W lokalnej dyskusji często przejawia się stwierdzenie, iż „nikt inny przy obecnym budżecie nie zrobiłby więcej dla gminy Gdów”. Taki argument to klasyczny zabieg retoryczny, który ma na celu odwrócenie uwagi od twardych danych i przeniesienie dyskusji na poziom emocjonalnych spekulacji typu: „inni też by sobie nie poradzili”. Skoro jednak gmina wypada przeciętnie na tle sąsiadów z województwa, argument ten traci rację bytu.
Przede wszystkim nie rozmawiamy o tym, co zrobiłby ktoś inny, bo to tylko wróżenie z fusów. Rozmawiamy o faktach. Fakty są takie, iż sąsiednie gminy z podobnymi budżetami, bardziej oddalone od ośrodka centralnego, rozwijają się szybciej, zdobywają więcej dotacji i budują lepszą infrastrukturę. Skoro inne gminy potrafią, a nasza zostaje w tyle, to znaczy, iż obecny model zarządzania się nie sprawdza. jeżeli bowiem sąsiedzi działają w tym samym województwie, w tych samych realiach prawnych i gospodarczych, a potrafią budować drogi, modernizować szkoły i przyciągać firmy, to problemem nie jest „taki budżet”, ale zarządzanie. Porównanie z innymi gminami o podobnej wielkości to twardy dowód, iż „jednak się da”. Pamiętajmy, iż wytykanie błędów i słabych wyników w rankingach to nie złośliwość, ale podstawowy obowiązek mieszkańców i lokalnych mediów. Kontrola władzy i rozliczanie efektów jej pracy to fundament demokracji, a nie bezpodstawny atak.
Zastanówmy się przez chwilę nad twierdzeniem: „Sam będąc u władzy, pewnie by tego nie zrobił”. To klasyczna pułapka myślenia (tzw. argument ad hominem). Mieszkańcy nie muszą sami potrafić rządzić gminą, by mieć prawo wymagać efektów od człowieka, który dobrowolnie startował w wyborach, bierze za to wysoką pensję i deklarował, iż jest profesjonalistą. Od mechanika samochodowego oczekuje się naprawy auta – klient nie musi umieć tego zrobić, by ocenić, iż samochód przez cały czas jest zepsuty.
Zatem pozycja gminy w oficjalnych zestawieniach (np. poziomu pozyskiwania funduszy unijnych na mieszkańca, wydatków inwestycyjnych czy Rankingu Gmin Związku Powiatów Polskich) to wskaźnik niezależny od lokalnych sympatii politycznych. Skoro gmina w nich odstaje, oznacza to, iż wójt przegrywa konkurencję o rozwój. W dzisiejszym samorządzie brak rozwoju to w rzeczywistości cofanie się.
A teraz najważniejsze: zaradny wójt ma ogromny, decydujący wpływ na wysokość oraz strukturę budżetu gminy, mimo iż formalnie uchwala go rada gminy. To wójt przygotowuje projekt budżetu, pozyskuje zewnętrzne miliony i zarządza realnymi dochodami. Ponieważ wójt sporządza i wnosi projekt budżetu do rady gminy, to daje mu to pierwotną władzę nad kształtem planu finansowego. Skuteczny wójt zdobywa dotacje unijne, krajowe i rządowe, co realnie powiększa pulę pieniędzy, którymi gmina dysponuje. Poprzez wspieranie lokalnego biznesu, ściąganie inwestorów oraz racjonalne zarządzanie mieniem gminnym i podatkami, wójt zwiększa dochody budżetowe.
Choć oficjalny budżet gminy Gdów na 2026 rok zakłada rekordowe wydatki na poziomie 147,5 mln zł, diabeł tkwi w szczegółach: na inwestycje (wydatki majątkowe) przeznaczono 22 mln zł. Oznacza to, iż zaledwie około 15% całego budżetu idzie na realny rozwój gminy. Pozostałe 85% to wydatki bieżące i sztywne (szkoły, urzędy, dotacje bieżące). Dla porównania, najbardziej dynamiczne gminy potrafią przeznaczać na inwestycje 25-35% swoich budżetów













