1 godzina temu

Polska znów jest ciemną wyspą na mapie Europy – i tym razem nie chodzi o smog. Według najnowszych danych Eurostatu cena energii elektrycznej jest u nas jedną z najwyższych w Europie (przeliczając na siłę nabywczą). Dlaczego? Czynników jest wiele: od emisyjnych elektrowni na węgiel brunatny, przez opłaty i podatki, po wpływ cen importowanego gazu.

Wartości podane przez Eurostat dotyczą cen prądu dla gospodarstw domowych w drugiej połowie ubiegłego roku. Średnie ceny energii elektrycznej w skali całej wspólnoty utrzymały na podobnym poziomie co w pierwszej połowie roku i nie zmieniły się znacznie od roku 2022. To jednak znacznie więcej – około 40 proc. – niż przed rosyjską napaścią na Ukrainę i wywołanym tym kryzysem energetycznym.

Dane pokazują też, iż Polacy jak mało które społeczeństwo są obciążeni cenami prądu.

– Polska, z powodu drogiego prądu z węgla, od lat jest wśród najdroższych rynków energii elektrycznej w Unii Europejskiej. Do tego dochodzą podatki, opłaty, koszty sieciowe. W rezultacie, w porównaniu do zarobków, polskie rodziny płacą za prąd więcej niż w innych krajach – komentuje dr Paweł Czyżak, dyrektor programu europejskiego w think-tanku energetycznym Ember pytany przez SmogLab.

Polacy mocno obciążeni cenami energii

Dane pokazują bardzo duże różnice pomiędzy poszczególnymi krajami. W wartościach bezwzględnych prąd jest najdroższy w Irlandii – 40,42 euro za 100 kWh, w Niemczech (38,69 euro) i Belgii (34,99 euro). Najtaniej jest za to na Węgrzech (10,82 euro), Malcie (12,82 euro) i w Bułgarii (13,55 euro).

Jednak Eurostat przelicza je także według parytetu siły nabywczej (PPS), czyli uwzględniając różnice między cenami w poszczególnych gospodarkach. To pozwala lepiej porównywać koszt ponoszony przez obywateli różnych państw i to, jak bardzo obciążają ich koszty energii.

Kiedy weźmiemy to pod uwagę, to podium najdroższego prądu w UE wygląda zupełnie inaczej – na pierwszym miejscu jest Rumunia (49,52 na 100 kWh), następnie Czechy (38,65), a za nimi Polska (37,15). Na drugim biegunie są Malta, Węgry i Finlandia.

Mapa: Eurostat

Podatki i opłaty to prawie połowa naszego rachunku

Jak zauważa w rozmowie ze SmogLabem Fryderyk Karp, analityk z Fundacji Instrat, na wysoki wynik Polski w tym rankingu wpływ ma sam standard siły nabywczej. – Polska siła nabywcza stanowiła w 2025 roku około 70 proc. średniej europejskiej. W wartościach bezwzględnych ceny prądu dla polskich gospodarstw domowych plasują się już poniżej unijnej średniej. Ranking z użyciem PPS pokazuje więc bardziej, w których krajach prąd stanowi większe obciążenie dla budżetu domowego, bo bardzo wiele składowych ostatecznej ceny jest wspólnych dla wszystkich państw – np. koszt zakupu gazu – wyjaśnia.

Relatywnie wysokie ceny płacone przez gospodarstwa domowe w Polsce wynikają częściowo ze stawek podatkowych, które stanowią większą część rachunku niż na przykład we Francji czy Hiszpanii. Podatki i opłaty stanowiły w 2025 roku ponad 40 proc. rachunków za energię elektryczną dla polskich gospodarstw domowych, co jest drugą co do wielkości wartością w Unii (po Danii).

