Piękno nie jest luksusem, ale potrzebą – zwłaszcza w czasach kryzysu, gdy daje ukojenie, poczucie ciągłości kulturowej, sensu i przynależności. To szczególnie istotne w obliczu rosnącej alienacji społeczeństw i wszechobecnej „urawniłowki”, stanowiącej narzędzie korporacjonizmu i jeden z przejawów globalizacji. Niestety, człowiek XXI wieku żyje w świecie estetycznego chaosu i brzydoty.
Ktokolwiek interesuje się sztuką, zauważy, iż w ostatnich latach systematycznie rośnie grono krytyków stanu współcześnie otaczającej nas estetyki. Coraz więcej osób ma dość nie tylko powszechnego chaosu i nieładu w przestrzeni publicznej, ale także brzydoty nobilitowanej do rangi sztuki, prezentowanej w galeriach i muzeach, zwykle finansowanych z pieniędzy podatników w formie grantów i dotacji. Warto bowiem zdać sobie sprawę, iż choć niełatwo jest zdefiniować piękno, to z pewnością istnieje ono i jest obiektywne, tak jak pewien kanon estetyczny, ukształtowany przez dzieła ludzkiej kreatywności na przestrzeni tysięcy lat. Oczywiście nie wyklucza to subiektywnych poglądów na sztukę, osobistych odczuć czy indywidualnych preferencji estetycznych. Można przecież woleć gotyk od renesansu albo bardziej niż rokoko cenić klasycyzm. Nie ma w tym absolutnie nic złego i tego typu wybory nie powinny podlegać ocenie. Powinno się jednak nie tylko oceniać, a choćby stanowczo odrzucać stawianie współczesnej antysztuki, czy też pseudosztuki na równi z dziełami talentu i ciężkiej pracy, które często mimo upływu wieków wciąż zachwycają swym artyzmem.
Prawdziwe piękno jest ponadczasowe – jest obiektywne. Uważano tak już w czasach antycznych. Platon głosił pogląd, iż piękno to doskonałość, idea istniejąca poza światem materialnym, a dzieła sztuki tylko naśladują to niezależne od ludzkiej percepcji piękno. Arystoteles utożsamiał piękno z harmonią, porządkiem i proporcjami. Nie da się jednak oddzielić idei piękna od doznać estetycznych, dlatego Arystoteles uważał, iż piękne jest to, co przyjemne dla wzroku i słuchu.
Również zdaniem Świętego Tomasza z Akwinu „piękne jest to, co się podoba, gdy jest oglądane”. Palladio, geniusz renesansowej architektury, także uznawał – odwołując się do wzorców antycznych – iż piękno wynika z harmonii, proporcji i symetrii. Wybitny polski historyk sztuki Karol Estreicher pisał, iż sztuka XX wieku wprowadziła zamęt przez odrzucenie norm, logiki, harmonii i sensu. Z kolei znany brytyjski myśliciel Roger Scruton, będący jednym z obrońców obiektywnego piękna w klasycznym rozumieniu, w książce Beauty (2009) pisał: „Piękno znika z naszego świata, bo żyjemy tak, jakby nie miało znaczenia”. Warto w tym kontekście polecić dokument BBC Why Beauty Matters, który Scruton stworzył i poprowadził. Zmarły w 2020 roku filozof twierdził, iż piękno jest uniwersalną wartością, głęboko zakorzenioną w naszej naturze. Jego zdaniem nie jest ono wyłącznie kwestią gustu, ale ma także wymiar moralny i wręcz transcendentny. Czym skutkuje odejście od klasycznego rozumienia estetyki i piękna, możemy przekonać się na własne oczy w pierwszej lepszej galerii sztuki współczesnej.
Psucie sztuki zaczęło się na dobre na początku XX wieku i polegało na niczym innym, jak zerwaniu z całym dotychczasowym dorobkiem artystycznym. W malarstwie to abstrakcjoniści – tacy jak Kandinsky czy Malewicz – udowodnili, iż można uchodzić za wielkiego artystę, tworząc obrazy, nieprzedstawiające niczego konkretnego. Wystarczy swoje pozbawione głębszej treści i niewymagające opanowania rzemiosła wytwory nazwać abstrakcją. Abstrakcjoniści postanowili bowiem „wyzwolić się” od figuratywności – od odniesień do rzeczywistości. To dzięki nim dziś w galeriach wiszą płótna pokryte zwyczajnymi bazgrołami, bezkształtnymi plamami, kwadratami czy innymi figurami geometrycznymi.
