Decyzja Zbigniewa Ziobry o przyjęciu azylu politycznego na Węgrzech brzmi jak ponury żart, ale jej konsekwencje są śmiertelnie poważne. Były minister sprawiedliwości, przez lata architekt systemu podporządkowywania prokuratury władzy wykonawczej, dziś przedstawia się jako ofiara „represji politycznych” i „postępującej dyktatury”. Trudno o bardziej jaskrawy przykład politycznego odwracania znaczeń.
Pełnomocnik Ziobry, mec. Bartosz Lewandowski, ogłosił, iż jego klient „uzyskał ochronę międzynarodową i azyl polityczny na Węgrzech w związku z naruszeniami praw i wolności na terytorium Polski gwarantowanych prawem międzynarodowym”. W uzasadnieniu padają oskarżenia o działania prokuratury i służb „noszące znamiona politycznie motywowanych represji”, w tym zapowiedzi unieważnienia paszportów czy zabezpieczenia majątkowego. To narracja, która ma jeden cel: przenieść spór z poziomu odpowiedzialności karnej na poziom ideologicznej wojny dobra ze złem.
Problem polega na tym, iż fakty są uparte. Prokuratura zapowiada postawienie Zbigniewowi Ziobrze aż 26 zarzutów, w tym kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą w resorcie sprawiedliwości oraz manualne sterowanie konkursami na dotacje z Funduszu Sprawiedliwości. To nie są drobne niejasności ani polityczne niuanse, ale poważne zarzuty dotyczące nadużycia władzy i publicznych pieniędzy. W państwie prawa takie sprawy rozstrzyga sąd, a nie rząd sojuszniczego państwa.
Sam Ziobro nie pozostawia wątpliwości co do obranej strategii. „Wybieram walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem. Stawiam opór postępującej dyktaturze” – oświadczył w mediach społecznościowych, dodając, iż padł ofiarą „osobistej zemsty Donalda Tuska”. To retoryka znana z ostatnich lat rządów PiS: każda próba rozliczenia przeszłości przedstawiana jest jako atak polityczny, a każde działanie instytucji państwa – jako element spisku.
Na tym tle reakcja premiera Donalda Tuska była krótka, ironiczna i wyjątkowo celna. „Były minister sprawiedliwości (!), pan Ziobro, który był mózgiem systemu korupcji politycznej, zwrócił się do rządu Viktora Orbana o azyl polityczny. Logiczny wybór” – napisał po angielsku na platformie X. Ten komentarz trafia w sedno: jeżeli ktoś przez lata budował system władzy oparty na lojalności, ręcznym sterowaniu i politycznym podporządkowaniu instytucji, to naturalne, iż azylu szuka u przywódcy, który wyznaje podobną filozofię rządzenia.
Tusk, w przeciwieństwie do Ziobry, nie musi uciekać się do wielkich słów o dyktaturze. Jego stanowisko jest proste: Polska wraca do standardów państwa prawa, a to oznacza także rozliczenie tych, którzy te standardy naruszali. Nie ma w tym zemsty ani „bandytyzmu politycznego”, jest konsekwencja. Demokracja nie polega na tym, iż władza chroni swoich, ale na tym, iż nikt nie stoi ponad prawem.
Węgierski azyl Ziobry to więc nie dowód na prześladowania w Polsce, ale na słabość argumentów byłego ministra. Zamiast zmierzyć się z zarzutami, wybrał narrację uchodźcy politycznego. To wygodne, ale krótkowzroczne. Historia pokazuje, iż ucieczka od odpowiedzialności rzadko kończy się politycznym zwycięstwem. Częściej staje się przypisem do większej opowieści – o nadużyciu władzy i próbie uniknięcia konsekwencji.

9 godzin temu













