Zamach majowy a masoneria

myslpolska.info 11 godzin temu

Temat bardzo wdzięczny do opisania, ale musimy przyjąć do wiadomości, iż wypowiadać się będą tylko dwie strony konfliktu, wolnomularstwo i obóz antymasoński, czyli narodowo-demokratyczny zwany endecją. Zwłaszcza jest twórca i ideolog.

Mamy w zasadzie dwa kompetentne źródła wolnomularskie, których autorzy zostali dopuszczeni do tajemnic (o ile sami nie byli wtajemniczeni) i są to publikacje z okresu PRL. Wszystko co napisano w III RP raczej powiela przytoczone źródła. Są to: Leon Chajn, „Polskie wolnomularstwo 1920 – 1938”, Warszawa 1975 r, ale wydanie pierwsze 1975, podobno jeszcze nie ocenzurowane przez „braci” jak te z 1984. Oraz dwie książki Ludwika Hassa „Ambicje, rachuby, rzeczywistość. Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej 1905–1928, PWN, Warszawa 1984 i „Zasady w godzinie próby – Wolnomularstwo w Europie Środkowo-Wschodniej 1929 – 1941”, PWN, Warszawa 1987 r.

Po stronie narodowej mamy Romana Dmowskiego, w napisanej zaraz po zamachu broszurze „Kościół, Naród i Państwo” z 1927 r.. Ale też „Przewrót” (Warszawa 1934), jest pełną i pogłębioną analizę Dmowskiego. Pomaga nam też powojenna publicystyka Jędrzeja Giertycha zwłaszcza liczne odniesienia w książkach „Józef Piłsudski 1914–19” Tom I, 1979, Tom II 1982, Londyn. Giertych też zresztą korzystający z pracy Chajna, konfrontuje ją z innymi źródłami np. pro-piłsudczykowskimi, zwłaszcza Władysława Pobóg-Malinowskiego „Najnowsza historia polityczna Polski 1864–1945”, 1953–1962, Paryż. Można też skorzystać na potrzeby tej analizy z zasobów archiwalnych polskich wolnomularzy ze strony: https://wolnomularstwo.pl/baza_artykulow/wolnomularstwo-polskie/historia-polskiego-wolnomularstwa/

Gdzie jest władza?

To podstawowe pytanie, kto sprawuje władzę w danym państwie. By przywołać słynną frazę Carla Schmitta „Kto jest suwerenem?”, a jest nim ten co podejmuje decyzje o wojnie i pokoju. I możemy szukać owego „suwerena” w królu, pierwszym ministrze, premierze, w dworakach lub republikańskich kolesiach, w układzie lub sitwie. Publicystyczne „służby i loże” wcale nie jest dalekie od prawdy. Decyzje polityczne podejmują konkretni z imienia i nazwiska ludzie, choć nie zawsze znani. Można zadać ostatnie i pomocnicze pytanie, a jak do doszli do sprawczej pozycji społecznej? Z czyjej protekcji skorzystali?

Masoneria nie jest, jak chcą usłużni dezawuujący, zbiorowiskiem starszych panów, bawiących się w przebieranki. Loże zawsze werbują elity, tak centralne, jak i lokalne, mające wpływ na politykę krajową czy lokalną. Nie uświadczysz tam robotników i klas plebejskich. Ona odwołuje się do skażonego grzechem pragnienia władzy, sprawczości oraz złota. Sama masoneria chwali się sukcesami w dechrystianizacji świata. Ostatnio Wielki Wschód Francji zasygnalizował swoją pracę warsztatową nad dopuszczalnością eutanazji.

