
Z danych GUS wynika, iż połowy z Bałtyku stanowiły 48,3 proc. łącznej masy połowów w Polsce. Było ich jednak o 5,1 proc. mniej niż w 2024 roku. Największą część połowów morskich stanowiły szproty – 41 tys. ton, czyli 60,4 proc. łącznej masy.
Jednocześnie polska flota rybacka się kurczy. Na koniec 2025 roku liczyła 663 statki i łodzie, czyli o 8 proc. mniej niż rok wcześniej. Spór o nowy plan dla Bałtyku dotyczy więc nie tylko ochrony środowiska, ale także przyszłości rybaków i przetwórców.
Morze Bałtyckie ma być obszarem pilotażowym
Komisja Rybołówstwa Parlamentu Europejskiego przyjęła w kwietniu raport w sprawie wieloletniego planu dla Morza Bałtyckiego. W uzasadnieniu wskazano, iż Bałtyk przechodzi kryzys, a sposób zarządzania tym akwenem wymaga pilnych zmian.
Autorzy sprawozdania zwrócili uwagę m.in. na dramatyczne załamanie populacji dorsza bałtyckiego. Biomasa komercyjnych stad ryb, czyli łączna masa organizmów danego gatunku lub grupy gatunków w tym środowisku, znajduje się na historycznie niskim poziomie.
Dlatego w raporcie zaproponowano, aby Bałtyk stał się obszarem pilotażowym nowego, kompleksowego zarządzania ekosystemem. W praktyce oznacza to podejście, w którym państwa i instytucje patrzą nie tylko na połowy, ale też na zanieczyszczenia, stan siedlisk, relacje między gatunkami i skutki działalności człowieka.
Rybołówstwo nie jest jedynym problemem
Część dyskusji w Parlamencie Europejskim dotyczyła tego, jak dużą odpowiedzialność za stan Bałtyku ponosi rybołówstwo. Europoseł Piotr Müller jest zdania, iż pierwotny raport zbyt mocno skupiał się na połowach i zbyt łatwo obarczał rybaków winą za problemy morza.
– Ważne jest to, aby pogodzić ochronę Bałtyku z utrzymaniem miejsc pracy na Pomorzu. W naszym wypadku sektor rybołówstwa jest bardzo istotny. Niestety raport przedstawiony w Parlamencie Europejskim w wielu obszarach obwinia wprost rybaków o to, co się dzieje na Bałtyku. To ogromne uproszczenie, na które się absolutnie nie zgadzamy – mówi Piotr Müller, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.
Europoseł zgłosił do dokumentu ponad 80 poprawek. Jak tłumaczył, ich celem było zwrócenie uwagi także na inne źródła problemów: ścieki komunalne, zalegającą na dnie broń z czasów II wojny światowej oraz drapieżniki wpływające na populacje ryb.
– Mam wrażenie, iż raport głównie skupia się na tym, żeby atakować rybaków. My się na to nie godzimy. Chcemy równowagi pomiędzy tym, w jaki sposób, w dobrym tego słowa sensie, eksploatować Morze Bałtyckie a jego równowagą ekologiczną – podkreśla Piotr Müller.
Na dnie Bałtyku zalega broń z czasów wojny
Ostateczny dokument przyjęty przez Parlament Europejski wskazuje, iż za trudną sytuację ekosystemu odpowiada wiele czynników. Jednym z nich jest broń konwencjonalna i chemiczna, która leży na dnie Bałtyku od zakończenia II wojny światowej.
Chodzi o dziesiątki tysięcy ton niebezpiecznych materiałów. Zawierają one m.in. chemiczne środki bojowe: iperyt siarkowy, czyli gaz musztardowy, gaz łzawiący oraz substancje paraliżująco-drgawkowe.
Problem polega na tym, iż korozja stopniowo niszczy pojemniki i amunicję. W efekcie niebezpieczne chemikalia mogą uwalniać się do środowiska morskiego. To prowadzi do skażenia, szkód w ekosystemach i utraty różnorodności biologicznej.
– Musimy to zagrożenie zniwelować. Dlatego w swoich poprawkach proponowałem m.in. program pilotażowy oczyszczania dna Bałtyku z zanieczyszczeń, które pozostały po II wojnie światowej – wyjaśnia Piotr Müller.
Zanieczyszczenia i awarie kanalizacji też trafiają do debaty
W sprawozdaniu znalazły się również kwestie rozbudowy infrastruktury oraz walki z awariami systemów kanalizacyjnych. To ważne, ponieważ zanieczyszczenia komunalne mogą pogarszać stan wód i wpływać na funkcjonowanie całego ekosystemu.
Piotr Müller wskazywał na konieczność ograniczenia napływu zanieczyszczeń do Bałtyku. Mówił też o potrzebie unijnego wsparcia na rozbudowę oczyszczalni i działania związane z awariami sieci kanalizacyjnych.
Tego typu inwestycje mają znaczenie nie tylko dla środowiska. Czystsze morze oznacza lepsze warunki dla populacji ryb, a w konsekwencji także dla rybaków, przetwórców i konsumentów.
Drapieżniki także wpływają na populacje ryb
Kolejnym tematem w raporcie jest wpływ drapieżników na ekosystem Bałtyku. Foki szare i duże kormorany mogą mieć znaczący wpływ na przeżywalność młodych dorszy. Dotyczy to zwłaszcza dorsza atlantyckiego w zachodniej części Morza Bałtyckiego. Ich obecność może wpływać także na populacje stad, akwakulturę (czyli kontrolowaną hodowlę w wodach morskich) oraz narzędzia połowowe.
