Zarobki lekarzy: Ministerstwo odsyła do GUS. Samo korzysta z ZUS

2 dni temu
Zdjęcie: Unrecognizable female doctor in medical uniform with wristwatch on hand crossing arms on chest while standing with stethoscope on neck


Gdyby Dawid Kacprzyk nie zasiadał w radzie dzielnicy Ursus, nikt by nie wiedział, iż ten 28-letni lekarz bez specjalizacji zarobił w 2025 roku 1,6 miliona złotych w czterech publicznych placówkach jednocześnie. Jedynym dokumentem, który to ujawnił, było oświadczenie majątkowe samorządowca – nie dane ZUS, nie raporty NFZ.

Kilka miesięcy wcześniej posłanka Paulina Matysiak złożyła interpelację do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Chciała danych zbiorczych: rozkładów dochodów według grup zawodowych i specjalizacji, z progami anonimizacji, z opisem ograniczeń metodologicznych. To standardowe narzędzie analityczne do oceny polityki płacowej w ochronie zdrowia, ale ministerstwo odmówiło.

Dane za złe na interpelację, za dobre na system ministra

Główny argument resortu: kody zawodów w ZUS są niepełne. Są uzupełniane tylko przy pierwszym zgłoszeniu lub zmianie płatnika, więc zestawienia „będą niepełne”. Matysiak przyjęła to do wiadomości — i zapytała wtedy o coś innego.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej finansuje i firmuje system Blender Danych. To narzędzie monitorowania zawodów na rynku pracy, obsługiwane przez WUP w Rzeszowie na zlecenie ministra adekwatnego do spraw pracy, opłacane z Funduszu Pracy. Korzysta z danych ZUS i GUS. Prezentuje wyniki według grup zawodów zgodnych z tą samą Klasyfikacją Zawodów i Specjalności, o której ministerstwo napisało, iż jest zbyt wadliwa, by oprzeć na niej odpowiedź na interpelację.

Niestety tutaj logika ministerstwa się załamuje. Albo dane według zawodów z ZUS nadają się do użytku publicznego — i wtedy nie można jednocześnie twierdzić, iż są zbyt niepełne dla interpelacji. Albo są rzeczywiście nierzetelne — i wtedy ministerialny Blender Danych wprowadza opinię publiczną w błąd. Tylko jedno z tych twierdzeń może być prawdziwe. Które?

Co system pokazuje, a czego nie mówi

Blender Danych dla zawodu „lekarze” podaje średnio około 17 491 złotych miesięcznie brutto. Brzmi jak konkretna odpowiedź na pytanie o zarobki w zawodzie. Ale to dane wyłącznie z umów o pracę — a na etacie pracuje tylko niecałe 43 procent lekarzy. Ponad 38 procent prowadzi działalność gospodarczą, niemal 19 procent ma umowy cywilnoprawne. System liczy tylko pełne przepracowane miesiące i pomija osoby, które przekroczyły roczną podstawę składek.

To nie jest zarzut pod adresem samego narzędzia — takie ograniczenia są w analizie rynku pracy normą i można je opisać. Problem polega na tym, iż bez wyraźnego metodologicznego kontekstu liczba 17 491 złotych funkcjonuje w debacie publicznej jako „tyle zarabia lekarz”. Tymczasem pomija dochody z kontraktów i działalności, które dla wielu medyków stanowią podstawę utrzymania — i właśnie tam ukrywają się zarówno najniższe, jak i najwyższe zarobki w zawodzie.

45 procent to nie „brak danych”

ZUS w odrębnym piśmie poinformował Matysiak, iż na 31 grudnia 2024 roku kod zawodu był wypełniony dla 45 procent ubezpieczonych. Ministerstwo w odpowiedzi na interpelację powołało się na niepełność tej bazy. Matysiak odpowiada: niepełność to nie powód do odmowy, tylko do opisania zakresu populacji. Właśnie o to wprost wnosiła — dane z wyraźnym oznaczeniem, jakiej części populacji dotyczą.

