Cicha komendantka: Janina Skrzyńska i wojna kobiet

dzienniknarodowy.pl 10 godzin temu

Janina Skrzyńska, z domu Bylinianka, przyszła na świat 27 grudnia 1895 roku w Krasnobórce, niewielkiej miejscowości położonej w pobliżu Żytomierza, na ziemiach dzisiejszej Ukrainy. Urodziła się w zamożnej rodzinie ziemiańskiej: jej ojciec Jan Bylina i matka Janina z Grodzieckich należeli do grona wykształconych i patriotycznie nastawionych elit Kresów Wschodnich. Dom rodzinny był przeniknięty duchem polskości i obowiązku wobec narodu, co niewątpliwie wpłynęło na ukształtowanie jej charakteru i życiowych wyborów.

Jej edukacja rozpoczęła się w domu, zgodnie z tradycją szlachecką, pod opieką guwernantki. Od najmłodszych lat poznawała nie tylko podstawy pisania, czytania i rachunków, ale również języki obce – francuski oraz niemiecki – które później wielokrotnie wykorzystywała w pracy społecznej i konspiracyjnej. Dzięki temu wykształceniu oraz kontaktowi z literaturą, kulturą i historią, wyrosła na osobę wszechstronnie oczytaną i głęboko refleksyjną.

Gdy przyszedł czas dalszej edukacji, Janina została wysłana do renomowanego prywatnego gimnazjum pani Wandy Wereckiej w Warszawie. Po jego ukończeniu, w roku 1914, rozpoczęła studia przyrodnicze na Uniwersytecie w Kijowie – co samo w sobie świadczyło o jej ambicjach i samodzielności, jako iż studia wyższe kobiet wciąż były wtedy wyjątkiem, nie regułą.

Kijów odegrał w jej życiu szczególną rolę. To właśnie w tym wielokulturowym i burzliwym mieście zetknęła się z kręgami polskiej inteligencji oraz środowiskami niepodległościowymi. Związała się z ruchem „Zet” (Związkiem Młodzieży Polskiej), który zrzeszał młodych Polaków działających na rzecz odzyskania niepodległości. Był to jeden z najważniejszych etapów kształtowania jej tożsamości obywatelskiej i politycznej. Uczyła się nie tylko teorii, ale również praktyki organizacyjnej: konspiracji, pracy społecznej i lojalności wobec wspólnej sprawy. W tym samym czasie rozpoczęła działalność w Polskim Towarzystwie Przyjaciół Żołnierza, działającym przy II Korpusie gen. Hallera w Kijowie. Wybuch I wojny światowej zastał ją właśnie tam, w środowisku Polaków aktywnie wspierających żołnierzy, organizujących pomoc dla rannych i uczestniczących w tworzeniu struktur przyszłego państwa.

Choć wtedy nie mogła wiedzieć, jak wielkie znaczenie będą miały te doświadczenia, już w młodości zdobyła fundamenty, które umożliwiły jej późniejszą działalność w konspiracji, wojsku i opiece nad współtowarzyszkami losu. Nie była to młodość beztroska – ale młodość przygotowująca do służby.

W odrodzonej Rzeczypospolitej

W lipcu 1918 roku Janina Bylinianka wyszła za mąż za Konstantego Skrzyńskiego – absolwenta Wydziału Prawa Uniwersytetu w Kijowie. Ich ślub odbył się w rodzinnym majątku w Krasnobórce, w czasie gdy chaos rewolucji bolszewickiej już ogarniał Ukrainę. niedługo po uroczystości młode małżeństwo musiało uciekać do Warszawy, porzucając dotychczasowe życie. Konstanty rozpoczął pracę w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych jako sekretarz Biura Repatriacyjnego. gwałtownie awansował i został wysłany jako poseł do Moskwy, a następnie jako konsul generalny do Charkowa.

