Auto należące do prezydent Gdyni Aleksandry Kosiorek straciło koło podczas jazdy, gdy podróżowali nim jej mąż i troje dzieci. Prokuratura bada poluzowanie śrub, a opinia biegłego ma być gotowa do 31 sierpnia. Stawką jest bezpieczeństwo rodziny samorządowca i elementarne zaufanie do państwa.
Koło odpadło, sprawa trafiła do prokuratury
Samochód należący do Aleksandry Kosiorek stracił koło podczas rodzinnej podróży. Prezydent Gdyni nie było wtedy w aucie. Jechali nim jej mąż oraz troje dzieci. Według relacji przekazywanych mediom, wcześniej pojazd pokonał ponad 120 kilometrów, także autostradą. Koło odpadło dopiero na odcinku, na którym auto nie poruszało się już szybko.
To właśnie ten fakt sprawia, iż sprawy nie wolno zbyć wzruszeniem ramion. Gdyby awaria nastąpiła przy większej prędkości, konsekwencje mogłyby być dramatyczne. Dlatego pierwsze informacje o poluzowanych śrubach w aucie rodziny prezydent Gdyni od razu wymagały potraktowania jako sprawa bezpieczeństwa, a nie jako lokalna ciekawostka.
Jak podał TVN24 za informacjami prokuratury, biegły ma do 31 sierpnia wydać opinię dotyczącą stanu technicznego pojazdu. Śledczy sprawdzają, w jakich okolicznościach doszło do poluzowania śrub w kołach. Formalnie postępowanie dotyczy narażenia prezydent Gdyni oraz osób jej bliskich na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Nagranie pokazało moment zdarzenia
Polsat News opublikował nagranie z rejestratora samochodowego. Widać na nim, jak jedno z kół odpada od jadącego auta, przemieszcza się po jezdni, a samochód zjeżdża na pobocze. To chłodny zapis kilku sekund, ale wystarczy, by zrozumieć skalę ryzyka.
Według Polsat News, Aleksandra Kosiorek mówiła, iż w dwóch tylnych kołach jej samochodu zostały poluzowane śruby. Policja potwierdziła przyjęcie zgłoszenia i przekazanie materiałów prokuraturze. Zabezpieczono także nagrania z monitoringu z miejsca, gdzie pojazd był parkowany.
W tym miejscu trzeba zachować precyzję. Nikt nie został wskazany jako sprawca. Nie ma też podstaw, by z góry przesądzać motyw. Państwo ma jednak obowiązek wyjaśnić, czy doszło do celowego działania, zaniedbania serwisowego, czy innej przyczyny. Przy osobie publicznej, która informuje również o pogróżkach, taki obowiązek jest podwójny.
Bezpieczeństwo osób publicznych to nie luksus
Spór polityczny i samorządowy bywa ostry. Taki jest koszt demokracji. Czym innym jest jednak krytyka decyzji prezydenta miasta, a czym innym sytuacja, w której rodzina osoby publicznej jedzie samochodem z poluzowanymi śrubami w kołach. Tu kończy się publicystyka, a zaczyna odpowiedzialność służb.
Dla Polski to lekcja prosta. Państwo nie może być silne tylko w komunikatach. Musi działać wtedy, gdy ktoś zgłasza realne zagrożenie. Ochrona życia, sprawne śledztwo, zabezpieczenie monitoringu, opinia biegłego i jasne ustalenia prokuratury to minimum, którego obywatele mają prawo oczekiwać.
Jeżeli okaże się, iż śruby poluzowano celowo, sprawa powinna zostać potraktowana z całą surowością. o ile przyczyną była awaria lub błąd techniczny, trzeba to równie jasno wykazać. Najgorsza byłaby mgła niedopowiedzeń. W państwie poważnym bezpieczeństwo rodziny samorządowca nie zależy od przypadku.
Źródło: Polsat News, TVN24/PAP.

















