Amerykanie stoją przed coraz poważniejszym kryzysem wodnym. Lake Mead i Lake Powell, dwa największe zbiorniki w USA, osiągnęły rekordowo niskie poziomy. Kurcząca się rzeka Kolorado nie jest już w stanie zapewnić dotychczasowych ilości wody. Władze federalne właśnie zdecydowały o cięciach dostaw dla Arizony, Kalifornii i Nevady. Od 2027 r. stany te będą musiały ograniczyć zużycie wody o około 21 proc., a później redukcje mogą być niemal dwukrotnie większe. Kryzys zaczyna dotykać nie tylko wodę, ale także produkcję energii ze słynnej zapory Hoovera.
Zachód USA wysycha, a globalne ocieplenie sprawia, iż problem przestaje być wyłącznie kwestią kolejnych lat suszy. Jednym z najważniejszych źródeł wody dla regionu jest śnieg gromadzący się zimą w górach. Działa jak ogromny naturalny zbiornik, który uwalnia wodę dopiero wiosną i latem.
W tym roku ten mechanizm niemal zawiódł. W wielu częściach Zachodu odnotowano najniższą lub drugą najniższą pokrywę śnieżną 1 kwietnia w historii pomiarów. Naukowcy wykazali, iż wystąpienie tak ekstremalnej suszy śnieżnej jest w tej chwili około 4,4 raza bardziej prawdopodobne niż w warunkach klimatu sprzed epoki przemysłowej. W dorzeczu górnego Kolorado prawdopodobieństwo jest choćby około 14 razy większe. Śnieg, ale także wiosenne deszcze zasilają rzeki, w tym największą z nich – Kolorado.
Coraz mniej wody w Lake Mead
Lake Mead i Lake Powell to sztuczne zbiorniki wodne na rzece Kolorado. Mają one najważniejsze znaczenie dla około 40 mln ludzi na zachodzie USA. Rzeka dostarcza również wodę dla gruntów rolnych w Kolorado, Arizonie, Kalifornii i innych stanach leżących w dorzeczu rzeki. W sumie dla ponad 2 mln ha terenów rolniczych.
Eksperci wskazują, iż zmiana klimatu, wzrost liczby ludności oraz nadmierne zużycie wody to przyczyny w tej chwili rekordowo niskich poziomów obu zbiorników.
Poniższy wykres przedstawia poziom wody w Mead, podany w metrach nad średnim poziomem morza. Zbiornik zaczął się napełniać w 1935 r. po wybudowaniu zapory Hoovera. Jego poziom przy pełnym napełnieniu wynosi około 372,3 m. 7 sierpnia poziom wody w jeziorze Mead osiągnął rekordowo niską wartość 317,11 m.

Podobna sytuacja ma miejsce w zbiorniku Powell. Maksymalny poziom w Lake Powell to 1127,76 m. Choć zbiornik kilkakrotnie osiągał maksymalną pojemność w latach 80., od tamtej pory nie udało mu się już tego powtórzyć. 15 sierpnia poziom wody spadł do 1072,87 m. To nowy rekord minimum dla tego zbiornika.
Według dr. Jacka Schmidta z Uniwersytetu w Utah tendencja spadkowa będzie w dużej mierze utrzymywać się w obu jeziorach do przyszłej wiosny. Potem zacznie topnieć pokrywa śnieżna w górach górnego dorzecza rzeki Kolorado.
– Wielkim dylematem w tej chwili jest to, iż mamy dopiero połowę sierpnia i nie mamy żadnej gwarancji, jaka będzie nadchodząca zima. Jedyną rzeczą, której możemy być pewni, jest to, iż od dzisiaj mniej więcej do początku kwietnia będziemy ogólnie zmniejszać całkowite zapasy wody zgromadzone w zbiornikach dorzecza – powiedział Schmidt w wywiadzie dla Carbon Brief.
Paradoksalnie nadzieją może być… El Niño, które sprzyja zimowym opadom śniegu na zachodzie USA.
- Czytaj także: Kalifornia walczy z suszą: Patrole szukają kałuż, miasto montuje reduktory
Nadchodzi kryzys energetyczny w Las Vegas
Do wiosny jednak daleko i nie ma też gwarancji, jakie faktycznie będą opady śniegu. Tego nikt teraz nie wie. Wszyscy jednak w tamtej części USA wiedzą, iż wody jest mało. Lustro wody w Mead znajduje się niecałe 2 metry od poziomu, przy którym 12 z 17 turbin hydroelektrycznych zapory Hoovera przestanie działać. Według prognozy amerykańskiego Biura Rekultywacji (U.S. Bureau of Reclamation, federalna agencja zarządzająca gospodarką wodną) poziom wody ma w kwietniu przyszłego roku spaść poniżej 1035 stóp (315,5 m). To krytyczna wartość.
