Dezinformacja i fake newsy. Jak „szum informacyjny” może wpłynąć na wynik krakowskiego referendum (nasza rozmowa)

5 godzin temu

Dezinformacja i fake newsy. Jak „szum informacyjny” może wpłynąć na wynik krakowskiego referendum

Referendum w Krakowie to nie tylko sprawdzian dla polityków, ale przede wszystkim test odporności mieszkańców na dezinformację. W obliczu narastającej polaryzacji i doniesień o wykorzystywaniu sztucznej inteligencji do walki politycznej, pytamy jak nie dać się zmanipulować w świecie informacyjnego szumu. Czy krakowskie głosowanie stanie się prognozą dla przyszłych kampanii w całej Polsce?

Już 24 maja krakowianie udadzą się do urn, by zdecydować o przyszłości prezydenta Aleksandra Miszalskiego oraz Rady Miasta. Jednak w cieniu merytorycznej debaty o Strefie Czystego Transportu czy cenach biletów, pod Wawelem rozpętała się inna bitwa, to o prawdę. Obie strony zarzucają sobie wzajemnie wprowadzanie mieszkańców w błąd i manipulowanie faktami, aby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Czy dezinformacja staje się paliwem, które ma podgrzać emocje przed referendum? O tym, jak odróżnić polityczny marketing od cynicznej manipulacji i czy teorie spiskowe mogą realnie wpłynąć na frekwencję, rozmawiamy z dr hab. Dominiką Kasprowicz z Katedry Badań nad Mediatyzacją z Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Patryk Trzaska: Kampania referendalna, która w tej chwili trwa, jest wyjątkowo krótka. Czy przy tak krótkim i intensywnym czasie trwania istnieje realne ryzyko użycia fake newsów, aby wpłynąć na wynik głosowania, czy może jest to zjawisko marginalne?

Dominika Kasprowicz: Zjawisko manipulacji komunikacją w procesie wyborczym niestety zdarza się niezależnie od długości kampanii. Fakt, iż ta jest wyjątkowo krótka, nieco obniża ryzyko wystąpienia dezinformacji, co można uznać za pozytywny prognostyk. Jednakże ryzyko wykorzystania technik manipulacyjnych, opartych na materiałach częściowo lub całkowicie nieprawdziwych, pozostaje wysokie. Sprzyja temu przede wszystkim silna polaryzacja wyborcza na terenie objętym referendum. Przykładem tego jest fakt, iż po nieudanej inicjatywie referendalnej kilka lat temu, teraz ostatecznie udało się zebrać wystarczającą liczbę głosów poparcia, czemu towarzyszyło większe wzmożenie wśród mieszkańców Krakowa.

Patryk Trzaska: Która grupa społeczna jest najbardziej narażona na manipulację? Widzimy, co dzieje się w Internecie i telewizji, są też wolontariusze na ulicach. Czy w dobie baniek informacyjnych jest grupa, która jest bardziej podatna na zmianę zdania pod wpływem fake newsów?

Dominika Kasprowicz: Smutna konstatacja jest taka, iż bardzo trudno obronić się przed dobrze zmanipulowanymi treściami. Możliwości sztucznej inteligencji sprawiają, iż bez specjalistycznego systemu praktycznie niemożliwe jest odróżnienie materiału wygenerowanego od prawdziwego. Badania pokazują, iż niezależnie od wykształcenia, mamy mniej więcej 50% szans na rozpoznanie celowej dezinformacji.

Jeśli chodzi o podatność osób już przekonanych, tutaj obserwujemy efekt bumerangowy: jeżeli do wyborcy trafia informacja sprzeczna z jego poglądami, często, redukując dysonans utwierdza się on w swoim przekonaniu, traktując przekaz jako niewiarygodny. Najbardziej podatne na manipulację są osoby niezdecydowane, niezaangażowane w temat. To one, będąc „białą kartą”, pod wpływem silnego, emocjonalnego bodźca (nawet jednego fake newsa), mogą podjąć impulsywną decyzję.