Dla Janiny oznaczało to kilkanaście lat spędzonych za granicą, w cieniu męża dyplomaty, ale nie w bezczynności. Zajmowała się wychowywaniem trzech córek: Ewy (ur. 1919), Janiny-Inki (1921) i Hanny (1924) oraz prowadzeniem domu, co w warunkach politycznej niepewności było nie lada wyzwaniem. Pobyt w ZSRS pozwolił jej również lepiej zrozumieć mechanizmy ideologiczne komunizmu, wobec którego przez całe życie pozostawała krytyczna.

Po powrocie do Warszawy w 1927 roku Janina Skrzyńska oddała się działalności społecznej. Związała się z gimnazjum i liceum im. Królowej Jadwigi, do którego uczęszczały jej córki. Jako przewodnicząca Koła Opieki Rodzicielskiej nie tylko organizowała kolonie letnie i zimowe wyjazdy klasowe do Czarnieckiej Góry, ale także aktywnie uczestniczyła w tworzeniu szkolnych inicjatyw wychowawczych. Jej zaangażowanie, umiejętność pracy z młodzieżą i zapał organizacyjny zyskały jej ogromne uznanie. To właśnie w tej codziennej pracy formowała się jej zdolność do przywództwa opartego na empatii, konsekwencji i organizacji. Choć nie miała formalnego wykształcenia pedagogicznego, była nauczycielką z powołania – bliską uczniom, a jednocześnie wymagającą. Relacje, jakie budowała z młodzieżą, okazały się trwałe i ważne. Niektóre z tych dziewcząt towarzyszyły jej później w konspiracji i w obozach jenieckich. Janina Skrzyńska już wtedy uczyła się roli, którą przyszłość miała jej dopiero wyznaczyć: roli kobiety odpowiedzialnej nie tylko za dom, ale i za los wspólnoty.

Wojna i konspiracja

Wrzesień 1939 roku zastał Janinę Skrzyńską w Warszawie. W chwili wybuchu wojny miała 44 lata, dorosłe już córki i doświadczenie społeczne oraz organizacyjne, które gwałtownie przekształciła w działania pomocowe. Jej mąż, Konstanty Skrzyński, opuścił stolicę na wezwanie płk. Umiastowskiego i udał się do Radomia, gdzie podjął działalność w ramach Stronnictwa Narodowego jako delegat rządu na tereny okupowane. Janina pozostała w stolicy, zgłaszając się jako ochotniczka do Polskiego Czerwonego Krzyża, gdzie objęła funkcję opiekunki społecznej w Szpitalu Dzieciątka Jezus. Pracowała z osobami rannymi, chorymi, kontaktowała się z ich rodzinami – często w dramatycznych, skrajnie niebezpiecznych warunkach.

Szpital, jak wiele innych obiektów w Warszawie, został zbombardowany podczas oblężenia stolicy. 23 września 1939 roku budynek doznał ciężkich uszkodzeń, jednak Janina pozostała na miejscu aż do kapitulacji Warszawy cztery dni później. Po zniszczeniu ich mieszkania w Śródmieściu przeniosła się z córkami i teściową na Żoliborz, do pustego wówczas mieszkania swoich rodziców.

Już w 1940 roku, dzięki kontaktom i rekomendacjom, została wciągnięta do działalności konspiracyjnej. Wprowadziła ją do struktur Narodowej Organizacji Wojskowej Kobiet (NOWK) Jadwiga Podczaska „Halina”. Tam Janina otrzymała pseudonim „Zbigniewa” i numer ewidencyjny 825. Jej bezpośrednią przełożoną była Władysława Stroynowska „Maria”, organizatorka struktur kobiecych w ramach Narodowej Organizacji Wojskowej. Od początku była zaangażowana w działania administracyjne i zaopatrzeniowe, z czasem awansując do roli referentki administracyjnej Wojskowej Służby Kobiet na Okręg AK Warszawa. W strukturze tej pełniła również funkcję zastępczyni referentki administracyjnej w Szefostwie WSK Komendy Głównej AK, ściśle współpracując z Wandą Turkowską.