Zdaniem Piotra Müllera potrzebne jest selektywne podejście do drapieżników na Bałtyku. Europoseł przekonuje, iż ochrona ryb, którą postuluje plan dla Bałtyku, wymaga szerszego spojrzenia niż tylko ograniczanie połowów.
– To wszystko może chronić populację ryb, aby rybacy mogli z niej korzystać poprzez odłów i zapewniać nasze bezpieczeństwo żywnościowe. Ryby są ważnym elementem jadłospisu w Polsce, a o ile nie będziemy ich łowić w zdrowym, czystym Morzu Bałtyckim, to będziemy musieli kupować z całego świata – zaznacza europoseł PiS.
Kwoty połowowe podzieliły europosłów
Jednym z najbardziej wrażliwych tematów są limity połowowe. Podczas majowej debaty w Parlamencie Europejskim europoseł z PiS-u postulował odejście od jednorocznych kwot połowowych na rzecz systemu wieloletniego.
Kwoty połowowe to limity określające, ile ryb można odłowić w danym okresie. System jednoroczny może utrudniać planowanie, bo rybacy i przetwórcy nie wiedzą, jakie ograniczenia będą obowiązywać w kolejnych latach. Natomiast system wieloletni dawałby większą przewidywalność prowadzenia działalności.
Europoseł apelował również, aby przy ustalaniu kwot brać pod uwagę nie tylko cele środowiskowe, ale także sytuację społeczności przybrzeżnych. Chodzi m.in. o miejsca pracy, lokalne firmy i kompetencje związane z rybołówstwem.
– istotną kwestią jest też to, w jaki sposób regulować limity połowowe. Część osób proponowała, aby zamknąć możliwości połowowe na Bałtyku. My się z tym nie zgadzamy. Uważamy, iż są inne metody, aby zabezpieczyć populację ryb w Morzu Bałtyckim i jednocześnie zapewnić możliwość dalszego eksploatowania – mówi.
Plan dla Bałtyku nie bierze pod uwagę gospodarki
Według danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi w 2025 roku spożycie ryb w Polsce wyniosło niecałe 14 kg na mieszkańca. To wciąż mniej niż średnia unijna, ale trend jest rosnący.
Co więcej, Polska jest jednym z głównych ośrodków przetwórstwa ryb w Unii Europejskiej. Roczna produkcja przekracza 680 tys. ton, a jej wartość wynosi 18,7 mld zł. Znaczna część tej produkcji trafia na rynki zagraniczne.
To pokazuje, iż stan Bałtyku ma znaczenie nie tylko dla rybaków. Wpływa także na przetwórstwo, handel, bezpieczeństwo żywnościowe i ceny dostępnych produktów. jeżeli krajowe połowy będą słabnąć, większe znaczenie może mieć import.
Parlament chce rewizji planu
Europosłowie przyjęli raport 21 maja. W dokumencie znalazł się apel do Komisji Europejskiej i państw członkowskich o pilne działania. Chodzi m.in. o analizę podziału kwot połowowych i ich wpływu na zrównoważony charakter zasobów rybnych, czyli taki poziom korzystania z ryb, który pozwala populacjom przetrwać i odtwarzać się w przyszłości. jeżeli połowy są zbyt wysokie albo ekosystem jest zbyt osłabiony, zasoby mogą dalej spadać.
Parlament Europejski zaapelował także o ocenę i ewentualną rewizję wieloletniego planu zarządzania Morzem Bałtyckim. Argumentem jest to, iż jego cele ekologiczne i społeczno-gospodarcze nie zostały osiągnięte.
Mimo iż europosłowie poparli część poprawek Piotra Müllera, to on sam głosował przeciwko całemu dokumentowi. Jego zdaniem kilka elementów może być szkodliwych dla sektora rybackiego.
Przyszłość rybołówstwa zależy od równowagi
Spór o nowy plan dla Bałtyku pokazuje konflikt między dwoma celami. Z jednej strony potrzebna jest ochrona osłabionego ekosystemu. Z drugiej – utrzymanie miejsc pracy i przewidywalnych warunków działania dla rybaków oraz przetwórców.
– Okazuje się, iż część państw przymyka oko na kontrole w innych akwenach. Natomiast na Morzu Bałtyckim aktywne są różnego rodzaju organizacje, które w sposób bardzo radykalny po prostu dokuczają rybakom, trzeba to nazwać wprost. To powoduje, iż opłacalność tego biznesu i klimat wokół jego prowadzenia jest bardzo zły. To zniechęca nowe pokolenia do tego, aby prowadzić biznes rybacki, co w przyszłości doprowadzi do zmniejszenia liczby osób, które mają kompetencje do tego, żeby to robić – uważa europoseł.
Dane o spadku połowów i zmniejszającej się flocie pokazują, iż sektor rybacki już teraz działa pod dużą presją. Jednocześnie raport PE wskazuje, iż stan środowiska Bałtyku wymaga pilnych działań.
Największym wyzwaniem będzie więc znalezienie takiego modelu zarządzania, który nie sprowadzi problemu wyłącznie do cięcia połowów. Bez ograniczenia zanieczyszczeń, rozwiązania problemu broni na dnie morza i stabilnych zasad dla rybaków trudno będzie jednocześnie odbudować zasoby ryb oraz utrzymać lokalne gospodarki oparte na Bałtyku.
Przeczytaj także:
- Na rynku reklamy szykuje się konsolidacja. Icea chce przejąć dziewięć firm
- Stopy procentowe RPP bez zmian. Co dalej z ratami kredytów i WIBOR-em?
- Koniec długiego czekania na infolinii? PLL LOT wdrażają asystenta AI

1 godzina temu