Patryk Trzaska: Wspomniała Pani o efekcie bumerangowym. Czy możemy spodziewać się działań, które celowo podsuwają treści tej już spolaryzowanej grupie, aby jeszcze bardziej ją utwierdzić lub zniechęcić do udziału w referendum?

Dominika Kasprowicz: To interesujący proces, którego jesteśmy świadkami. W przypadku referendum odwoławczego najważniejsze jest osiągnięcie kworum (frekwencji na poziomie 3/5 liczby osób, które brały udział w poprzednich wyborach na to stanowisko). Mamy tu trzy scenariusze: odwołanie prezydenta, jego utrzymanie lub nieważność referendum z powodu niskiej frekwencji. Paradoksalnie, ten ostatni scenariusz jest najłatwiejszy do osiągnięcia. Wystarczy osłabić chęć pójścia do urn. Może się to dziać przez wywołanie znużenia szumem informacyjnym, nadmiar sprzecznych wiadomości czy skandali. Każda ze stron konfliktu może korzystać z tego instrumentarium, ponieważ totalne zmylenie wyborców może przynieść określone korzyści polityczne.

Patryk Trzaska: Z obu stron padają zarzuty o wykupywanie „botów” w mediach społecznościowych. Jaki wpływ mają takie sztuczne konta na odbiorców i jak wyborca może odróżnić rzeczywisty gniew ludzi od opłaconego szumu?

Dominika Kasprowicz: Trzeba by mieć naturę detektywa i zaawansowane kompetencje techniczne, aby jednoznacznie rozstrzygnąć prawdziwość przekazów w Internecie. W natłoku informacji zmniejsza się skłonność do weryfikacji źródeł. Idealnie byłoby zatrzymać się przy każdym komunikacie wywołującym emocje, sprawdzić drugie źródło i odnieść się do własnych doświadczeń, ale stać nas na to rzadko.

Moja rada? choćby jeżeli nie wiemy, czy pisze człowiek czy bot, stosujmy zasadę 15 minut: zanim klikniesz „podaj dalej”, odczekaj, przemyśl, nie działaj odruchowo. Jako obywatele powinniśmy też reagować, gdy widzimy ewidentną manipulację czy kłamstwo.

Patryk Trzaska: Czy przyłapanie jednej ze stron na fake newsach wpłynie na końcowy wynik referendum, czy może informacje te nie zaważą na decyzji ze względu na polaryzację społeczną?

Dominika Kasprowicz: Kraków jest tu testerem w skali ogólnopolskiej. Oczy całej polskiej sceny politycznej będą skierowane na Nas, ponieważ od tego wyniku mogą zależeć dalsze działania polityczne poszczególnych partii. W stanie dużej polaryzacji będziemy świadkami wzmożonych działań perswazyjnych. Niezależnie od tego, czy sprawa sądowa dotycząca zniesławienia rozstrzygnie się gwałtownie czy późno, ważne jest, aby fakty o manipulacjach pojawiały się w przestrzeni publicznej. To, jak zareagują wyborcy teraz, będzie prognozą dla przyszłych kampanii ogólnopolskich.

Patryk Trzaska: Kampania w 99% dzieje się w Internecie, ale na ulicach wciąż spotykamy wolontariuszy z ulotkami. Czy warto z nimi rozmawiać, czy lepiej szukać informacji samodzielnie?

Dominika Kasprowicz: Mamy tak mało okazji do konfrontacji własnych opinii z ludźmi po drugiej stronie politycznego sporu, iż jeżeli mamy możliwość wejścia w spokojną rozmowę „w realu”, uważam, iż warto to zrobić. Materiały drukowane są drugorzędne, ważniejszy jest człowiek. Współegzystencja i kooperacja w mieście będą trudne, jeżeli damy się skłócić w toku jednej kampanii. Rozmowa i poznanie argumentów drugiej strony, choćby jeżeli pozostaniemy przy swoim zdaniu jesst zawsze wartościową okazją.

Patryk Trzaska: Dziękuje za rozmowę

Idź do oryginalnego materiału