Obóz przeciwny masonerii, czyli narodowa demokracja w osobie Romana Dmowskiego przeciwstawiała się wpływom lóż, stawiając na suwerenność polityki polskiej tak na zewnątrz jak i wewnątrz państwa. Masoneria, co do zasady internacjonalistyczna (choć uzupełniam, nie zawsze) musiała więc wejść z nią w konflikt. Był to konflikt nie tylko o władzę jako taką, ale konflikt ideowy czy wręcz personalny. Ten kto rządzi nadaje cechy ustrojowi, czy liberalnemu, socjalistycznemu, nacjonalistycznemu czy chrześcijańskiemu. Przypadku II RP skoro nie można było mieć monopolu parlamentarnego w latach 1919-1926, pozostało przesilenie zbrojnie. Obiektywnie sprzyjał temu niewydolny system parlamentarny, w państwie z ponad 30% mniejszościami narodowymi.

Tak pisze Ludwik Hass o nastrojach lożowych przed zamachem majowym: „Toteż owe koła inteligenckie, pomne zagrożenia jakie unaocznił im rząd Witosa, zaczęły marzyć o silnej a skuteczne działającej władzy wykonawczej i sprawnej administracji, chroniącej interesy tych którzy – jak one – nie są związani z żadnym z wielkich ugrupowań sejmowych. Rosła tu choćby niechęć do nich” (L.H., s. 317). I dalej: „Należące do lóż jednostki z gorącym temperamentem politycznym, dostrzegały w takim zamachu stanu sposób na przyspieszenie dla triumfu w społeczeństwie idei wolnomularskich (L.H., s. 318). Co interesujące środowiska lożowe wahały się kogo poprzeć, Józefa Piłsudskiego czy Władysława Sikorskiego” (L.H., s. 319) Zdecydowało okoliczność, iż wielu wolnomularzy-niepiłsudczyków współpracowało z piłsudczykami (a może iż Sikorski był z Wielkiego Wschodu, więc profrancuski; to by też tłumaczyło dlaczego generał był pasywny, jako brat lożowy, podczas zamachu.). Wtedy Wielka Loża czynnie włączyła się propagowaniu poglądu aby „Marszałek Piłsudski został przywrócony do roli czynnej i twórczej”. Andrzej Strug wybitny przedwojenny wolnomularz, w latach 1922 do 1923 pełnił funkcję Wielkiego Mistrza Wielkiej Loży Polskiej (ryt szkocki) obywał z obywatelem z Sulejówka kila rozmów na ten temat. Decyzja o zamachu została więc podjęta.

Technika zamachu

Przypuszczalnie nie później niż w połowie 1924 r. zaczęła się kształtować zalążkowa jeszcze komórka konspiracyjna, w której rozważano możliwość i sposób dokonania takiego zamachu. Składała się co najmniej w zdecydowanej większości ludzi spod znaku kielni i młotka. (L.H., s. 318). Akurat w tym wypadku przynależność lożowa pokrywała się z przynależnością konspiratorów do PSL „Wyzwolenie”.

W ramach przygotowań medialnych doszło do założenia dziennika „Nowy Kurier Polski” (później „Epoka”), który stał się wręcz organem wolnomularskim.

Można postawić tezę, iż łącznikiem między środowiskami robiącymi zamach był wpływowy brat lożowy Henryk Kołodziejski (Rycerz Kadosz), ustawiony centralnie w polityce, jako skromny kustosz biblioteki i archiwum Sejmu i Senatu (latach 1920–1939). Do niego zaraz po przewrocie, do niego prosto z dworca kolejowego udał się przyszły pomajowy premier Kazimierz Bartel, aby następnie udać się na Zamek (L.Ch, s. 217). Ten ostatni razem z „bratem” Romanem Knollem był uważany za członka komórki politycznej przygotowującej zamach, za co dostał rządową posadę. Bartel był zresztą premierem pięciokrotnie i jeszcze kilkakrotnie wicepremierem.

W samym zamachu militarnym udział masonów był niewielki, ale ideowcy z Towarzystwa Teozoficznego, dokładnie z afiliowanej grupy Służebnicy Polski, spełniali drobne zadania pomocnicze w Warszawie i okolicy, ponadto stać ich było organizacyjnie na wydanie na maszynie drukarskiej, krótkiej odezwy tłumaczącej opinii publiczne co się dzieje.