Nurtem wyraźnie odrzucającym piękno w klasycznym rozumieniu był też dadaizm. Dadaistyczna twórczość była reakcją na horror I wojny światowej i śmierć milionów ludzi (lub tylko stosowała takie uzasadnienie dla swojego rewolucyjnego podejścia do sztuki). Dadaiści za tę tragedię obwiniali całą dotychczasową europejską kulturę, a iż najbardziej oczywistym i widocznym przejawem kultury jest sztuka, to właśnie ona stała się obiektem ich destruktywnego zainteresowania. Głosili odrzucenie wszelkiej tradycji i zerwanie z obowiązującymi w sztuce kanonami. Marcel Duchamp kompletnie zerwał z dotychczasową ideą sztuki, prezentując odbiorcom w 1917 roku „Fontannę”, czyli…pisuar. Później, w latach 60., na kolejny poziom intelektualnej perwersji weszli konceptualiści, którzy twierdzili, iż wizualny efekt nie ma żadnego znaczenia i liczy się wyłącznie koncept – czyli pomysł, idea artysty. Biorąc pod uwagę ich umysłową płyciznę i ogólną jałowość myśli filozoficznej drugiej połowy XX wieku, nietrudno domyślić się rezultatów konceptualizmu w sztuce. W końcu: jaki koncept, taka jego emanacja. To ostentacyjnie antydekoracyjne podejście do sztuki zostało nobilitowane przez oportunistycznych, wielkomiejskich pseudointelektualistów do miana pełnoprawnej twórczości artystycznej i w rezultacie jest stawiane na równi z tak wartościowymi nurtami, jak obiektywnie piękny renesans czy impresjonizm.
Uważam, iż wszystkie te tragedie dla świata sztuki i estetyki mogły następować właśnie dzięki przyklaskowi snobów, którzy ewidentnie nigdy tak naprawdę nie cenili ani nie rozumieli piękna, za to mieli (i wciąż mają) do dyspozycji wystarczająco dużo swoich lub państwowych pieniędzy, aby tego rodzaju pseudosztukę kupować i promować. Doprowadziło to do prawdziwego regresu estetycznego w historii kultury. Katastrofalny stan współczesnej sztuki, niski na ogół poziom jej „twórców” i niestety małe wymagania wielu jej odbiorców nietrudno zauważyć. W Internecie krążą filmiki nagrane w galeriach, przedstawiające prowokacje, w ramach których ktoś na posadzce zwykle chłodnej i pustawej sali kładzie przypadkową rzecz, na przykład swoją czapkę, po czym nagrywa reakcje odwiedzających. Ci z kolei często z zainteresowaniem przyglądają się takiemu „eksponatowi”, myśląc, iż to rzeczywiście element ekspozycji, robią zdjęcia i wpadają w zadumę.
Nie sposób też nie dostrzec, iż współczesne „dzieła sztuki”, instalacje artystyczne i wszelkiego rodzaju performensy często, oprócz tego, iż są zwyczajnie brzydkie, bywają też obrzydliwe i wulgarne (np. instalacja Wima Delvoye’a „Kloaka” z 2000 roku, czyli maszyna produkująca kał). Widać wyraźnie, iż w „twórczości” wielu „artystów” (cudzysłowy zastosowane celowo) zupełnie wyrugowany aspekt estetyczny i dekoracyjny został zastąpiony przez tandetne szokowanie odbiorcy – im bardziej dziwnie i prowokacyjnie, tym lepiej.
Przykładami mogą być liczne „dzieła” drwiące z chrześcijańskiej symboliki, np. „Piss Christ” z 1987 roku, czyli wystawiana w wielu galeriach na świecie (w tym w Polsce) fotografia krucyfiksu zanurzonego w moczu „artysty” lub wystawiany w nowojorskim MoMA obraz „The Holy Virgin Mary”, stworzony z użyciem odchodów słonia i pornograficznych obrazków. Znamiennym jest, iż w zdecydowanej większości przypadków to właśnie chrześcijaństwo jest wyśmiewane i upokarzane przez pseudotwórców, którzy ewidentnie nie mają innego pomysłu na zaistnienie i ukrywają w ten sposób brak rzeczywistych zdolności. Obrażanie uczuć wyznawców innych religii nie jest tak modne i politycznie poprawne, bywa też niebezpieczne (o czym przekonali się w 2015 roku drwiący z Mahometa karykaturzyści francuskiego tygodnika satyrycznego Charlie Hebdo). Innym głośnym „dziełem”, obrazującym upadek sztuki, jest przyklejony do ściany banan (kupiony przez chińskiego kolekcjonera za 6 milionów dolarów). W 1995 roku mieliśmy też okazję „podziwiać” fotografie Ai Weiweia rozbijającego około 2000-letnią urnę z czasów dynastii Han.
