Lisa McFadden (po lewej) i Peggy Banks biorą udział w rozgrywkach kobiecej ligi bowlingowej we miasteczku Flint w stanie Michigan. Są sfrustrowane cłami i głosowaniem na Demokratów w wyborach uzupełniających.
Wojna handlowa z Kanadą coraz mocniej wkracza do kampanii przed listopadowymi wyborami do Senatu USA w Michigan. Stan będący sercem amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego należy do najmocniej dotkniętych skutkami ceł wprowadzonych przez Donalda Trumpa.
Według opublikowanego we wrześniu badania National Taxpayers Union Foundation gospodarstwa domowe w Michigan ponoszą najwyższe w USA koszty ceł w przeliczeniu na rodzinę. Kanada jest jednocześnie największym rynkiem eksportowym stanu.
W rozmowach z CBC mieszkańcy Michigan byli podzieleni w ocenie polityki Trumpa. Jego zwolennicy przekonywali, iż cła mają chronić amerykańskie miejsca pracy i skłaniać firmy do utrzymywania produkcji w kraju. Przeciwnicy wskazywali natomiast na rosnące ceny, które ostatecznie obciążają konsumentów.
Spór może mieć znaczenie dla wyniku niezwykle wyrównanej walki o miejsce Michigan w Senacie. Demokrata Gary Peters nie ubiega się o reelekcję, a sondaże wskazują na zacięty pojedynek jego potencjalnych następców.
Kandydat Demokratów Abdul El-Sayed ostro krytykuje wojnę handlową z Kanadą. Jego zdaniem mieszkańcy płacą coraz więcej za potrzebne im towary. Nie sprzeciwia się wszystkim cłom, ale uważa, iż powinny być stosowane selektywnie do ochrony konkretnych gałęzi przemysłu.
Republikanin Mike Rogers popiera natomiast cele polityki handlowej Trumpa i oskarża Kanadę o niewłaściwe traktowanie amerykańskich partnerów.
Przedstawiciele przemysłu motoryzacyjnego unikają politycznego sporu. Glenn Stevens Jr. z MichAuto podkreśla, iż przedsiębiorstwa przede wszystkim oczekują zakończenia niepewności wywołanej wojną handlową i chcą skupić się na produkcji, handlu oraz utrzymaniu miejsc pracy.

1 godzina temu










