Drakoński podatek wejdzie w 2026 roku? Polacy zapłaciliby krocie. Problem dotknąłby 86 proc. z nas

2 godzin temu

Lewica ma gotowy projekt ustawy o podatku katastralnym, który teoretycznie mógłby zrewolucjonizować opodatkowanie nieruchomości w Polsce. Formalnie nie trafił jeszcze do Sejmu. Ministerstwo Finansów wprost deklaruje, iż żadnych prac w tej sprawie nie prowadzi. Prezydent Nawrocki zapowiedział weto dla każdej ustawy podnoszącej podatki. Co to wszystko oznacza dla zwykłych właścicieli mieszkań i domów – i ile mogliby zapłacić, gdyby jednak podatek katastralny wszedł w życie?

Fot. Warszawa w Pigułce

Czym jest podatek katastralny i dlaczego budzi tyle emocji

Dziś podatek od nieruchomości w Polsce liczony jest od metrażu. Maksymalna stawka w 2026 roku wynosi 1,12 zł za m² powierzchni użytkowej. Oznacza to, iż właściciel stumetrowego mieszkania płaci rocznie maksymalnie 112 zł – niezależnie od tego, czy mieszkanie jest warte 300 tys. zł w małym mieście, czy 1,5 mln zł w centrum Warszawy.

Podatek katastralny działałby zupełnie inaczej: podstawą opodatkowania byłaby wartość rynkowa nieruchomości, a nie jej metraż. Im droższe mieszkanie lub dom, tym wyższy podatek – bez względu na liczbę metrów. W krajach UE, gdzie taki system działa, stawki wahają się od 0,26% do choćby 3% wartości nieruchomości rocznie.

Właśnie ta zmiana podstawy opodatkowania wywołuje tyle emocji. Przy stawce 1% właściciel mieszkania wartego 600 tys. zł płaciłby rocznie 6 tys. zł zamiast obecnych ok. 70 zł. Właściciel stumetrowego lokalu w Warszawie, wartego ok. 1,5 mln zł, oddawałby co roku ok. 15 tys. zł. Ekspert rynku mieszkaniowego Anton Bubiel z SonarHome wskazuje w komentarzu dla money.pl, iż w obecnym systemie obciążenia są symboliczne, a przy podatku katastralnym stawka mogłaby wzrosnąć kilkadziesiąt razy. Problem wysokich podatków objąłby bardzo dużą grupę Polaków. Według najnowszych danych aż 86 proc. z nas ma własną nieruchomość, co plasuje nas na 1 miejscu w Unii Europejskiej.

Projekt Lewicy gotowy, ale w Sejmie go nie ma

Lewica przez ostatnie miesiące żyła wewnętrznymi sprzecznościami w tej sprawie. W listopadzie 2025 roku RMF FM poinformowało, iż projekt ma trafić do Sejmu do 21 grudnia 2025 roku. Dosłownie kilka dni później marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty publicznie zdementował tę informację, mówiąc wprost w TVN24: „nie wiem, skąd wyszła ta informacja, ja ją dementuję.” Następnie wiceszefowa klubu Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic ponownie zapowiedziała złożenie projektu jeszcze przed świętami. Projekt w grudniu do Sejmu nie trafił.

W styczniu 2026 roku sprawa ruszyła na nowo. 20 stycznia projekt – po istotnych poprawkach – wrócił na obrady klubu parlamentarnego Lewicy. Pomogło uruchomienie przez rząd Portalu DOM – ogólnopolskiej bazy rzeczywistych cen transakcyjnych mieszkań i domów. To właśnie brak takiego narzędzia przez lata blokował prace nad katastrem: bez wyceny nieruchomości w skali kraju nie da się sprawiedliwie naliczyć podatku opartego na wartości.

Według najnowszych informacji z lutego 2026 roku projekt Lewicy jest gotowy, ale formalnie przez cały czas nie trafił do Sejmu. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na petycję z 22 stycznia 2026 roku potwierdziło, iż żadnych rządowych prac nad podatkiem katastralnym nie prowadzi – wszystkie inicjatywy mają charakter poselski, a ich los zależy od układu sił w parlamencie.

Co konkretnie proponuje Lewica – i jak to różni się od projektu Razem

Projekt Lewicy zakłada 4 najważniejsze elementy. Po pierwsze: zastępuje obecny podatek od nieruchomości liczony od metrażu – nie jest więc podatkiem dodatkowym nałożonym na istniejącą daninę, ale zmianą sposobu jej naliczania. Po drugie: dotyczyłby wyłącznie właścicieli co najmniej 3 lokali – pierwsze i drugie mieszkanie byłoby wyłączone. Po trzecie: wysokość podatku byłaby powiązana z wartością nieruchomości. Po czwarte: wpływy trafiałyby do budżetów gmin.