Częścią tego są “różnorakie opłaty przenoszone na konsumentów, występujące tylko w części krajów, np. opłata mocowa”, mówi analityk Fundacji Instrat. – Stanowi ona około 5-10 proc. rachunku za prąd (największy składnik opłat dodatkowych po podatku VAT). Opłata ta de facto finansuje utrzymanie nierentownych już z ekonomicznego punktu widzenia elektrowni węglowych, które jednak przez kilka najbliższych lat pozostaną niezbędne dla stabilności systemu – wyjaśnia.

ETS w rachunkach za prąd

W debacie politycznej mocno wybrzmiewa temat unijnego systemu handlu emisjami i jego wpływ na ceny prądu. Polska rzeczywiście jest nim obciążona bardziej niż większość innych państw Unii – ponieważ nikt inny nie produkuje tak dużej części prądu z węgla, a więc nie ma tak emisyjnego systemu energetycznego.

W Polsce koszt ETS stanowił w ubiegłych latach około 15-16 proc. wartości rachunku za prąd. To z jednej strony znacznie więcej niż w Niemczech (5%) czy Czechach (6%), nie wspominając o krajach takich jak Francja albo Dania, gdzie czysty prąd sprawia, iż koszt ETS w energetyce jest pomijalny (ok. 1 proc. rachunku). Jednak choćby w czysto hipotetycznej sytuacji zlikwidowania lub drastycznego zmniejszenia cen opłat za emisje, nie rozwiązałoby to wszystkich problemów z cenami prądu w Polsce.

– W tej układance istotną rolę odgrywa węgiel brunatny – paliwo o emisyjności ponad 1 tony CO2 na MWh wyprodukowanej energii (a więc jeszcze wyższej niż węgiel kamienny). Jest ono bardziej podatne na koszty uprawnień w systemie EU ETS, a wciąż odgrywa istotną rolę w miksie energetycznym Polski, Niemiec, Czech czy Rumunii – mówi Fryderyk Karp.

Transformacja a ceny energii

W wypowiedziach polityków – szczególnie prawicowych – powtarzane jest też hasło, iż zielona transformacja i odnawialne źródła energii odpowiadają za wysokie ceny prądu. Jednak dane nie pokazują takiej zależności.

Polska ma jeden z niższych udziałów energii odnawialnej i produkuje największą część energii z węgla. Inne kraje z wysoką ceną prądu (według parytetu siły nabywczej) – Rumunia, Czechy – także mają wysoki poziom emisji gazów cieplarnianych z energetyki. Z kolei niektóre kraje z wysokim udziałem energii odnawialnej – Hiszpania, Dania, Szwecja – mają ceny w okolicy lub poniżej unijnej średniej.

Jak zwraca uwagę think tank Ember w swoim raporcie o systemie elektroenergetycznym UE w 2025 roku, sama Komisja Europejska postrzega uzależnienie od importowanych paliw kopalnych jako przyczynę skokowych wzrostów cen energii. Według Ember gaz kopalny jest problemem zarówno na poziomie państw, jak i cen dla gospodarstw domowych.

Jak czytamy w raporcie, w 2025 roku produkcja energii z gazu wzrosła o 8 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem (głównie z powodu zmniejszonej produkcji hydroelektrowni). Dla gospodarek oznaczało to wzrost kosztów importu gazu, który w sektorze energetycznym UE wyniósł 32 mld euro – o 16 proc. więcej niż w roku poprzednim. Z kolei “skoki cen w godzinach szczytowego zużycia gazu przyczyniły się wzrostu hurtowych cen energii elektrycznej w 21 krajach UE w 2025 roku”.

Według Ember tym, co pozwoli krajom UE poradzić sobie z problemem cen energii, będzie zmniejszenie zależności od gazu przez rozwój czystych źródeł energii. Szczególnie wskazuje na potencjał bateryjnych magazynów energii. Magazynowanie prądu produkowanego z OZE (szczególnie z fotowoltaiki, która odnotowuje największe wzrosty) i wykorzystywanie go w godzinach szczytowego zapotrzebowania mogłoby pozwolić obniżyć hurtowe ceny energii – a w konsekwencji także rachunki dla odbiorców.