Skrzyńska uczestniczyła także w tajnych szkoleniach, zarówno o charakterze administracyjnym, jak i wojskowym, prowadzonych przez takie postaci jak Janina Skoszkiewiczówna „Ika” oraz Ilona Muraszkowa. Pomimo braku oficjalnego stopnia wojskowego, cieszyła się ogromnym autorytetem wśród kobiet w strukturach AK. Współpracowała z wieloma konspiratorkami, w tym z Zofią Jaxa-Bykowską, organizując paczki dla więźniów Pawiaka. Towary pakowane były w kooperatywie „Feniks” na Żoliborzu, skąd trafiały do najbardziej potrzebujących. Ważnym aspektem jej działalności była również praca wychowawcza i psychologiczna. Janina nie tylko organizowała zaplecze logistyczne, ale także dbała o morale swoich współpracownic. Cechowała ją opanowana, serdeczna obecność – nie narzucająca się, ale zawsze gotowa do działania i pomocy. Młodsze kobiety zwracały się do niej nie tylko jako do przełożonej, ale również jako do osoby, której można było zaufać.

W miarę nasilania się terroru niemieckiego, a także coraz częstszych łapanek i egzekucji, codzienna praca konspiracyjna wymagała nie tylko odwagi, ale też ogromnej dyscypliny i ostrożności. Mimo to Skrzyńska i jej bliskie współpracowniczki kontynuowały działalność, przenosząc informacje, dostarczając żywność i organizując wsparcie dla rannych oraz dla rodzin więźniów politycznych.

W konspiracji działały także jej córki, choć początkowo w tajemnicy przed matką. Inka, czyli Janina Jr., należała do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, a Hanna była sanitariuszką batalionu NOW-AK „Gustaw„ na Starym Mieście. Dopiero po upadku Powstania Warszawskiego Janina dowiedziała się o pełnym zakresie ich działalności.

Lata 1939–1944 były dla Skrzyńskiej czasem intensywnej, choć cichej służby. Nie szukała rozgłosu ani zaszczytów – działała z potrzeby serca i poczucia odpowiedzialności za innych. Jej rola w strukturach AK i NOWK była nie tylko administracyjna – była też matczyna, wspierająca i głęboko ludzka.

Powstanie Warszawskie – kwatermistrzostwo i chaos

Wybuch powstania warszawskiego zastał Janinę Skrzyńską w pełnej gotowości konspiracyjnej. O godzinie 11:00 w dniu 1 sierpnia 1944 roku uczestniczyła w odprawie kwatermistrzostwa, która odbywała się w lokalu Stowarzyszenia Szewców przy ul. Jasnej 18. To właśnie wtedy usłyszała, iż tzw. godzina „W” – rozpoczęcie zbrojnego wystąpienia przeciw Niemcom – została wyznaczona na godzinę 17:00 tego samego dnia. Z miejsca została skierowana do Komendy Okręgu Warszawskiego AK, gdzie objęła funkcję komendantki kobiet przy szefie intendentury, mjr. Stefanie Dołędze-Kamieńskim, pseudonim „Badacz”.

W pierwszych dniach powstania praca kwatermistrzowska była dramatycznie utrudniona. Oddziały AK nie posiadały dostatecznych zasobów materiałowych, a nieustanne bombardowania i zmieniająca się linia frontu paraliżowały działania organizacyjne. Mimo to Janina z pełnym oddaniem realizowała powierzane jej obowiązki. Intendentura początkowo mieściła się w gmachu PKO przy ul. Świętokrzyskiej – budynku solidnym, ale niedługo celem intensywnych nalotów. Bomba lotnicza, która trafiła w szyb po windzie, zniszczyła część podziemi, w których znajdował się m.in. szpital.