W pierwszym pomajowym rządzie na 11 ministrów, 4 było masonami K. Bartel, A. Zaleski, W. Makowski, H. Gliwic (za Ludwik Hass, „Rozwój wolnomularstwa w Polsce międzywojennej”, w: „Najnowsze Dzieje Polski 1914-1939”, T. XIV, 1969, s. 99. https://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=45962).

W samej Wielkiej Loży doszło to podziałów w stosunku do sanacji w związku ze sprawą Brzeską i ze względu na pogłębiający się brutalizm dyktatury. Na początku lat 30-tych rządy przeszły na wojskowych sanacyjnych „pułkowników”, niektórych z przynależnością lożową.

W grupie 4 najbliższych współpracowników dwóch: B. Miedziński, A. Prystor, to bracia lożowi bez wątpliwości. Wśród drugiego 13-osobowego kręgu (tzw. „trzynastka”), było ich czterech: A. Koc, W. Makowski, I. Boerner, A. Skwarczyński. Ale może liczba jest zaniżona.

I tu trzeba wspomnieć istniejącą od grudnia 1920 r. do grudnia 1926 lożę „Walerian Łukasiński” skupiającej oficerów piłsudczyków. Istniała i inna loża wojskowa „Sowiński” (należąca do Wielkiej Loży Narodowej), która jesienią 1930 r. zmieniła nazwę na „Łukasiński”. Według L. Chajna, te dwie loże wraz z trzecią „Mochnacki” skupiała wojskowych i najbliższych współpracowników Piłsudskiego. Członkami były nie tylko osoby „odkomenderowane” przez Komendanta, ale jak najbardziej ideowe, patriotyczne z mocnymi akcentami socjalistycznymi. (L.Ch., s. 181-182). I tu jest odpowiedz na postawiony tytuł artykułu. Istniał związek personalny miedzy Wielką Loża Narodową, a piłsudczykami.

Kwartalne posiedzenie Wielkiej Loży w uchwale z 4 VI 1926 r. stwierdzało, iż „całe Wolne Mularstwo polskie, niezależne od poglądów wyznawanych przez poszczególnych braci w życiu światowym, wita z wielką euforią hasło odrodzenia moralnego”, w imię którego J. Piłsudski dokonał przewrotu majowego (L.H., s. 321). Co najważniejsze, złożono deklarację, iż wolnomularstwo będzie dalej popierało wysiłki by na rzecz „zasad moralnych” w życiu publicznym, czemu towarzyszyły ambitne plany obediencji widzącej siebie – na wzór francuski – w roli instytucji inspirującej i kierującej całością poczynań zmierzającej do postępowej zmiany oblicza kraju (L.H., s.321). Expressis verbis wyłożone cele wolnomularstwa.

Atmosfera sprzyjała naborowi do lóż. Liczna członków Wielkiej Loży zwiększyła się z 273 w połowie 1925 r. do 314 do 1 XII 1927 r. tj. 15%. Widać opłacało się robić karierę przez loże w pomajowej rzeczywistości.

Roman Dmowski w napisanym przez siebie „Przewrocie” tak konstatuje przewrót majowy: „wiemy, iż celem międzynarodowego żydostwa i współdziałającej z nią masonerji było nie dopuścić do ustalenia się i wzmocnienia ustroju politycznego Polski, a zwłaszcza do utrwalenia się władzy w rękach żywiołów niezależnych do masonerji, żywiołów mniej lub więcej narodowych”. (R.D., s. 473). I konstatuje, iż fanatycy demokratyzmu w latach 1919-1926 sami zrobili zamach na ustrój konstytucji marcowej.

Piłsudski a masoneria

Ta ten temat napisano dużo artykułów, czy Józef Piłsudski był czy nie był masonem. Patentu nie znaleziono, mamy tylko dowody poszlakowe. Ale postawy sprawę inaczej. Czy marszałek z własnej woli był człowiekiem obozu wolnomularskiego?

