Zakaz ujawniania prawdy o katastrofie ekologicznej?

1 godzina temu
Zdjęcie: Zakaz ujawniania prawdy o katastrofie ekologicznej


Bez cienia wątpliwości można stwierdzić, iż skutki katastrofy ekologicznej w Dolinie Bobru są tematem wyjątkowo niewygodnym dla rządzących i instytucji odpowiedzialnych za nadzór nad sytuacją.

Według oficjalnych danych, gwałtowny zrzut i pogorszenie warunków w zbiorniku doprowadziły do spadku natlenienia, przemieszczania osadów i masowego śnięcia ryb. Do utylizacji przekazano 23,47 tony martwych ryb, podczas gdy odłowiono i przeniesiono zaledwie około 2,22 tony żywych osobników. Zginęła również niezliczona liczba innych organizmów. Kontrolerzy wskazali także na braki w dokumentowaniu strat oraz możliwe zniszczenia chronionych siedlisk roślinnych. Jednocześnie doszło do zanieczyszczenia rzeki Bóbr. Po ponad miesiącu od wybuchu katastrofy, przez cały czas nie można korzystać z jej wód.

Trzeba przy tym jasno powiedzieć: to, co wydarzyło się na Jeziorze Pilchowickim, a następnie na Bobrze, nie było rezultatem działania sił natury, których nikt nie mógł przewidzieć. Według poseł Zalewskiej skala błędów popełnionych podczas prowadzenia prac była tak duża, iż podczas jej wizyty na zaporze mówiła wprost o zbrodni:

– (…) tę zbrodnię zaplanowano, bo została ona zaplanowana. Słusznie było chcieć inwestować czy przeprowadzić remont, ale wiedziano, co w każdym tygodniu powinno się wydarzyć – kiedy odłowić wszystkie ryby, kiedy sprawdzić, co dzieje się na dnie oraz w jakim tempie i przy jakiej temperaturze należało spuszczać wodę. Popełniono absolutnie wszystkie błędy. Zrobił to człowiek. To człowiek doprowadził do instytucjonalnego zniszczenia środowiska, a skutki będą dalekosiężne. – grzmiała poseł Zalewska.

Za reagowanie na skutki katastrofy odpowiadał między innymi wojewódzki sztab kryzysowy działający pod nadzorem wojewody Anny Żabskiej. Wojewoda, która w 2024 roku startowała w wyborach do Parlamentu Europejskiego z list Koalicji Obywatelskiej, wielokrotnie zapewniała, iż sytuacja jest monitorowana, a podległe jej służby na bieżąco analizują stan rzeki i zbiornika.

Problem polega na tym, iż dla opinii publicznej owo „monitorowanie” coraz częściej sprowadza się do krótkich komunikatów, z których kilka można się dowiedzieć, o czym już pisaliśmy

Początkowo informacje dotyczące sytuacji publikowane były codziennie. Z czasem komunikaty zaczęły pojawiać się znacznie rzadziej, a ich zawartość stała się coraz bardziej lakoniczna. W treści tych komunikatów nie brakuje także „magicznych zaklęć”.

„Pomiary terenowe WIOŚ wskazują, iż przy zaporze w Pilchowicach oraz w Marczowie warunki tlenowe pozostają na poziomie porównywalnym do wyników z 3 sierpnia.” – napisała w komunikacie z 10 sierpnia wojewoda Żabska.

Postanowiliśmy więc sprawdzić, co dokładnie oznacza owo „porównywalnym”. Poświęciliśmy czas, by odnaleźć w zatęchłych czeluściach komunikat sprzed tygodnia i … tu wielkie zdziwienie, bo zamiast wytłumaczenia, jasnego i klarownego podania rzetelnej informacji czytamy:

„Wyniki pomiarów terenowych próbek wody pobranych 3 sierpnia 2026 r. wskazują, iż w punkcie pomiarowym przy zaporze w Pilchowicach warunki tlenowe utrzymują się na poziomie porównywalnym z pomiarami wykonanymi 27 lipca 2026 r.”

I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem. o ile instytucje posiadają wyniki pomiarów, to opinia publiczna powinna mieć możliwość poznania konkretnych wartości, a nie jedynie informacji, iż coś jest „porównywalne” z czymś sprzed tygodnia, a tamto z czymś wcześniejszym. Czy warunki są dobre? Czy złe? Czy stężenie tlenu wzrosło, czy spadło? O ile? Jakie były wartości w poszczególnych punktach pomiarowych? Bez konkretnych danych trudno zaufanie.

To szczególnie istotne w sytuacji, w której mówimy o katastrofie ekologicznej i środowisku, z którego korzystają tysiące mieszkańców.

Wprawdzie wojewoda deklaruje pełną współpracę. W lipcowej korespondencji z redakcją Lwówecki.info Anna Żabska, za pośrednictwem biura prasowego, zapewniała o otwartości na współpracę z dziennikarzami oraz deklarowała gotowość do przekazywania informacji.

