Bez szans na likwidajcę składowiska w Ryczołku w tym roku. Kałuszyn nie dostał pieniędzy

1 godzina temu

W tym roku nie będzie likwidacji nielegalnego składowiska w Ryczołku w powiecie mińskim. Jak dowiedziało się Polskie Radio RDC, gmina Kałuszyn nie dostanie z ministerstwa klimatu i środowiska wnioskowanych pieniędzy na ten cel.

We wtorek w resorcie odbyło się spotkanie w tej sprawie. Jak mówi burmistrz Kałuszyna Arkadiusz Czyżewski, wniosek Kałuszyna kolejny raz nie został uwzględniony.

Jestem zawiedziony tym, iż nie dostaliśmy pieniędzy. To, iż spotkanie się odbyło, to ja bardzo za to serdecznie dziękuję, no bo zawsze trzeba rozmawiać. Liczyliśmy, iż w końcu te pieniądze trafią. Bez dofinansowania zewnętrznego, całościowego, ani gmina, ani powiat, ani myślę, iż choćby województwo sobie same nie poradzi. Szacunkowo to jest 70 milionów złotych – podkreśla Czyżewski.

Kto zapłaci za likwidację składowiska?

Gmina wnioskowała o zabezpieczenie całej tej kwoty.

Zwrócono mi uwagę, iż dodatkowym warunkiem, który może w jakiś sposób pomóc w uzyskaniu dofinansowania na wywiezienie i zutylizowanie tych odpadów jest przejęcie zobowiązania przez gminę. To znaczy, iż gmina jakby zobowiązuje się do utylizacji tego, mimo iż gmina w żaden sposób nie zawiniła w tym procederze. Nie mając żadnej gwarancji dostanie na to dofinansowania – dodaje Czyżewski.

Problem w tym, iż jeżeli samorząd mimo wszystko nie dostanie pieniędzy, sfinansowanie likwidacji składowiska doprowadzi gminę do bankructwa.

Powiedziano mi na tym spotkaniu, iż na jesieni będą kolejne nabory. Będę w tych naborach kolejny raz aplikował, nie wiem już który. Wicewojewoda był obecny na tym spotkaniu. Poprosiłem go, żeby z jego strony też wyszła jakaś ekspertyza, bo wszyscy wiedzą, iż to wysypisko jest w cudzysłowie unikatowe, ale niech jeszcze kolejny raz ktoś to potwierdzi – wskazuje burmistrz.

Pożar całkowitą katastrofą

Arkadiusz Czyżewski przyznaje, iż nie rozumie postawy resortu. Według niego ministerstwo powinno być żywo zainteresowane wyjątkową sytuacją Ryczołka, bo to strategiczna lokalizacja.

Nie wiem co zrobi państwo, jak tam powstanie pożar. To składowisko po pierwsze jest przy samym wejściu autostradowym, czyli w razie pożaru autostrada A1 jest całkowicie zamknięta. Dosłownie na sąsiedniej działce przebiega linia 400KV, to jest to główne zasilanie kraju, które tylko strzeli, o ile tam powstanie pożar i w prostej linii jakieś 8 kilometrów jest największe lotnisko wojskowe po tej stronie Wisły – mówi Czyżewski.

Zdaniem burmistrza, pożar składowiska będzie jak „mazowiecki Czarnobyl”.

Tego jest tak dużo i to jest tak łatwopalne, iż cała działalność straży będzie polegała, żeby ewakuować ludność i zrobić kordon wokół, żeby ogień na bok nie położyć. Oni choćby nie podejdą do tego. To będzie kilkaset milionów państwo kosztowała ta akcja ratownicza i późniejsza rekultywacja gruntów – wyjaśnia.

Na prywatnej działce należącej do siedleckiej firmy jest ponad 6,5 tysiąca beczek z nieznanymi substancjami. Właściciel nieruchomości tłumaczy, iż wydzierżawił ją firmie z Marek, ale ta okazała się słupem. W styczniu grupa mieszkańców i samorządowcy pikietowali ws. składowiska przed Mazowieckim Urzędem Wojewódzkim.

Czytaj też: Co ze składowiskiem w Ryczołku? Wniosek już w ministerstwie, ale to nie koniec

Idź do oryginalnego materiału