Konkretnych stawek Lewica oficjalnie nie podała. Eksperci szacują je na 1-2% wartości rocznie. Dla mieszkania wartego 600 tys. zł oznaczałoby to 6-12 tys. zł rocznie. Dla domu wartego 800 tys. zł – 8-16 tys. zł.

Osobny projekt złożyła Partia Razem, dawny koalicjant Lewicy. Zakłada on podatek progresywny: 1% wartości przy posiadaniu 3-5 mieszkań, 2% przy 6-8 lokalach, 3% od 9. nieruchomości wzwyż. Problem w tym, iż Koło Razem liczy zaledwie 5 posłów, a do formalnego złożenia projektu wymaganych jest 15 podpisów. Na razie ich nie zebrano. Lewica odmówiła popierania projektu Razem, zarzucając mu niekompletność techniczną.

Ile zapłaciliby Polacy – przykłady dla mieszkań i domów

Żeby zrozumieć skalę zmiany, warto zestawić obecne obciążenia z tym, co mogłoby nastąpić. Dziś właściciel 60-metrowego mieszkania w bloku płaci ok. 67 zł rocznie podatku od nieruchomości, niezależnie od tego, czy lokal jest wart 250 tys. zł w Rzeszowie, czy 700 tys. zł w Krakowie.

Przy podatku katastralnym na poziomie 1%:

  • Mieszkanie o wartości 300 tys. zł (np. mniejsze miasto) – podatek wyniósłby ok. 3 tys. zł rocznie,
  • Mieszkanie o wartości 600 tys. zł (średniej wielkości miasto, standard) – ok. 6 tys. zł rocznie,
  • Mieszkanie o wartości 1 mln zł (duże miasto, wyższy standard) – ok. 10 tys. zł rocznie,
  • Dom jednorodzinny o wartości 800 tys. zł – ok. 8 tys. zł rocznie,
  • Dom o wartości 1,5 mln zł – ok. 15 tys. zł rocznie.

Ekonomiści PKO BP przeprowadzili szacunki dotyczące wariantu „od 3. mieszkania”. Punktem wyjścia była łączna wartość zasobu mieszkaniowego w Polsce według NBP – ok. 7,8 bln zł na koniec 2024 roku – i dane GUS wskazujące na ok. 16 mln mieszkań, co daje przeciętną wartość lokalu na poziomie ok. 487 tys. zł. Przy ok. 77 tys. osób posiadających co najmniej 3 mieszkania i szacowanej liczbie 321 tys. lokali kwalifikujących się do opodatkowania, wpływy do budżetu wyniosłyby od 0,3 mld zł (stawka 0,2%) do 1,7 mld zł (stawka 1%) – jak podaje Bankier.pl, powołując się na analizę banku. Dla porównania: sam podatek Belki przyniósł w 2024 roku 10,6 mld zł. Kataster nie rozwiązałby więc problemów budżetowych, choć mógłby znacząco zmienić rozkład obciążeń.

Ministerstwo Finansów mówi nie. Nawrocki też

Rząd Donalda Tuska konsekwentnie dystansuje się od tematu. W marcu 2025 roku minister finansów Andrzej Domański jasno powiedział, iż „Ministerstwo Finansów nie prowadzi żadnych prac zmierzających do wprowadzenia podatku katastralnego.” W wywiadzie w Polsat News dodał, iż drugie mieszkanie ma w Polsce wiele osób – często starszych, o niskich dochodach – i nowe obciążenie uderzyłoby przede wszystkim w nich.

Jeszcze poważniejszą przeszkodą jest pozycja prezydenta. Karol Nawrocki w kampanii wyborczej zapowiedział, iż nie podpisze żadnej ustawy podnoszącej podatki i postulował wpisanie do konstytucji zakazu wprowadzania podatku katastralnego. choćby jeżeli Lewicy udałoby się przeforsować projekt przez Sejm – co przy napiętych relacjach koalicyjnych wcale nie jest pewne – weto głowy państwa mogłoby całą inicjatywę zablokować.

Napięcia widać też wewnątrz samej koalicji. Koalicja Obywatelska publicznie dystansuje się od projektu, zaznaczając, iż nie ma jeszcze żadnego tekstu, do którego mogłaby się odnieść. Minister Rozwoju Krzysztof Paszyk, zapytany o katastr w lutym 2025 roku, odpowiedział jedynie enigmatycznie, iż „to jest temat na dłuższą rozmowę” – nie wykluczając dyskusji, ale też niczego nie obiecując.

