Złożyłem interpelację nr 14143, bo w sprawach bezpieczeństwa energetycznego nie ma miejsca na domysły, PR-owe formułki i chowanie głowy w piasek. Pytałem rząd Donalda Tuska wprost, czy jednoznacznie wyklucza powrót rosyjskiej ropy do Polski – także pośrednio, przez mechanizmy „przemetkowania”, blendowania i mieszania strumieni w rosyjskiej infrastrukturze.
Odpowiedź, którą otrzymałem, jest niestety modelowym przykładem tego, jak obecna władza próbuje zamknąć temat papierem, a nie faktami. To nie jest stanowisko państwa, które ma świadomość zagrożeń. To jest wygodna ucieczka od odpowiedzialności.
„Kazachskie” na papierze. A fizycznie – kto to wie?
Rząd powtarza w odpowiedzi, iż wszystko odbywa się legalnie, bo są certyfikaty. Pada m.in. takie stwierdzenie:
„Należy podkreślić, iż PERN S.A. nie posiada umów z podmiotami objętymi sankcjami, w tym z Rosneft Deutschland GmbH, a dostawy ropy naftowej do rafinerii PCK Schwedt realizowane są wyłącznie na podstawie umów komercyjnych z udziałowcami tej rafinerii i dotyczą surowca pochodzenia kazachskiego KEBCO (Kazakhstan Export Blend Crude Oil)”.
Rosyjska ropa z kazachską metką w Niemczech a sprawa polska
Kazachska ropa dostarczana przez Rosję i Polskę do Niemiec ma certyfikat pochodzenia. Nie oznacza to jednak, iż fizycznie pochodzi z Kazachstanu. choćby jeżeli nie, to nie narusza sankcji, ale wykorzystanie…
— Wojciech Jakóbik (@wjakobik) July 18, 2024
Tyle iż to jest odpowiedź na pytanie, którego nie zadałem. Problem nie polega na tym, czy ktoś ma umowę z Rosnieftem. Problem polega na tym, czy to, co na papierze jest KEBCO, nie jest w praktyce ropą rosyjską „przepuszczoną” przez system i opisaną inaczej, a do tego tłoczoną przez infrastrukturę, nad którą Rosja trzyma rękę.
W przestrzeni publicznej wielokrotnie podnoszono, iż KEBCO ma parametry bardzo zbliżone do rosyjskiej REBCO, a transport przez Przyjaźń oznacza realne ryzyko mieszania strumieni. To są fakty i poważne wątpliwości rynkowe. I państwo polskie powinno reagować na to kontrolą, a nie uspokajaniem na zasadzie „jest papier, więc się nie czepiajcie”.
Najbardziej kompromitujące zdanie całej odpowiedzi
Najmocniejszy fragment odpowiedzi rządu jest jednocześnie najbardziej kompromitujący, bo pokazuje mentalność tej ekipy: jak prawo nie każe, to państwo nie zrobi nic.
„Rząd RP nie prowadzi żadnych dodatkowych analiz składu chemicznego surowca, ponieważ prawo tego nie wymaga. Dodatkowo należy podkreślić, iż ropa KEBCO pochodzenia kazachskiego jest jedynie tranzytem przez terytorium RP, transportowanym do rafinerii PCK Schwedt w ramach umowy komercyjnej pomiędzy przedsiębiorstwami”.
To zdanie powinno wywołać alarm w każdym ośrodku odpowiedzialnym za bezpieczeństwo państwa.
Bo o ile rząd nie prowadzi żadnych dodatkowych analiz składu chemicznego, to tak naprawdę przyznaje, iż nie ma państwowego narzędzia, które weryfikuje realne pochodzenie ropy płynącej przez polską infrastrukturę. Jest tylko dokument. Jest tylko certyfikat. Jest tylko „tranzyt”.
A ja właśnie przeciwko tej logice protestuję. Tranzyt przez Polskę to nie jest „neutralna sprawa handlowa”. To jest strategiczne wykorzystanie infrastruktury państwa polskiego. jeżeli przez Polskę idzie surowiec do rafinerii w Schwedt, to Polska bierze udział w całym mechanizmie logistycznym, który ma konsekwencje geopolityczne, finansowe i sankcyjne.
„Czerwone linie” na papierze, realna kontrola – żadna
Rząd w odpowiedzi opowiada o „czerwonych liniach” i o tym, iż Polska nie dopuszcza transportu surowców pochodzenia rosyjskiego. Tylko iż to dalej jest opowieść, a nie system.
Bo jeżeli rząd:
-
nie prowadzi dodatkowych analiz składu,
-
opiera się na certyfikatach,
-
sprowadza temat do „umów komercyjnych”,
to w praktyce mówi: „wierzymy, iż jest okej”.
A w sprawach rosyjskich wpływów i obchodzenia sankcji „wierzymy” to za mało. To jest wręcz proszenie się o kłopoty.
Dlaczego to jest groźne także dla Polski
Niektórzy powiedzą: „przecież to do Niemiec, nie do nas”. Tylko że:
-
to idzie przez polską infrastrukturę,
-
to jest związane z bezpieczeństwem regionu,
-
to tworzy mechanizm, w którym Rosja może pośrednio korzystać finansowo i strategicznie,
-
a do tego utrwala niebezpieczny precedens: wystarczy zmienić papiery i już temat przestaje istnieć.
Polska nie może być korytarzem dla rosyjskiej ropy z „kazachską metką”.
Rząd Donalda Tuska w odpowiedzi na moją interpelację nr 14143 próbuje uspokajać opinię publiczną. Padają zapewnienia o „czerwonych liniach”, o pełnym respektowaniu sankcji i o tym, iż wszystko odbywa się… pic.twitter.com/uq9b7GDerS
— Dariusz Matecki (@DariuszMatecki) February 16, 2026
I w tym sensie pytanie z tytułu jest jak najbardziej zasadne: czy rząd Donalda Tuska nie godzi się faktycznie na sytuację, w której rosyjska ropa może wracać „tylnymi drzwiami” – pod inną nazwą i z innym certyfikatem?
Czego oczekuję i czego będę dalej wymagał
W mojej interpelacji pytałem o konkret: państwowe mechanizmy kontroli, niezależną weryfikację, jasne granice, realny nadzór. Odpowiedź rządu sprowadza się do uspokajaczy: certyfikaty, umowy komercyjne, brak obowiązku prawnego.
Dla mnie to jest niewystarczające.
Polska nie powinna uczestniczyć w żadnym mechanizmie, który choćby potencjalnie:
-
umożliwia „przemetkowanie” rosyjskiej ropy,
-
korzysta z rosyjskiej infrastruktury jako kluczowego elementu łańcucha,
-
opiera się na papierach zamiast twardej, państwowej kontroli.
W sprawie bezpieczeństwa energetycznego nie ma miejsca na naiwność. A już na pewno nie ma miejsca na państwowe podejście w stylu: „nie badamy, bo prawo nie wymaga”. Państwo nie jest od minimalizmu. Państwo jest od ochrony interesu narodowego.
I dokładnie tego będę się domagał dalej.

2 miesięcy temu