Zagrożenie zmusiło kwatermistrzostwo do relokacji. Mienie, które udało się ocalić, zostało przeniesione najpierw do kamienicy przy ul. Hożej róg Skorupki, a następnie – po kolejnym bombardowaniu – do Biblioteki Publicznej przy ul. Koszykowej. Janina Skrzyńska, jako jedna z nielicznych, pozostała w zbombardowanym gmachu PKO, pilnując pozostawionego tam wyposażenia, podczas gdy jej współpracownice poszukiwały nowej lokalizacji. Była jedną z tych osób, które w chaosie i zagrożeniu nie porzucały stanowiska – niezależnie od konsekwencji.

W relacji przekazanej prof. Tomaszowi Strzemboszowi, Janina oceniła działania intendentury w Powstaniu z gorzką szczerością. Uważała, iż cała akcja była źle zorganizowana, a poza wyjątkami – jak szwalnia na IV piętrze Domu Jabłkowskich przy ul. Brackiej, która działała sprawnie do końca sierpnia – kilka z działań logistycznych przyniosło rzeczywisty efekt. Tę krytyczną ocenę wypowiadała bez goryczy, ale z pragmatycznym dystansem – świadoma realiów wojny i ograniczeń, z jakimi musiała się mierzyć.

Podczas Powstania u jej boku działała najmłodsza córka Hanna – jako łączniczka – oraz Inka, która służyła jako łączniczka dowódcy zgrupowania „Sosna” na Starym Mieście. Skrzyńska, mimo pełnienia obowiązków oficerskich, pozostała skupiona przede wszystkim na zapewnieniu bezpieczeństwa swoim podkomendnym oraz na możliwie sprawnej organizacji zaplecza.

Gdy po 63 dniach walk nadeszła kapitulacja, Komenda Główna WSK uznała, iż część kobiet-oficerów powinna zatajać swój stopień wojskowy przed Niemcami i udać się do stalagów z szeregowymi – młodszymi, często niedoświadczonymi dziewczętami – by sprawować nad nimi opiekę. Porucznik Janina Skrzyńska była jedną z wyznaczonych do tej roli. Formalnie występowała jako starszy sierżant i wraz z grupą kobiet z kwatermistrzostwa oraz córką Hanną – również walczącą w szeregach AK – opuściła Warszawę 5 października 1944 roku.

Wspomnienia z ostatnich dni Powstania zawierają sceny dramatyczne, ale i ludzkie – pakowanie najważniejszego dobytku, nocne przemarsze z jednej zbombardowanej ulicy na drugą, utrzymywanie morale wśród wycieńczonych dziewcząt. Skrzyńska wiedziała, iż kończy się jeden etap – a zaczyna kolejny: niewola, w której jej rola nie była mniej ważna niż podczas walki z bronią.

Obozy jenieckie i rola „obozowego biskupa”

Po kapitulacji Powstania Warszawskiego Janina Skrzyńska, zgodnie z rozkazem Komendy Głównej WSK, udała się do niewoli jako podoficer, mimo iż w rzeczywistości pełniła funkcję oficerską. Decyzja o zatajeniu stopnia miała charakter strategiczny: kobiety, które posiadały doświadczenie organizacyjne i moralny autorytet, miały wspierać psychicznie i praktycznie młodsze uczestniczki Powstania, często ledwo pełnoletnie, w obozowych warunkach.

5 października 1944 roku grupa kobiet związanych z kwatermistrzostwem wyruszyła pieszo z Warszawy do Ożarowa, gdzie w hali fabrycznej Niemcy zorganizowali punkt rozdzielczy. Tam Janina spotkała się na krótko z córkami: Hanną, swoją łączniczką, i Inką, która jako „Krystyna” walczyła w zgrupowaniu „Sosna”. Ich drogi rozeszły się w dramatycznych okolicznościach. Inka wyjechała ze swoim oddziałem do Lamsdorfu, Janina i Hanna trafiły do Stalagu XI B w Fallingbostel po trzydniowej podróży w bydlęcych wagonach. Tam, w wielotysięcznym niemieckim obozie jenieckim, gwałtownie wyodrębniono baraki dla kobiet-żołnierzy z Warszawy, nazwanych nieformalnie „Akaczkami”. Mimo trudnych warunków i fizycznego wyczerpania, organizacja wewnętrzna funkcjonowała niemal natychmiast. Komendantką obozu została por. Irena Mileska „Jaga”, zaś Janina Skrzyńska (nadal występująca jako „Zbigniewa”) objęła funkcję komendantki IV kompanii.