Ze smutkiem zauważam, iż z jakichś niezrozumiałych powodów uważają się ci współcześni „twórcy” i zachwycający się nimi krytycy za ludzi wyjątkowo oświeconych, postępowych i nowoczesnych. Tymczasem jasno trzeba powiedzieć, iż wielu z nich jest pozbawionymi talentu i wrażliwości niszczycielami życia kulturalnego i społecznego. Nierzadko są też spryciarzami, którzy w ten sposób bez większego wysiłku zarabiają duże pieniądze.
Na stronie internetowej niedawno otwartego Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie znaleźć można taki oto opis jednej z eksponowanych tam instalacji artystycznych: „W instalacji Sary Lucas «Rzymianie» spotykają się skrajności: schematycznie, w przerysowany sposób ujęta kobiecość, uobecniona delikatnością pończoch, i męskość przywołana ciężkimi –wojskowymi w charakterze – butami. Dwie figury kobiece «rozpięte» naprzeciw siebie są zredukowane do fragmentów: zwisających piersi z waty, umieszczonych ukośnie w stosunku do podłogi naciągniętych do granic wytrzymałości pończoch i odlanych z betonu zadziornych butów na szpilkach z metalowego pręta. Pomiędzy nimi znajdują się dwie brudne wanny z nogami w kształcie szponów. Obok wanien nieregularnie rozstawione są męskie buty odlane z betonu. (…)”. Sądzę, iż opis ten nie wymaga komentarza.
Warto tutaj wspomnieć, iż sam gmach stołecznego Muzeum Sztuki Nowoczesnej, kosztujący budżet ok. 700 milionów złotych, również spotkał się z ogromną krytyką nie tylko ze względu na horrendalny koszt budowy, ale na kompletnie niepasujący do niczego wokół wygląd. „Biały klocek w centrum Warszawy” to częsty i moim zdaniem zupełnie zasadny komentarz do tej głośnej inwestycji.
Źródeł kryzysu w architekturze trzeba szukać w bauhausie, czyli modernistycznym stylu, przedkładającym funkcjonalizm nad formę. Wagę estetyki zupełnie tutaj zlekceważono. Zerwano z architektonicznymi ozdobami, tworząc bezduszne budynki, skutkujące u ludzi poczuciem wyobcowania. A przecież funkcjonalne budownictwo nie musi być brzydkie – dowodem tego jest ponadczasowo elegancki, nieco klasycyzujący polski modernizm lat 20. i 30. (gmach Sejmu Śląskiego, Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w Warszawie i inne). Modernistyczni architekci woleli jednak pójść inną drogą, co dobrze obrazuje cytat jednego z nich, Adolfa Loosa: „Sztuka jest czymś, co trzeba przezwyciężyć”. Późniejsze architektoniczne aberracje w postaci brutalizmu i postmodernizmu tylko utwierdzają nas w przekonaniu, iż architektura pozbawiona ozdób i oderwana od lokalnej tradycji nie starzeje się dobrze i niszczy harmonię w przestrzeni publicznej.
Mówiąc o powszechności brzydoty, wypada zwrócić uwagę na zjawisko kiczu. Nie sposób nie wspomnieć o kiczowatych pomnikach-potworkach Jana Pawła II, stojących w różnych miejscach w Polsce. W zamyśle miały one upamiętniać polskiego papieża, w efekcie jednak narażają pamięć tej postaci na śmieszność przez swoją często karykaturalnie brzydką formę. Z litości nie będę tutaj przywoływał żadnych konkretnych przykładów – zainteresowani z łatwością odnajdą je w Internecie. Innym symptomem estetycznej degradacji przestrzeni publicznej jest wszechobecne graffiti. Wszyscy przecież widujemy niegdyś piękne kamienice, których mury pokryte są teraz idiotycznymi, często wulgarnymi napisami czy bazgrołami. Osobiście poznałem choćby ludzi, których pasją jest tego rodzaju „upiększanie” krajobrazu – i z przerażeniem dowiadywałem się, iż uważają się za artystów. Nie przeczę, iż istnieją estetycznie wykonane np. murale w przeznaczonych do tego miejscach, które z pewnością mogą być uznane za dzieła sztuk wizualnych. Jednak zdecydowana większość graffiti to, niestety, zwykły wandalizm.