Najpierw trochę genezy jego obozu politycznego. Organizacja, która etymologicznie można by nazwać faszystowską, czyli związek kombatantów, bo skupiła towarzyszy broni czasu wielkiej wojny, uważających, iż nie dostali należytej nagrody od narodu, któremu przywrócili niepodległe państwo. W swoim mniemaniu oczywiście. Mający swego „drogiego wodza” jak napisano w piosence, do którego stosunek był iście bałwochwalczy. Między tymi środowiskami-organizacjami, częściowo się przeciekającymi doszło do sojuszu, zwłaszcza, iż obóz legionowy, zwany później piłsudczykowskim, ostatecznie nazwany sanacyjnym miał genezę lewicową, podobnie jak odradzające się na przełomie XIX/XX wieku polskie wolnomularstwo. Były i związki osobiste, jak pomoc dr. Rafała Radziwiłłowicza, lekarza psychiatry, a zarazem odnowiciela masonerii, rewolucjoniście marksistowskiemu Józefowi Piłsudskiemu w symulacji choroby psychicznej, po aresztowaniu tego ostatniego przez Ochranę.

Później Radziwiłłowicz ze Stefanem Żeromskim namawiali Piłsudskiego w roku 1908 do wstąpienia do loży (L.H., s. 81). Ten stary konspirator miała osobiście odmówić. Jędrzej Giertych stawia tezę, iż był on już inicjowany w Anglii (z stopniu Rycerz Kadosz z uwagi na hipnotyzujące zdolności), stąd wyjątkowe jego dobre stosunki z rytem szkockim. Nie musiał się wiązać lokalnymi wolnomularzami.

Natomiast poza wszelką wątpliwością są relacje, iż przyszły dyktator aprobował w latach 1919-1921 r. by ludzie z jego otoczenia wstępowali do masonerii (L.Ch, s. 414-421).

A jakim był Piłsudski był człowiekiem? Jaką osobowość miał człowiek, w imieniu którego złamano wszelkie zasady? Najlepiej opisał osobę dyktatora, inny Józef, o. Warszawski SI w „Studium nad wyznaniowością religijną, marszałka Józefa Piłsudskiego” (Wydawnictwo Towarzystwa im. Romana Dmowskiego, Londyn 1978). Temu chytremu Litwinowi, fanowi „Króla-Ducha” Juliusza Słowackiego, wierzącemu, iż jest emanacją ducha Napoleona, uczestnika wieczorów w wirującymi talerzykami, Cyganka na froncie wschodnim I wojny przepowiedziała, iż będzie dyktatorem. Dla osoby indyferentnej religijnie, z bardzo silnym z urazem do Kościoła, pysznej, z otoczeniem podsycającej jego próżność, oraz przeświadczonej o własnej nieomylności, kilka było trzeba. Pierwsza próba przewrotu w listopadzie 1923 r. z zamieszkami w Krakowie, z PPS-em w tle, się nie udała. Do drugiego przygotowano się solidnie, bo przecież nie można było dopuścić by druga koalicja Chjeno-Piasta z Narodową Demokracją jako zwornikiem, miała rządzić Niepodległą.

Piłsudski miał przewagę nad swoim nielubianym adwersarzem Romanem Dmowskim dzięki siłom go popierającym. Mamy opis tego konfliktu i jednocześnie odpowiedź dlaczego przywódca Narodowej Demokracji wycofał się z walki o najwyższe urzędy, dlaczego był pasywny jeżeli chodzi o władze dla siebie. Znajdujemy ją w jego liście z 29 maja 1919 r. do Stanisława Grabskiego Zapowiada, iż to z powodu jak pisze wszechpotęgi międzynarodowego żydostwa. I dalej. „Nie ma człowieka w Polsce, może na świecie, który byłby bardziej przez Żydów znienawidzony. Otóż ja jako prezydent Rzeczpospolitej, czy jako prezes ministrów, czy jako minister spraw zagranicznych, czy wrzeszczcie jako człowiek gabinetu, za drogo bym Polskę kosztował” („Roman Dmowski w świetle listów i wspomnień”, Tom II, Londyn, Instytut Romana Dmowskiego w Ameryce, Gryf Publication LTD. 1972, s. 165) Miał inny plan, chciał przebudować Naród. Wielki naród, jak już było gdzie indziej powiedziane, musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko i musi go dzierżyć tym mocniej, im wyraźniejsze są dążności do wytrącenia mu go z ręki. Idealny komentarz co do charakteru zamachu zawarty w „Kościół, Naród i Państwo” (s. 20, wyd. Niezależnej Grupy Politycznej, 1979.)

