W debacie publicznej często słyszymy, iż media są niezależne, iż kierują się wyłącznie misją informacyjną, a ich linia redakcyjna wynika z przekonań dziennikarzy. To piękne deklaracje. Jednak w demokracji obywatele mają prawo patrzeć nie tylko na słowa, ale również na przepływ pieniędzy.
W ostatnich miesiącach, w ramach kontroli poselskich, ujawniłem konkretne kwoty, które trafiły do TVN z wybranych instytucji publicznych. To nie są szacunki ani medialne spekulacje. To są środki potwierdzone w odpowiedziach na moje interpelacje oraz w dokumentach instytucji publicznych.
Zaledwie z pięciu podmiotów publicznych do TVN trafiły następujące kwoty:
-
1,5 miliona złotych z Ministerstwa Spraw Zagranicznych,
-
1,2 miliona złotych z Ministerstwa Finansów,
-
2,5 miliona złotych z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi,
-
7,6 miliona złotych z Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej,
-
3,2 miliona złotych z Zachodniopomorskiego Urzędu Marszałkowskiego.
Łącznie daje to ponad 16 milionów złotych przekazanych jednej stacji telewizyjnej tylko z tych pięciu instytucji.
16 milionów złotych – i to nie jest pełny obraz
Podkreślam: mówimy wyłącznie o fragmentach, które zostały ujawnione w ramach konkretnych kontroli. To nie jest pełne zestawienie wszystkich środków, jakie mogły trafić do tej stacji z całego sektora publicznego.
Są to pieniądze z budżetu państwa, z funduszy europejskich, z rezerw celowych oraz z budżetów samorządowych. Innymi słowy – są to pieniądze podatników. Każdy pracujący Polak, każda rodzina, każdy przedsiębiorca dokłada się do budżetu, z którego finansowane są te kampanie.
Warto postawić proste pytanie: czy koncentracja tak znaczących środków publicznych w jednym podmiocie medialnym jest przypadkiem?
Państwo powinno działać pluralistycznie
Nie kwestionuję obowiązku państwa do prowadzenia kampanii informacyjnych. Ministerstwa muszą informować obywateli o programach, funduszach, rozwiązaniach prawnych czy działaniach administracji. Jednak w demokratycznym państwie komunikacja publiczna powinna być realizowana w sposób pluralistyczny, z poszanowaniem różnorodności medialnej.
Jeżeli miliony złotych trafiają do jednego koncernu medialnego, który jednocześnie prezentuje wyraźnie przychylną narrację wobec rządu Donalda Tuska, to pojawia się naturalne pytanie o standardy i przejrzystość.
Czy jest to wyłącznie zbieg okoliczności?
Czy może mamy do czynienia z mechanizmem koniunkturalnym, w którym pieniądze publiczne wzmacniają określoną linię przekazu?
SZOK! 100 milionów od Tuska dla liberalnych mediów. Czy to są „korzyści polityczne” premiera? Czy to jest kupowanie przychylności mediów?
Obywatele mają prawo do odpowiedzi
Nie oskarżam, ale pytam. W demokracji pytania o przejrzystość finansowania i potencjalne korzyści polityczne są czymś normalnym. Tym bardziej, gdy w grę wchodzą dziesiątki milionów złotych.
Ponad 16 milionów złotych z pięciu instytucji publicznych dla jednej stacji telewizyjnej to fakt. Każdy obywatel ma prawo wiedzieć, na jakich zasadach te środki zostały przyznane, jakie były kryteria wyboru i czy zapewniono realną konkurencyjność.
Budżet państwa nie jest prywatnym funduszem PR żadnego rządu. To wspólne pieniądze wszystkich Polaków. Dlatego będę przez cały czas konsekwentnie domagał się pełnej transparentności oraz równego traktowania wszystkich mediów – niezależnie od ich profilu ideowego.
Bo demokracja wymaga nie tylko wolnych mediów, ale również uczciwych zasad finansowania komunikacji publicznej.

2 miesięcy temu