„Dolnośląski Urząd Wojewódzki pozostaje otwarty na współpracę z przedstawicielami mediów i niezmiennie deklaruje gotowość do udzielania informacji oraz wyjaśnień dotyczących prowadzonych działań. Rzetelna debata publiczna wymaga bowiem przedstawiania pełnego obrazu sytuacji, opartego na faktach, a nie na domysłach czy jednostronnych ocenach.” – deklarował Paweł Pyclik z Biura Wojewody.

Postanowiliśmy zatem sprawdzić, jak te deklaracje wyglądają w praktyce. Czy dziennikarze rzeczywiście mogą liczyć na pełne i rzetelne informacje dotyczące bieżącej sytuacji w Dolinie Bobru? Czy wojewoda oraz podległe jej służby są gotowe udostępniać dane, które pozwalają niezależnie ocenić skalę i przebieg katastrofy?

Te pytania są tym bardziej zasadne, iż na początku lipca pojawiły się informacje dotyczące ogromnej skali zanieczyszczenia wody. Minister klimatu i środowiska poinformowała wówczas o wynikach badań dotyczących zawiesiny w wodzie.

„Postanowienie jasno określało także poziom ilości zawiesiny w spuszczanej wodzie w wysokości maksymalnie do 80 mg/l oraz konieczność przerwania prac przy przekroczeniu tego parametru. Według badań zleconych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu, 1 lipca ilość zawiesiny przekroczyła 10 tysięcy mg/l.” – zdradziła Paulina Hennig-Kloska.

Różnica pomiędzy dopuszczalnym poziomem a wartością odnotowaną podczas badań jest ogromna. Mowa o przekroczeniu poziomu określonego w postanowieniu o ponad 12,5 tysiąca procent. W takiej sytuacji szczegółowe wyniki kolejnych pomiarów nie są informacją drugorzędną. To właśnie one pozwalają odpowiedzieć na podstawowe pytanie: co się działo z rzeką w kolejnych dniach począwszy od końcówki czerwca, do dnia dzisiejszego?

Dlatego, licząc na realizację deklarowanej przez wojewodę otwartości, 20 lipca zwróciliśmy się do biura wojewody z prośbą o pilne udostępnienie codziennych wyników pomiarów koncentracji zawiesiny w rzece Bóbr za okres od 25 czerwca do dnia złożenia zapytania. Odpowiedź okazała się jednak daleka od oczekiwanej. Rzecznik wojewody poinformował, iż wprawdzie wojewoda ma dostęp do tych danych, ale się nimi nie podzieli.

„W odpowiedzi na Pana pytania uprzejmie informuję, iż Wojewoda Dolnośląska nie prowadzi własnych pomiarów koncentracji zawiesiny w rzece Bóbr. Badania wykonywane są na zlecenie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu, który przekazuje wyniki prowadzonego monitoringu do wiadomości Wojewody Dolnośląskiej w ramach bieżącej koordynacji działań służb. W zakresie udostępnienia zestawienia i szczegółowych wyników badań adekwatnym podmiotem pozostaje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu.” – odpowiada Tomasz Jankowski.

Redakcja Lwówecki.info zwróciła się więc do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu. Jednak i tam nie uzyskaliśmy tych informacji ani w odpowiedzi na pytania dziennikarskie, ani po złożeniu wniosku o udostępnienie informacji publicznej.

– (…) Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu informuje, iż wnioskowane informacje wykraczają poza tryb wynikający z ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 902 z póżn. zm.). – pisze Małgorzata Liptak Dolnośląski Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska.

W tym miejscu pojawia się kolejna istotna kwestia. o ile organ uznaje, iż żądane informacje nie mogą zostać udostępnione w żądanym trybie, powinien jasno wskazać podstawę prawną i sposób dalszego procedowania. Samo przesłanie pisma informującego, iż dane „wykraczają poza tryb”, nie odpowiada na zasadnicze pytanie: dlaczego społeczeństwo nie może poznać wyników pomiarów dotyczących rzeki, która została objęta skutkami katastrofy ekologicznej?

Nie chodzi przecież o tajemnice państwowe, dane osobowe czy informacje dotyczące bezpieczeństwa operacyjnego. Chodzi o konkretne wyniki badań środowiska, wartości, które można przedstawić w tabeli i które pozwalają każdemu zainteresowanemu samodzielnie ocenić, jak zmieniała się sytuacja.

Pani Liptak uznając, iż te kilkanaście cyfr wyników badań nie należy się społeczeństwu, winna wydać decyzję odmowną. Zamiast tego przesłała drogą mailową bezwartościowe pisemko, które w naszej ocenie ma zamydlić oczy.

Czy zatem obowiązuje zakaz ujawniania prawdy o katastrofie ekologicznej w Dolinie Bobru? Oczywiście, iż oficjalnie nie ma takiego zakazu, nigdzie, na żadnym papierze. Nie ma w ustawach, zarządzeniach, czy komunikatach. Wszędzie tam są zapewnienia o monitorowaniu sytuacji i chęci współpracy ze społeczeństwem. Gdy jednak pojawiają się konkretne pytania, ani wojewoda ani podległe jej służby ze sztabu kryzysowego nie są skore do udzielania rzetelnych odpowiedzi, a już tym bardziej tłumaczenia społeczeństwu, co oznaczają konkretne wyniki.

Idź do oryginalnego materiału