W grudniu 1944 roku kobiety zostały przeniesione do stalagu VIC w Oberlangen, tuż przy granicy niemiecko-holenderskiej. To tam Skrzyńska rozpoczęła najważniejszy etap swojej wojennej służby – nie z bronią, ale z empatią i siłą ducha. przez cały czas kierowała IV kompanią, ale pełniła też funkcję instruktorki kulturalno-oświatowej, odpowiadając za rozwój duchowy, intelektualny i emocjonalny współwięźniarek. Jej celem było nie tylko utrzymanie porządku i organizacji, ale także zapobieganie rozkładowi moralnemu, pogłębiającemu się z każdym tygodniem niewoli. Jedną z inicjatyw Janiny była bliska kooperacja z kapelanem włoskich jeńców wojennych, księdzem Ignazio Sartorem, który przyjeżdżał do obozu, by odprawiać msze święte. Skrzyńska nauczyła go liturgii wielkanocnej według polskiej tradycji, a także zorganizowała dziewczęta do roli ministrantek i diakonów – co miało olbrzymie znaczenie duchowe dla zdemoralizowanej i osamotnionej społeczności. Niektórzy, pół-żartem, nazywali ją wówczas „biskupem obozowym”, co sama przyjmowała z lekkim uśmiechem, ale i z dystansem.

Wraz z Marią Tyszewicz „Siostrą Marylą”, wykwalifikowaną pielęgniarką z Warszawy, Janina stworzyła system wsparcia psychologicznego dla współwięźniarek. Zainicjowały tzw. „skrzynkę pytań” – anonimowe miejsce, do którego kobiety mogły wrzucać kartki z problemami, obawami, refleksjami. Ich analiza pozwalała lepiej zrozumieć nastroje, przeciwdziałać depresjom i – co najważniejsze – zapobiegać próbom samobójczym, które zaczęły się pojawiać wiosną 1945 roku. Jej podejście było głęboko ludzkie i inkluzywne. Nie narzucała wiary ani dyscypliny, ale też nie pozwalała na chaos. Sama pisała we wspomnieniach, iż „nie było potrzeby nakłaniać dziewcząt do pobożności – ona wypływała z potrzeby serca”. Dbała o jedność pomimo różnic światopoglądowych, politycznych czy klasowych, jakie nieuchronnie istniały wśród kobiet z różnych środowisk.

12 kwietnia 1945 roku obóz w Oberlangen został wyzwolony przez I Dywizję Pancerną gen. Maczka. Dla wielu kobiet Janina Skrzyńska była wówczas nie tylko przełożoną – ale przede wszystkim ostoją. Przetrwały nie tylko dzięki organizacji, ale także dzięki jej wewnętrznej sile i bezwarunkowemu poczuciu odpowiedzialności za innych.

Komendantka Batalionu Kobiecego przy I Dywizji Pancernej

Po wyzwoleniu stalagu w Oberlangen przez żołnierzy I Dywizji Pancernej generała Maczka, dla Janiny Skrzyńskiej rozpoczął się nowy, równie odpowiedzialny etap służby, tym razem w strukturach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Choć wojna formalnie dobiegała końca, potrzeby organizacyjne wśród oswobodzonych kobiet-żołnierzy były olbrzymie. Na terenach Emslandu, gdzie znajdował się obóz, panował chaos – tysiące repatriantów, uchodźców, byłych więźniów wojennych potrzebowało nie tylko dachu nad głową, ale i struktury społecznej.