Epilog

Naturalnym środowiskiem lożowym były środowiska nie nacjonalistyczne, ale przeważnie marksistowskie rodem z XIX w. lub konserwatywne z racji swej pozycji społecznej. W czasie I wojny światowej to obóz „aktywistyczny”, optujący za sojuszem z państwami centralnymi oraz socjaliści. W II RP możemy wyróżnić bardziej precyzyjnie: postępowa inteligencja, partie PPS i PSL-Wyzwolenie oraz przenikający się z nimi legioniści-piłsudczycy. Po przetasowaniach w ramach szerokiego obozu sanacyjnego częściowo skupili się w Stronnictwie Demokratycznym z ich zewnętrzną formą działalnością, czyli „klubami demokratycznymi”. Nie wolno zapomnieć o asymilantach żydowskich w lożach polskich i o żydowskich lożach narodowych Benei-Brithu. W czasie wojny „bracia” tworzyli konspirację np. Służby Zwycięstwa Polski czy późniejsze Biura Informacji i Propagandy AK. Po roku 1944 r. niektórzy polscy masoni (np. wspomniany wyżej zwornik zamachu Kołodziejski) przeszli na stronę komunistów by znaleźć sobie w stalinowskiej Najwyższej Izbie Kontroli i Radzie Państwa miejsce „wygaszenia”.

Dekret Prezydenta RP Ignacego Mościckiego z dnia 22 listopada 1938 (miesiąc po oficjalnym ogłoszeniu roszczeń III Rzeszy wobec Polski) rozwiązujący z mocy samego prawa stowarzyszenia i związki wolnomularskie, a także „zrzeszenia zależne od Wolnomularstwa” był aktem zabezpieczającym wolnomularstwo na czas wojny. Faktycznie spod ustawy, z przyczyn na międzynarodowe powiązania, wyjęto Rotary i YMCA. Sanacyjne władze administracyjne podjęły działalność konfiskującą dopiero 26 listopada, dając swoim (nie wszystkim, bo loże niemieckie, żydowskie i inne mniej znaczące oberwały od razu) czas na zabezpieczenia archiwum. Ale choćby pod tą datą warsztaty Wielkiej Loży były pozostawione w spokoju. Dopiero pod naciskiem prasy, iż władze zajmują się płotkami, w nocy z 2 na 3 grudnia odbyły się przeszukania w mieszkaniach ujawnionych i znanych prominentnych działaczy lożowych. Historyk Ludwik Hass zauważa sarkastycznie, iż taki był rewanż za wieloletnie poparcie lóż dla sanacji. Ostatecznie krzywda się „braciom”, zwłaszcza z Wielkiej Loży, nie stała, a więzy towarzyskie trwały dalej.

A wszystko to po to, by dr Dieter Schwarz mógł w wydawnictwie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy napisać o obediencji polskiej: über deren Mitglieder – und Logen-zahlen konkrete Angaben nicht erfasst wurden – „Nie odnotowano żadnych konkretnych informacji odnośnie liczby członków i lóż” (L.H. s. 12). Nie rozwiązane na Zachodzie loże padły ofiarą konfiskat archiwów dokonanych przez VII Wydział („Badanie i opracowanie spraw światopoglądowych”) tegoż urzędu – RSHA.

Piotr Błaszkowski

13 maja 2026, w 100-lecie zamachu majowego

Fot. NAC

Myśl Polska, nr 19-20 (10-17.05.2026)

Idź do oryginalnego materiału