"Śniadanie Rymanowskiego" to program na żywo, w którym politycy, eksperci i komentatorzy dyskutują o najważniejszych wydarzeniach minionego tygodnia.
W niedzielę, 8 lutego, do studia zaproszono m.in. wicemarszałka sejmu Piotra Zgorzelskiego oraz szefa Biura Polityki Międzynarodowej Marcina Przydacza.
Napięta atmosfera między politykami różnych opcji raczej nikogo nie dziwi. Rzadko jednak konflikt zaognia się na tyle, by rozmówcy wprost zaczęli się obrażać. Jeszcze rzadziej powodem takiej reakcji jest komentarz nawiązujący do płockiej szkoły. A tak właśnie było tym razem.
Starcie między Zgorzelskim i Przydaczem. "Nie jesteśmy w płockiej szkole"
Jednym z najważniejszych tematów, które poruszano w niedzielnym programie były kontrowersje wokół marszałka Włodzimierza Czarzastego.
Omawiano m.in. kwestię rzekomych kontaktów towarzysko-biznesowych polityka Nowej Lewicy z Rosjanami oraz konflikt z ambasadorem Stanów Zjednoczonych.
Piotr Zgorzelski nawiązał do wpisu ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, gdzie pojawiła się sugestia uzgadniania agendy politycznej ambasadora USA z polską opozycją.
- o ile tak jest, chciałbym bardzo mocno zaprotestować. Polska to nie jest żadna republika bananowa, gdzie się jedzie do ambasadora i się pyta co mamy robić. Polacy są na tym punkcie bardzo wrażliwi - podkreślił.
Poprosił także jednego ze swoich rozmówców, Marcina Przydacza, aby przez chwilę wstrzymał się od komentarza.
Szef BPM-u odpowiedział na to:
- Wiem, iż jest pan z wykształcenia nauczycielem, ale niech pan mnie nie poucza. Nie jesteśmy w płockiej szkole.
"Przychodzi taki cham i ubliża"
Uwaga spotkała się z reakcją zarówno wicemarszałka, jak i eurodeputowanego Bartosza Arłukowicza.
- Stanę w obronie płockich szkół. Ja mam wrażenie, iż mógłby pan mieć aspirację, by płocką szkołę ukończyć, ale kompetencji panu do tego brakuje - skomentował Arłukowicz.
Piotr Zgorzelski dodał:
- Muszę zareagować na to chamstwo. Przychodzi do programu taki cham i ubliża płockiej szkole. Płock szczyci się tym, iż ma najstarszą szkołę w kraju, istniejącą od 1180 r. Są tam wspaniali nauczyciele, uczniowie i rodzice, którzy tworzą tę wspólnotę. Nie pozwolę, by pan ubliżał i wypowiadał się pejoratywnie o płockiej szkole.
Marcin Przydacz zapewnił, iż nie chodziło o obrażenie płockiej szkoły, a zwrócenie uwagi, by wicemarszałek nie pouczał rozmówcy.
Prowadzący Bogdan Rymanowski poprosił o nieużywanie argumentów ad personam i zakończył dyskusję.
Politycy reagują
Dyskusja nie obeszła się bez echa wśród lokalnych polityków.
W obronie płockiej szkoły stanął m.in. prezydent Andrzej Nowakowski.
- Bardzo dziękuję panie marszałku za umiejętny dobór słów w dyskusji o płockiej edukacji. Nie można być obojętnym na bezmyślne i poniżające słowa na temat płockich uczniów, nauczycieli i szkół. My jesteśmy dumni z naszej historii, a także z budowanej od lat wspólnoty - napisał na swoim Facebooku.
Do sprawy odniosła się też poseł Elżbieta Gapińska.
- Nie ma zgody, panie Przydacz, na obrażanie Płocka i naszej edukacji. Jestem dumna z tego, iż jestem absolwentką najstarszej szkoły średniej w Polsce. Wszystkie nasze szkoły kształcą na dobrym poziomie i myślę, iż gdyby miał Pan zaszczyt ukończyć w płockiej szkole edukację, być może byłby Pan lepszym człowiekiem - skomentowała w swoich mediach społecznościowych.
Inaczej spojrzała na to poseł Wioletta Kulpa. Podkreśliła, iż w słowach prezydenckiego ministra Przydacza nie ma żadnego ataku w stronę płockich szkół, uczniów czy nauczycieli. Dyskusję określiła "pseudo-awanturą o nic".
- Wstyd mi za pana Zgorzelskiego, który po tych słowach, jako nauczyciel i były dyrektor szkoły, w dyskusji publicznej używa sformułowania "cham" - napisała.
Odpowiedź wicemarszałka uznała za przykład antykultury w dyskusji.