W maju 1945 roku generał Klemens Rudnicki, dowódca 1. Dywizji Pancernej, zadecydował o utworzeniu Batalionu Kobiecego PWSK (Pomocniczej Wojskowej Służby Kobiet). Jednostka miała liczyć trzy kompanie i funkcjonować według wzoru brytyjskiej służby A.T.S. – kobiety były formalnie podporządkowane dywizji i wykonywały różnorodne funkcje: administracyjne, sanitarne, społeczne, a choćby techniczne. Na stanowisko komendantki batalionu wyznaczono por. Janinę Skrzyńską. Choć decyzja ta zaskoczyła ją samą – uważała, iż jej „cywilne” podejście do kobiet i skromny stopień wojskowy nie predysponują jej do takiej funkcji – propozycja miała rangę rozkazu.

Została natychmiast odkomenderowana do Meppen, gdzie mieścił się sztab dywizji. Tam, wraz z ppor. Kazimierą Skoszkiewiczówną jako szefową kancelarii, rozpoczęła organizację struktur batalionu od podstaw. Największym wyzwaniem było nie tyle skompletowanie personelu, ile dostosowanie pracy kobiet do nowych warunków – wojna się kończyła, ale zadania pomocowe, opiekuńcze i logistyczne dopiero się zaczynały.

I kompania, nazwana „społeczną”, zajęła się pomocą ludności cywilnej – szczególnie polskim uchodźcom i repatriantom. Dowództwo nad nią objęła córka Janiny, Janina-Inka Skrzyńska ps. „Krystyna”, która już w czasie wojny wykazywała wybitne zdolności organizacyjne. To ona była inicjatorką utworzenia w wysiedlonym niemieckim miasteczku Haren – przemianowanym na Maczków – polskiej enklawy z własnymi szkołami, stołówkami, szpitalami, zakładami usługowymi i kulturalnymi. Było to unikalne przedsięwzięcie w skali powojennej Europy, a jego sercem była praca społeczna i solidarność.

II kompania, pod dowództwem ppor. Teodory Jeżewskiej „Moniki”, składała się z kobiet o przeszkoleniu sanitarnym. Zajmowała się organizacją punktów opieki medycznej, szpitali polowych oraz profilaktyką zdrowotną. Nad pracą lekarek i sanitariuszek czuwała m.in. dr Zofia Bratkowska-Szklarska. Oprócz pracy medycznej, kobiety dbały o higienę, edukację zdrowotną oraz psychiczne wsparcie dla chorych i rannych.

III kompania – łącznościowa – składała się z kobiet obsługujących komunikację wojskową, pocztę polową i urządzenia techniczne. Dowództwo objęła por. Janina Skoszkiewiczówna „Inka”. Ta część batalionu, choć mniej widoczna, była kluczowa dla sprawnego działania całej dywizji w terenie okupacyjnym.

Skrzyńska, jako komendantka batalionu, pełniła nie tylko rolę administracyjną, ale także reprezentacyjną – uczestniczyła w odprawach, inspekcjach i spotkaniach z delegacjami wojsk alianckich. Jej postawa, mimo braku formalnej kariery wojskowej, była wysoko oceniana – łączyła dyscyplinę z kobiecą empatią, a zarazem potrafiła egzekwować obowiązki z szacunkiem i taktem. Ten okres, trwający od czerwca do października 1945 roku, był dla niej wyczerpujący, ale również satysfakcjonujący. W październiku nadeszły jednak niepokojące wieści z Polski. Jej mąż Konstanty został aresztowany przez NKWD. Janina, czując obowiązek wobec rodziny, poprosiła o dymisję i rekomendowała na swoje miejsce mjr Marię Szymkiewicz-Drzymulską „Rysię”, znaną z czasów konspiracji. Zostawiła batalion w pełni zorganizowanym, zdyscyplinowanym i funkcjonującym według wzorów alianckich. Wyjechała do Polski jako cywilna repatriantka – oddając swój mundur, ale nie tracąc autorytetu.

