Publicznie ruga radnych, chce stawiać kolejny pomnik nie mówiąc gdzie i po co, na siłę uszczęśliwia mieszkańców inwestycjami, których nie chcą, a ostatnio uniemożliwił byłemu kontrkandydatowi o fotel burmistrza wejście na posiedzenie komisji, która miała odbywać się w budynku krzeszowickiego basenu. Co się dzieje z Wacławem Gregorczykiem?
W ostatni czwartek kwietnia podsumowywał dwa lata swojej trzeciej kadencji. Opowiadając o tym, co udało się zrobić, sięgnął też do początków pracy na stanowisku burmistrza. Mówił o cyklu czwartkowych spotkań „Dzisiaj rozmawiamy o…”, które zainicjował w pierwszej kadencji.
Między 2015 a 2018 rokiem, burmistrz przynajmniej pięć razy do roku organizował mniej formalne spotkania z mieszkańcami, czasami przy kawie i drożdżowym cieście, opowiadając o planach na rozwój gminy. Ostatnie z cyklu spotkań „Dzisiaj rozmawiamy o…” odbyło się 1 marca 2018 roku. Wacław Gregorczyk mówił wtedy, iż nie chce organizować kolejnych, by nikt nie posądził go o robienie w ten sposób kampanii. W październiku miały odbyć się wybory samorządowe. Po wygranej, już nigdy nie wrócił do kontynuowania cyklu spotkań zapoczątkowanych w pierwszej kadencji.
Obserwując dzisiejsze „rozmowy” mieszkańców Dubia z krzeszowickim samorządem mam déjà vu. Gdzieś już to widzieliśmy. Władza powtórzyła schemat. Cztery lata temu, w nieodległej galaktyce, pod nieczynnym kamieniołomem w Miękini, burmistrz postanowił odmówić mieszkańcom udostępnienia koncepcji zagospodarowania wyrobiska.
Swoją decyzję uzasadnił stwierdzając, iż przedstawienie planów wydłuży toczące się postępowanie w sprawie pozwolenia na budowę. Burmistrz odmówił pokazania koncepcji nie tylko mieszkańcom, ale także radzie sołeckiej i sołtysowi. Ostatecznie mieszkańcy poznali ją dzięki Stowarzyszeniu Zielona Energia Miękini, które wystąpiło do starostwa z wnioskiem o włączenie do postępowania.
Na ostatniej sesji burmistrz mówił o pieniądzach, które gmina otrzyma na zagospodarowanie i rekultywację dawnego kamieniołomu w Miękini. Zaznaczył, iż na jego terenie znajdzie się plac zabaw, o który wnioskowali mieszkańcy. O tym, jak wyglądało „dochodzenie do porozumienia” już nie wspomniał.
Czy władze skonsultowały z mieszkańcami dalsze zagospodarowanie Doliny Pstrąga w Dubiu, zanim wraz z innymi samorządami złożyły wniosek o unijne dotacje? Już na początku 2025 roku, na zebraniu sołeckim burmistrz usłyszał od mieszkańców Dubia NIE dla platformy widokowej.
Gdy radni zgodzili się na wprowadzenie dwóch inwestycji z przyznanym dofinansowaniem do Wieloletniej Prognozy Finansowej (zagospodarowanie centrum rekreacyjno-sportowego i budowa platformy widokowej), nie mieli świadomości, co na ten temat myślą mieszkańcy wsi. Dziś, gdy wsłuchali się w niesłyszany wcześniej głos mieszkańców sołectwa, burmistrz zarzuca im zmianę zdania.
O tym, iż z obu inwestycji gmina może zrezygnować bez szwanku dla zadań zgłoszonych przez inne samorządy, mieszkańcy być może nigdy by się nie dowiedzieli, gdyby nie ich własny upór i wniosek złożony do lidera projektu – gminy Myślenice. Co powstanie w Dubiu? Burmistrz stawia sprawę jasno – wszystko, albo nic. To drugie niestety staje się najbardziej prawdopodobną opcją dla mieszkańców zmęczonych przepychankami z urzędem. Ta opowieść ma więc szansę na smutny morał, pokazujący jak kończy się brak szczerej rozmowy z mieszkańcami, na temat zagospodarowania ich własnej miejscowości.
Przejrzystej komunikacji brakuje jednak nie tylko na linii burmistrz – mieszkańcy, ale także burmistrz – radni i burmistrz – media. Na sesji w marcu Wacław Gregorczyk został zapytany przez radnego Kamila Kłosowskiego o to, gdzie stanie pomnik dłoni ułożonych w kształcie serca. Burmistrz, odpowiedział w swoim stylu – jak stanie to się dowiecie.
Równie interesująca odpowiedź trafiła już jako oficjalne pismo na moją skrzynkę odbiorczą. Na pytanie gdzie stanie pomnik burmistrz odpowiedział… „w gminie”. Od 1 stycznia 2026 roku w Polsce istnieje ich aż 2 479, istotnie więc, w którejś z nich pomnik na pewno stanie. Po miesiącu burmistrz nieco ochłonął, dlatego na ostatniej sesji można było się dowiedzieć, iż ustalanie miejsca posadowienia pomnika to wciąż „work in progress”. Być może stanie nieopodal tężni w Krzeszowicach, albo gdzieś w centrum Nowej Góry, rozważana jest też okolica przy powstającym w Tenczynku FabLabie. Czy w ten sposób nie można było od razu udzielić odpowiedzi radnemu? Pewnie można, ale wtedy Wacław Gregorczyk nie byłby sobą.
Przykładów na to, w jaki sposób burmistrz traktuje radnych jest więcej. Jako przedstawiciel gminy, Wacław Gregorczyk ma niewątpliwie większą siłę przebicia w samorządzie województwa niż pojedynczy radny. Mimo to, prośbę wiceprzewodniczące Renaty Brzózki o interwencję w sprawie zatłoczonych pociągów burmistrz zbył, odsyłając ją do radnych Sejmiku Województwa Małopolskiego. Przypomnijmy, iż władze Krzeszowic od wielu lat, tworząc parkingi przy przystanku w Woli Filipowskiej i krzeszowickim dworcu, walczą o to, by mieszkańcy pozostawiali samochody w gminie i przesiedli się do transportu zbiorowego do stolicy Małopolski i Śląska. Czy więc prośba do burmistrza o interwencję w sprawie zatłoczonych pociągów była rzeczywiście bezzasadna?
Wisienką na mało smacznym torcie okazała się sytuacja z komisji kultury. Według relacji radnego Kamila Kłosowskiego, mimo wcześniejszego zgłoszenia chęci udziału w komisji, burmistrz miał nie wyrazić zgody na uczestnictwo radnego. Tego dnia jej członkowie wizytowali nowo wybudowany basen. Burmistrz miał kilkakrotnie zmieniać zdanie, proponować radnemu inny termin wejścia na obiekt. Na kwietniowej sesji Wacław Gregorczyk zwrócił się do przewodniczącego Rady o zorganizowanie spotkania, na którym strony spory miałyby wyjaśnić sobie powstałe „nieporozumienie”. Na publiczny komentarz w tej sprawie nie mamy co liczyć. Burmistrz od lat hołduje zasadzie im ciszej tym lepiej, na razie, patrząc na efekty, ten rodzaj przyjętej taktyki odbija się czkawką.