Trudno jest całkowicie winić dzisiejszych ludzi za to, iż nie cenią i nie rozumieją idei piękna. Nie można oczekiwać, iż ktoś, kto dorastał w otoczeniu pozbawionym estetyki, lub wręcz depresyjnie brzydkim, będzie miał wyrobiony dobry smak estetyczny i wrażliwość na piękno. Warto tutaj przywołać postać Davida Hume’a, XVIII-wiecznego szkockiego filozofa, który twierdził, iż dobry gust to coś, co człowiek powinien wykształcić poprzez „częste badanie i oglądanie pewnych postaci piękna”. Innymi słowy, prezentował on pogląd, iż obcowanie z pięknem uwrażliwia nas na nie i uczy rozpoznawania go. Moje obserwacje ten pogląd potwierdzają.
Dlatego tak ważne jest, by młodzi ludzie mieli dostęp do prawdziwej, wartościowej sztuki. Takiej, która uwzniośla ducha i pobudza wyobraźnię, która poprzez swoje oddziaływanie na ludzką wrażliwość uszlachetnia odbiorcę. Rzecz jasna, nie w każdym domu na ścianach wiszą wspaniałe dzieła sztuki, którymi można cieszyć oko przy dźwiękach granej na fortepianie muzyki Chopina, dlatego kluczową rolę odgrywają tutaj instytucje kultury. Bardzo ważne jest to, aby nie prezentowały one odbiorcom bezwartościowej papki jako świetnej sztuki i „postępowej kultury”. Muzea, galerie, filharmonie muszą pozostać świątyniami piękna, gdzie człowiek może oderwać się od niezbyt pięknej codzienności i poprzez doświadczenia estetyczne choć trochę przybliżyć się do absolutu. Piękno jest bowiem jego emanacją. Estetyczne przestrzenie mobilizują, a choćby zobowiązują nas do lepszego zachowania; dzieła sztuki – oprócz dostarczenia przyjemnych wrażeń estetycznych – wywołują wzruszenie, zamyślenie, zmuszają do refleksji. Zdolność do tworzenia i doceniania rzeczy pięknych to jedna z podstawowych cech kultury i człowieczeństwa.
Na koniec, jako dowód tego, iż poczucie prawdziwego piękna jest zapisane w naturze każdego kulturalnego człowieka, którego wrażliwość nie została jeszcze do cna zepsuta, i iż nie wszystko jeszcze stracone, chciałbym przywołać reakcje na pożar katedry Notre-Dame w Paryżu. Gdy w 2019 roku płonęło to gotyckie arcydzieło, będące symbolem europejskiej kultury i chrześcijańskiej cywilizacji, miliony ludzi na całym świecie mogły za sprawą telewizji na własne oczy zobaczyć, jak w ogniu ginie piękno, jak wali się dach z iglicą. To tragiczne wydarzenie w jakiś niewyjaśniony sposób wstrząsnęło osobami, które w większości ani nigdy tej katedry nie widziały, ani w ogóle nie są katolikami czy Francuzami. A jednak ta wielka strata zabolała ich tak bardzo, iż na odbudowę świątyni popłynęły hojne datki z wielu krajów. Wiernej odbudowy katedry oczekiwali nie tylko paryscy katolicy, ale także społeczność międzynarodowa. Oczywiście znalazły się we Francji środowiska, które chciały wykorzystać okazję i zmienić charakter Notre-Dame na bardziej nowoczesny (podobno zwolennikami najbardziej szokujących rozwiązań byli prezydent Macron z małżonką), jednak ostatecznie rząd Francji musiał ugiąć się pod presją i porzucić kontrowersyjne pomysły. Katedra została wiernie odbudowana (z małymi uwspółcześnieniami wystroju). Tym razem wygrał rozsądek i…piękno.
W Idiocie Fiodora Dostojewskiego książę Myszkin wypowiada bardzo interesujące zdanie: „Piękno zbawi świat”. Zgadzam się z tymi słowami i proponuję, by stały się dewizą wszystkich, którym stan naszej kultury leży na sercu.
Mateusz Zawal
Bibliografia:
Scruton Roger, Beauty, Oxford University Press, Oxford 2009.
Hume David, Of the Standard of Taste, dostęp online: https://davidhume.org/texts/empl1/st (dostęp: 12.06.2025).
Estreicher Karol, Historia sztuki w zarysie, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa-Kraków 1984.
Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologiae, t. I, pytania 1–26, Wydawnictwo W drodze, 2024.
Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, opis pracy dostępny na: https://artmuseum.pl/prace/msn-k1-185 (dostęp: 12.06.2025).

5 godzin temu