ZUS dysponuje rocznym rozliczeniem składki zdrowotnej dla działalności gospodarczej oraz miesięcznymi podstawami składek dla umów o pracę i zleceń. Dane roczne można uzyskać przez agregację podstaw miesięcznych. jeżeli organ nie chce mieszać pojęć „dochód”, „przychód” i „podstawa składki” — wystarczy podać je w osobnych kolumnach.

GUS wystarczy — mówi ministerstwo

Na pytanie parlamentarzystki o transparentność danych o wynagrodzeniach w sektorze publicznym ministerstwo wskazało na Główny Urząd Statystyczny. GUS publikuje opracowania według grup zawodowych, sekcji gospodarki i regionów. To oficjalne źródło, które „może być wykorzystane do pozyskania danych zagregowanych”.

Tyle iż interpelacja Matysiak dotyczyła danych, których GUS nie zbiera w tej formie. Połączenie dochodów z wszystkich tytułów ubezpieczenia dla konkretnej grupy zawodowej — lekarzy danej specjalizacji, pielęgniarek, ratowników — to nie są dane, które można znaleźć w żadnej regularnej publikacji.

Co do pytań o rejestr wynagrodzeń w ochronie zdrowia i zwiększenie transparentności danych płacowych w tym sektorze — ministerstwo wyjaśnia, iż to nie jego sprawa. Nadzór nad ochroną zdrowia sprawuje Minister Zdrowia. Decyzje o publicznych rejestrach i transparentności w tym sektorze pozostają, jak napisano w odpowiedzi, „w gestii tego organu”.

Ministerstwo sygnalizuje też, iż prowadzi prace nad wdrożeniem unijnej dyrektywy o równości wynagrodzeń z 2023 roku. Dyrektywa ta wprowadza prawo pracowników do informacji o własnym wynagrodzeniu i średnich stawkach na analogicznych stanowiskach. Brzmi obiecująco, ale w odpowiedzi na interpelację pada zdanie, które wiele wyjaśnia: „Akt ten nie zawiera jednak specjalnych przepisów regulujących wynagrodzenia pracowników sektora medycznego.”

Dane zbiorcze jako narzędzie deeskalacji

16 czerwca 2026 roku, w szczytowym momencie medialnej burzy wokół Kacprzyka, Rada Ministrów przyjęła możliwie jak najszybciej projekt ustawy dający AOTMiT nowe uprawnienia. Premier Tusk przyznał otwarcie, iż w dotychczasowym systemie ani Ministerstwo Zdrowia, ani NFZ nie miały możliwości uzyskania wiedzy o tym, kto ile zarabia w szpitalu.

Nowe przepisy mają umożliwić zbieranie danych o zarobkach konkretnych medyków — powiązanych z numerem PESEL. Każdy lekarz pracujący w placówce mającej kontrakt z NFZ ma znaleźć się w systemie z imiennym przypisaniem wszystkich dochodów.

Posłanka Matysiak zauważyła we wpisie w social mediach, iż to jest dokładnie odwrotne podejście niż to, o które wnioskowała. Parlamentarzystka chciała danych zanonimizowanych — chroniących prywatność i przydatnych do projektowania polityki. Rząd, pod presją skandalu, sięgnął po dane imienne — narzędzie kontroli konkretnych osób.

Matysiak tłumaczy tę różnicę wprost: brak danych zbiorczych spycha debatę na poziom polowania na oświadczenia majątkowe konkretnych radnych i analiz w mediach społecznościowych. Dane zagregowane przenoszą rozmowę z pytania „kto ile zarabia” na pytanie „jak działają reguły systemu”. Chronią prywatność i umożliwiają politykę publiczną opartą na faktach, a nie na kolejnym skandalu.

Posłanka zapowiedziała ponawienie wniosku o dane za 2024 i 2025 rok.

Idź do oryginalnego materiału