Powrót do życia cywilnego – represje i codzienność

W październiku 1945 roku Janina Skrzyńska powróciła do Polski – nie jako oficer Polskich Sił Zbrojnych, ale jako cywilna repatriantka, bez munduru, bez dokumentów wojskowych, bez oficjalnych tytułów. Decyzja ta była konsekwencją nie tylko potrzeby odnalezienia męża i zapewnienia wsparcia rodzinie, ale również realiów powojennej Polski, w której udział w AK i kooperacja z Zachodem nie były powodem do dumy – wręcz przeciwnie, stawały się coraz częściej powodem do represji.

Jej powrót był dramatyczny. W kraju zastała rodzinę rozbitą. Konstanty Skrzyński został aresztowany już w styczniu 1945 roku przez frontowe oddziały NKWD. Zarzuty były klasyczne dla tamtej epoki: działalność antykomunistyczna, powiązania ze Stronnictwem Narodowym, kooperacja z rządem londyńskim. Męża wywieziono na Syberię, a Janina, po przybyciu do Polski, odnalazła najstarszą córkę Ewę z półtorarocznym synkiem oraz schorowaną teściową. Razem zamieszkali w Radomiu.

Pod koniec 1945 roku Konstanty powrócił z zesłania: osłabiony, wyniszczony, ale żywy. Rodzina przeniosła się do ocalałego domu rodziców Janiny w podwarszawskim Józefowie. Wydawać by się mogło, iż wszystko zaczyna się układać, ale był to tylko pozorny spokój. W kolejnych latach Konstanty Skrzyński został ponownie aresztowany – tym razem przez polskie komunistyczne władze. Po długim i pokazowym procesie politycznym skazano go na dziewięć lat więzienia, które odbywał na Rakowieckiej w Warszawie.

W tym czasie cała odpowiedzialność za dom i utrzymanie spadła na Janinę. Mimo iż formalnie nie miała pracy ani dochodów, potrafiła wykorzystać swoje umiejętności językowe. Udzielała prywatnych lekcji francuskiego i niemieckiego, prowadziła konwersacje z cudzoziemcami uczącymi się polskiego, a także przygotowywała młodzież do egzaminów. Robiła to wszystko dyskretnie, bez afiszowania się ze swoim wykształceniem i przeszłością, która mogła stać się źródłem kłopotów. Lata stalinowskie były dla Skrzyńskich szczególnie ciężkie. Ich mieszkanie było pod stałą inwigilacją. Przeprowadzano w nim wielokrotne rewizje, konfiskowano dokumenty, przesłuchiwano domowników. W czasie jednej z rewizji Janina zmuszona była zniszczyć swoją legitymację Armii Krajowej i dokumenty potwierdzające stopień porucznika. Jak sama mówiła później: „Przeszłam definitywnie na cywila”. W symbolicznym geście odcięła się od formalnej przeszłości wojskowej, choć pamięć o niej trwała – zarówno w niej samej, jak i wśród jej towarzyszek broni.

Choć żyła skromnie i cicho, nie zapomniała o tych, z którymi dzieliła czas wojny. Utrzymywała kontakt z dawnymi współpracowniczkami z WSK i obozów jenieckich. Pisała listy, odwiedzała chore, interesowała się ich losem. Była jedną z organizatorek środowiska kobiet z Oberlangen – nieformalnej sieci wsparcia, która działała długo po wojnie. W latach 70. znów zaangażowała się w działalność społeczną już nie w strukturach, ale wśród ludzi, którzy znali wartość solidarności i przetrwania.

Mimo cieni, jakie rzucała na nią historia, Janina nie zatraciła swojej wewnętrznej godności. Wciąż była opiekunką – nie jako urzędniczka czy działaczka, ale jako człowiek, który przeżył wystarczająco dużo, by wiedzieć, co jest naprawdę ważne: bliskość, uczciwość i pamięć.

