Rodzina ze Szklarskiej Poręby od miesięcy nie ma wody, myje się i gotuje dzięki wodzie przywożonej w butelkach. Twierdzi, iż problem zaczął się po inwestycji dewelopera, a pomoc urzędu nagle się skończyła. Materiał "Interwencji".
Od miesięcy nie mają wody. Pomoc urzędu nagle się skończyła

Pani Agnieszka mieszka z 12-letnim synem Patrykiem i chorą na Alzheimera matką w starym domu w Szklarskiej Porębie. Wodę rodzina brała ze studni, jednak od ośmiu miesięcy jej nie ma. Problem pojawił się, kiedy na sąsiedniej posesji deweloper rozpoczął prace budowlane. Według opinii hydrologa z powodu inwestycji poziom wody w studni drastycznie się obniżył.
- Budując apartamentowce deweloper odciął mi wodę w studni. Za nisko wkopał się budynkiem i naruszył stosunki wodne. Hydrolog wykonał opinię, w której wskazał jako przyczynę pobudowanie trzech budynków. Okazuje się, iż wystarczy pogłębić studnię o 70 centymetrów, żeby ta woda wróciła. Do budynku jest podłączona rura ze studni i ta woda grawitacyjnie do budynku leciała. Na bieżące potrzeby: mycie, gotowanie, pranie mi wystarczało - tłumaczy Agnieszka Pietkiewicz.
ZOBACZ: Renowacje aut braci M. Zamiast odrestaurowanych klasyków, długi i wraki
- Ciężko się żyje bez wody. Na początku mama jeździła do sklepu po wodę, potem zaczęliśmy jeździć do źródła. Mama gotuję tę wodę w garnkach i do wanny wylewa - dodaje syn Patryk Pietkiewicz.
"Interwencja". Od miesięcy nie mają wody
Woda nie tylko nie leci z kranu, ale z powodu jej braku nie można korzystać z pralki i zmywarki. Urząd Miasta od połowy grudnia dostarczał wodę do domu kobiety. Co trzy dni przywożono dziesięć 20-litrowych baniaków. Jednak po trzech miesiącach zaprzestano pomocy. Dziennikarze "Interwencji" pojechali z panią Agnieszką do urzędu miasta. Rozmawiali z wiceburmistrz Iwoną Białas.
Reporter: - Chcieliśmy zapytać: jak urząd ma zamiar pomoc pani Agnieszce, schorowanej mamie i synowi?
Wiceburmistrz: - Toczy się postepowanie mające wyjaśnić, czy te stosunki wodne zostały naruszone. To trzeba udowodnić. Musi być skierowana sprawa do sądu, bo urząd tylko wydaje decyzje.
Reporter: - Ale to będzie trwało latami.
Wiceburmistrz: - Tak, być może.
Reporter: - Dlaczego przestaliście dostarczać wodę tej rodzinie?
Wiceburmistrz: - Mam wrażenie, iż kręcimy się wokół komina.
Reporter: - Koło tragedii ludzkiej.
Wiceburmistrz: - Ja pani współczuję i zachęcam do włączenia się do instalacji miejskiej.
Pani Agnieszka: - A kto koszt poniesie?
Wiceburmistrz: - To indywidualny koszt.
Reporter: - Ale to nie wina tej pani, iż nie ma nagle wody. Dlaczego przestaliście dostarczać wodę?
Wiceburmistrz: - Nie ma podstawy prawnej. Jest to woda dostarczana interwencyjnie, czasowo.
ZOBACZ: Nie korzysta z gazu, a płaci. Absurdy w spółdzielni mieszkaniowej
Dziennikarze "Interwencji" w urzędzie miasta
Urzędnicy uważają, iż pani Agnieszka powinna zapłacić za przyłącze i podpiąć się do miejskiego wodociągu. A to kwota około 15 tysięcy złotych, mimo iż to nie z jej winy nie ma w domu wody. W pewnym momencie do rozmowy włącza się burmistrz Paweł Popłoński.
Reporter: - Nie boli państwa, jak ta pani musi nabierać wodę do baniaków i wozić?
Burmistrz: - Z tego co wiem, od dłuższego czasu wodę dostarcza miasto.
Reporter: - Właśnie nie dowozi, gdyby dowoziło, to by nas tu nie było.
Kobieta co kilka dni jeździ do centrum miasta i ze źródła miejskiego nalewa wodę do dużych butelek. Zajmuje jej to choćby kilka godzin.
- Jeżdżę do źródła obok urzędu miasta, nabieram tak co trzy dni. Mam 60 butelek 5-litrowych. Tam napełniam, dźwigam, przywożę pod dom – relacjonuje.
Szklarska Poręba. Mieszkanka złożyła skargę do WIOŚ
Pani Agnieszka napisała skargę na odcięcie wody do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Jeleniej Górze. W efekcie trafiła ona do komisji skarg rady miasta.
- Wpłynął wniosek mieszkanki wskazującej na nieprawidłowości urzędu, jeżeli chodzi o brak wody. Była to skarga, dlatego przekazaliśmy ja do rady miasta do rozpatrzenia zgodnie z kompetencjami, wskakując, iż burmistrz może nakazać usunięcie nieprawidłowości właścicielowi gruntu, który negatywnie wpływa na grunty sąsiednie, przywrócenie stanu poprzedniego - mówi Katarzyna Buczyńska z Inspektoratu Ochrony Środowiska.
ZOBACZ: Nie była adwokatem, a brała pieniądze. Teraz okupuje mieszkanie
- Kiedy brakuje wody w kranach, to miasto ma obowiązek, żeby dostęp do niej każdemu zapewnić. Oczekujemy, iż w zamian za dostarczanie wody, miasto wykona przyłącze na własny koszt, a później ewentualnie obciąży inwestora, który jest odpowiedzialny. Prawnie jest to możliwe. o ile dostarczanie wody to koszt 7,5 tys. zł, a wykonanie przyłączą to 15 tys. zł, to dla miasta jest to ekonomicznie uzasadnione - ocenia Robert Kotecki, radny miejski.
Kierownik budowy wskazuje na jeszcze inny problem.
- Tego nie stwierdzono jasno, iż to przez naszą inwestycję pani Agnieszka nie ma w studni wody. Być może przez naszą, być może przez inną. Dziś jest to ciężko stwierdzić. Pani nie jest jedyną właścicielką działki, chcieliśmy wejść i wykonać roboty, które miały sprawę rozwiązać. Nie możemy wejść na działkę bez zgód wszystkich właścicieli – podkreśla.
- To jest spychologia. W opinii hydrologicznej, której wykonanie zleciła pani Agnieszka, jest wskazane, iż to najbliższe budynki dewelopera odpowiadają za obniżenie lustra wody. Wina jest wskazana: to przez konkretnego dewelopera – uważa Monika Szwestka, miejska radna.
WIDEO na stronie "Interwencji".
Widziałeś coś ważnego? Przyślij zdjęcie, film lub napisz, co się stało. Skorzystaj z naszej Wrzutni


4 godzin temu