Jeśli do tego dojdzie, to produkcja energii w zaporze Hoovera zmniejszy się o 70 proc. w stosunku do obecnego poziomu. Niedawno Biuro Rekultywacji przedstawiło prognozę zakładającą dalszy spadek, choćby do 314,4 m do kwietnia przyszłego roku, a do końca czerwca 307,8 m. To może bardzo mocno ograniczyć produkcję energii elektrycznej m.in. dla Las Vegas. Oczywiście nie znaczy to, iż w kasynach zabraknie prądu i zabawa się skończy. Tak jak u nas, tak i tam energetyka jest systemem połączonym. Wyłączenie elektrowni w zaporze Hoovera nie będzie oznaczało blackoutu w regionie, ale niewątpliwie będzie to oznaczało poważne problemy. Przede wszystkim wzrost cen energii.
– Warunki hydrologiczne wywracają do góry nogami zasadniczo cały system umów zakupu energii, które przez około stulecie były dość spokojne i przewidywalne – powiedział Kyle Roerink, starszy doradca działającej w Nevadzie organizacji non-profit Great Basin Water Network.
Energetyka w USA się rozwija, także ta odnawialna, mimo działań Donalda Trumpa. Niemniej rozwijający się kryzys to poważne wyzwanie dla przedsiębiorstw energetycznych, które muszą pozyskiwać prąd z innych źródeł.
– Pracujemy nad tym, aby ograniczyć szok związany ze wzrostem cen dla naszych klientów. Jednak przez 90 lat klienci Lincoln County Power polegali na taniej energii wodnej i niestety w tej chwili nie jest już tak samo – powiedział Dane Bradfield, dyrektor generalny należącego do mieszkańców wiejskiego przedsiębiorstwa energetycznego Lincoln County Power District.
- Czytaj także: Połowa Stanów zagrożona blackoutem. Susza nie jest jedyną przyczyną
„To nie jest coś, z czym można igrać”
Problem nie ogranicza się tylko do zapory Hoovera. Brad Udall, zajmujący się wodą i klimatem w Colorado Water Center, powiedział, iż w tej chwili utrzymanie poziomu wody w jeziorze Powell jest ważniejsze niż utrzymanie poziomu w jeziorze Mead.
Woda przepływająca przez turbiny hydroelektryczne w zaporze Glen Canyon na jeziorze Powell zapewnia awaryjne zasilanie elektrowni jądrowej Palo Verde w Arizonie.
– To nie jest coś, z czym można igrać. Naprawdę potrzebujemy niezawodnego źródła zasilania awaryjnego – powiedział Udall portalowi Straight Arrow.
Dlatego władze federalne sfinalizowały plan ograniczenia dostaw wody z rzeki Kolorado dla stanów Dolnego Dorzecza (Kalifornii, Nevady i Arizony) o około 21 proc. na lata 2027–2028. Po 2028 roku cięcia mogą ulec podwojeniu. Cztery stany Górnego Dorzecza (Kolorado, Utah, Nowy Meksyk i Wyoming) nie zostały objęte obowiązkowymi redukcjami, co wywołało duże napięcia. Interwencja federalna nastąpiła po fiasku negocjacji między stanami w sytuacji, gdy zbiorniki Powell i Mead osiągnęły rekordowo niski poziom wody.
Gubernator Arizony Katie Hobbs na łamach Reutersa skrytykowała brak cięć dla Górnego Dorzecza.
– Arizona jest gotowa chronić nasze zasoby wodne wszelkimi dostępnymi środkami prawnymi i nie ustąpi w obronie naszych praw – powiedziała Hobbs w oświadczeniu.
– Ten plan zarządzania zapewnia jedynie krótkoterminową stabilność. Każde długoterminowe rozwiązanie musi sprawiedliwie rozłożyć odpowiedzialność między wszystkie siedem stanów, uwzględniając nową rzeczywistość rzeki Kolorado – zwrócił uwagę gubernator Kalifornii, Gavin Newsom.
Spór o politykę wodną się nie skończy, a problem będzie narastał w kolejnych latach. jeżeli nic się nie zmieni, to jeszcze w pierwszej połowie tego wieku zapora Hoovera ostatecznie przestanie działać. Z kolei elektrownia jądrowa Palo Verde nie będzie miała wody do chłodzenia reaktorów.
- Czytaj także: W Kalifornii znów wybuchły pożary. Część mieszkańców wybiera przeprowadzkę
–
Zdjęcie tytułowe: Shutterstock/HannaTor

1 godzina temu