Późniejsze lata i spuścizna

Po okresie represji, inwigilacji i walki o codzienne przetrwanie, Janina Skrzyńska weszła w ostatni etap swojego życia z godnością, jaka cechowała ją przez całe dekady. Lata 60. i 70. nie były już dla niej czasem spektakularnej aktywności, ale nie oznaczały również wycofania się z życia społecznego. Przeciwnie – powróciła do tego, co przez całe życie stanowiło jej misję: opieki nad innymi, budowania wspólnoty i podtrzymywania więzi z tymi, z którymi dzieliła los.

Szczególnie bliskie było jej środowisko kobiet-jeńców ze stalagu VI C w Oberlangen. Odnawiała korespondencję, uczestniczyła – na tyle, na ile zdrowie pozwalało – w spotkaniach środowiskowych i kommemoracjach. Była nieformalnym autorytetem, kimś w rodzaju matki duchowej dla wielu byłych więźniarek, które wspominały ją nie tylko jako przełożoną, ale jako osobę, która pomogła im przetrwać psychicznie. Dla niektórych była jedynym człowiekiem, który widział ich upokorzenie i strach – i nie ocenił, ale podał rękę.

Jej kontakty nie ograniczały się tylko do dawnych koleżanek. Utrzymywała również stałe relacje z córkami – w tym z Janiną-Inką, która pozostała na emigracji. Z listów, które wymieniały, przebijało nie tylko przywiązanie rodzinne, ale i wspólnota doświadczeń. Obie były kobietami, które nie tylko przeżyły wojnę, ale też aktywnie ją współtworzyły. Obie rozumiały, iż pamięć – choćby prywatna – jest formą przetrwania tożsamości.

W tych ostatnich latach Janina Skrzyńska nie próbowała budować legendy wokół własnej osoby. Nie pisała pamiętników z myślą o publikacji, nie zabiegała o odznaczenia. A jednak – została doceniona, choć nie bez opóźnienia. W 1967 roku otrzymała Medal Wojska oraz Krzyż Armii Krajowej, oba przyznane przez władze emigracyjne w Londynie. W 1981 roku, już w Polsce, została uhonorowana Warszawskim Krzyżem Powstańczym. Pośmiertnie, w 1986 roku, otrzymała również Krzyż I Dywizji Pancernej, co było symbolicznym zwieńczeniem jej powojennej służby przy Maczku.

Przez długie lata po wojnie, Janina nie mówiła głośno o swoim życiu. Dla najbliższych była po prostu matką, babcią, sąsiadką – osobą pogodną, rzeczową, zawsze chętną do pomocy. Tylko nieliczni wiedzieli, kim była naprawdę i jaką drogę przeszła. W środowiskach kombatanckich i kobiecych krążyły historie o „Zbigniewej”, komendantce batalionu, która w czasie wojny i po niej łączyła ludzi – nie rozkazami, ale obecnością.

Zmarła 30 maja 1985 roku, w wieku niemal 90 lat. Pogrzeb na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie stał się nieformalną manifestacją pamięci. Przyszli nie tylko członkowie rodziny, ale też dawne łączniczki, podkomendne, towarzyszki z konspiracji i z obozów. W ciszy i zadumie składano hołd kobiecie, która – jak napisała jedna z uczestniczek – „przeżyła wojny i systemy, ale nigdy nie zdradziła człowieczeństwa”.

Spuścizna Janiny Skrzyńskiej nie mieści się w podręcznikach, choć powinna. Jest obecna w relacjach, listach, wspomnieniach, zachowanych przez córki maszynopisach i rękopisach. To historia, która wymyka się podręcznikowym schematom. Cicha, ale nie mniej doniosła. Ludzka, ale pełna odwagi. Warto do niej wracać – nie tylko jako do świadectwa przeszłości, ale też jako wzorca, jak być wiernym wartościom choćby wtedy, gdy świat o nich zapomina.

Teresa Kownacka

Idź do oryginalnego materiału