Podatkowa ulga w cenach?

Transformacja energetyczna może pomóc uniezależnić się Polsce od importowanego gazu i drożejącego węgla. To długoterminowo powinno ustabilizować ceny energii elektrycznej.

Jednak są sposoby, by zaradzić wysokim cenom już teraz – wprowadzając zmiany w podatkach i opłatach.

Prezydent Karol Nawrocki w swoich propozycjach obniżenia cen prądu jako jedno z rozwiązań widział obniżenie stawki VAT na energię elektryczną z 23 proc. do 5 proc. Na to jednak niechętnie patrzyłoby Ministerstwo Finansów, które wylicza, iż 2026 roku oznaczałoby to zmniejszenie wpływów do budżetu państwa o 14 miliardów złotych.

  • Czytaj także: Tani prąd potrzebny na wczoraj. „Konstruktywna propozycja Nawrockiego”

Z kolei według niedawnego raportu Instytutu Reform narzędzi stabilizacji cen prądu – i wsparcia transformacji – można szukać w zmianach opłat sieciowych. – Odpowiednia konstrukcja taryf może stymulować zarówno inwestycje, jak i być bodźcem do zachowań wzmacniających efektywność wykorzystania sieci (tj. elastyczność) – np. zmniejszania lub zwiększania poboru energii w określonych godzinach. To przełoży się na ograniczenie łącznych kosztów funkcjonowania systemów elektroenergetycznych, a tym samym na nasze oszczędności – tłumaczył przy okazji publikacji raportu jego główny autor Kamil Moskwik.

Jak wylicza think tank, w przypadku gospodarstw domowych opłaty za dystrybucję odpowiadają za choćby 30 proc. rachunków za energię i ta wartość może jeszcze wzrosnąć.

Komisja Europejska też ma pomysły na niższe ceny prądu

Zmiany w opłatach sieciowych są wśród priorytetów Komisji Europejskiej. Bo mniejsze obciążenie energii elektrycznej podatkami i opłatami może też być narzędziem przyspieszenia transformacji. Jak pisaliśmy na łamach SmogLabu jeszcze w kwietniu, Komisja Europejska widzi zmiany w opodatkowaniu elektryczności zarówno jako narzędzie walki ze skutkami kryzysu energetycznego, jak i wsparcia elektryfikacji.

W tej chwili energia elektryczna jest obarczona w UE przeciętnie dwa razy wyższymi podatkami niż gaz, a w niektórych krajach to aż 3-5 razy więcej. To faworyzuje importowane paliwo kopalne, które przyczynia się i do ocieplenia klimatu, i do skoków cen podczas kolejnych kryzysów energetycznych. Na poziomie konsumentów może zaś stanowić zachętę, by wybierać auta spalinowe lub kotły gazowe zamiast samochodów elektrycznych i pomp ciepła. Odwrócenie tej logiki i zmniejszenie na przykład podatku VAT na prąd byłoby zaś wsparciem dla przechodzenia na czyste, elektryczne urządzenia i pojazdy.

Zdaniem Pawła Czyżaka z Ember “należy jak najszybciej obniżyć podatki, w szczególności dla gospodarstw domowych, które przechodzą na elektryczne samochody i ogrzewanie, biorąc pod uwagę progi dochodowe”. – To jest jedyny sposób na uniknięcie podwyżek w przyszłości. Obniżanie cen paliw na stacjach to działanie doraźne – drogie i mało skuteczne. jeżeli nie postawimy na elektryfikację, każdy kolejny kryzys na rynkach ropy i gazu będzie nas słono kosztował – podsumował.

  • Czytaj także: Wielka elektryfikacja. Unia chce przyspieszenia wobec nowego kryzysu energetycznego

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Pav-Pro Photography Ltd

Idź do oryginalnego materiału