Brak katastru to nie tylko polityka – to problem techniczny

Poza polityką istnieje jeszcze jeden fundamentalny problem: Polska przez dziesięciolecia nie zbudowała jednolitego, zintegrowanego systemu wyceny nieruchomości. To efekt historyczny – różne systemy ewidencji z okresu zaborów nigdy nie zostały w pełni ujednolicone. Dr Aleksander Łożykowski, doradca podatkowy i radca prawny z kancelarii LTCA, w wypowiedzi dla WNP.pl wskazuje wprost, iż bez spójnego systemu wyceny nie da się zbudować sprawiedliwego systemu katastralnego. Uruchomiony w styczniu 2026 roku Portal DOM to krok we adekwatnym kierunku, ale baza cen transakcyjnych to nie to samo co pełna wycena każdej nieruchomości w Polsce.

Paradoks polega na tym, iż Polska płaci już relatywnie dużo z tytułu podatków od nieruchomości – tyle iż w ponad 80% pochodzi to od przedsiębiorców, a nie od właścicieli prywatnych mieszkań. Zmiana systemu na katastralny uderzyłaby więc głównie w sektor prywatny, drastycznie zmieniając proporcje.

MFW i OECD mówią – trzeba, politycy mówią – nie teraz

Podatek katastralny od lat rekomendują Polsce Międzynarodowy Fundusz Walutowy i OECD. Ich argument jest prosty: obecny system oparty na metrażu nie odzwierciedla zdolności płatniczych właściciela i jest niesprawiedliwy – taki sam podatek płaci właściciel skromnego mieszkania na prowincji i zamożny właściciel apartamentu w centrum stolicy. System od wartości byłby – w teorii – progresywny i bardziej sprawiedliwy.

Równocześnie OECD zauważa, iż podatek katastralny mógłby zwiększyć autonomię finansową samorządów, które dziś są uzależnione od dotacji centralnych. Gminy z droższymi nieruchomościami zbierałyby więcej środków – i więcej przeznaczałyby na lokalną infrastrukturę.

Polityczna rzeczywistość jest jednak inna. Żaden rząd w Polsce – ani prawicowy, ani lewicowy – nie zdecydował się dotąd na złożenie rządowego projektu ustawy. Temat wraca jak bumerang przy każdej gorącej debacie o cenach mieszkań, a potem znika w szufladach.

Co to znaczy dla właściciela jednego mieszkania lub domu?

Krótko mówiąc: na dziś – nic. Wszystkie projekty zakładają próg od 3. nieruchomości. Właściciel jednego mieszkania lub jednego domu – a to zdecydowana większość Polaków – nie byłby objęty nowym podatkiem w żadnym z rozważanych wariantów. Obecna danina od metrażu pozostaje bez zmian.

Inwestorzy posiadający wiele lokali mają powody, żeby projekt śledzić uważniej – ale choćby oni na razie nie muszą się spieszyć z decyzjami. Droga od gotowego projektu poselskiego do podpisanej przez prezydenta ustawy jest w Polsce bardzo długa, a w tym konkretnym przypadku – wyjątkowo kręta.

Co warto wiedzieć – dla czytelnika

  • Podatku katastralnego w Polsce nie ma i nie będzie w najbliższych miesiącach. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na petycję z 22 stycznia 2026 roku potwierdziło brak jakichkolwiek rządowych prac w tej sprawie.
  • Właściciele jednego lub dwóch mieszkań nie byliby objęci żadnym z proponowanych projektów. Zarówno Lewica, jak i Razem proponują próg od 3. nieruchomości wzwyż.
  • Gdyby jednak podatek wszedł w życie przy stawce 1%, właściciel mieszkania wartego 500 tys. zł zapłaciłby 5 tys. zł rocznie. Właściciel domu za 1 mln zł – 10 tys. zł. Dla porównania: dziś za 100-metrowe mieszkanie podatek od nieruchomości wynosi ok. 112 zł.
  • Weto prezydenta to realna przeszkoda. choćby uchwalona ustawa może nie wejść w życie – Nawrocki publicznie zapowiedział sprzeciw wobec każdej formy podwyżki podatków od nieruchomości.
  • Portal DOM, uruchomiony w styczniu 2026 roku, jest pierwszym krokiem w kierunku stworzenia bazy danych umożliwiającej wycenę nieruchomości na skalę kraju. To techniczne narzędzie niezbędne do jakiejkolwiek formy katastru. Sam portal nie oznacza jednak, iż podatek jest bliżej niż dotychczas.
  • Warto śledzić losy projektu Lewicy w Sejmie. jeżeli zostanie formalnie złożony, kolejnym etapem będą prace w komisjach, a to może potrwać miesiące lub lata – bez żadnej gwarancji uchwalenia.
Idź do oryginalnego materiału