Wszyscy tu jak jeden mąż narzekają i krytykują. Na co narzekają ? Na dwie połączone rzeczy: postkomunizm połączony z liberalizmem. To co tu mamy to własnie efekt tej toksycznej mieszanki.
Jednocześnie kilka osób zdaje sobie sprawę z faktu, iż ma umysł przesiąknięty liberalizmem i jego stereotypami. To jest produkt wychowania w komunizmie i liberalizmie.
Rodzice nie mają większego pojęcia o wymogach wychowawczych, a szkoła postkomunistyczna działa wbrew zasadom wychowawczym.
Żeby temu przeciwdziałać cjoćby w sferze poznawczej, opublikowałem notki proponujące lekturę kompetentnych opracowań o wymogach młodego mózgu oraz o tym jak wychować młodego mężczyznę. A teraz proponuję refleksje francuskiego neuronaukowca Stanislasa Dehaene przedstawione w jego książce "Jak się uczymy".
Tak właśnie wygląda prawda o wychowaniu i warto się z nią skonfrontować.
Od dawna na swoim blogu daję wyraz przekonaniu, iż większość salonowiczów funkcjonuje tu jako politidioci , a przyczyną tego stanu umysłu jest zwykła głupota czy, delikatniej ujmując, ignorancja. No bo jak można polegać na wyrażanych przez siebie opiniach, jeżeli nie zna się zasad działania i co równie ważne genezy własnego mózgu i umysłu ?
Rozmaite badania sugerują, iż problem z kształtem umysłowości jest szerszy i dotyczy całej polskiej populacji, o czym będzie mowa przy kolejnej okazji. A okazji nie brakuje, mnożą się one jak króliki.
Ale na tym problem się nie kończy, bo liczy się tu jeszcze jedno stwierdzenie, iż nie można rozpoznać własnej tożsamości bez zrozumienia aspektu społecznego i zrozumienia tego aspektu bez zrozumienia innego układu cywilizacyjnego, np. chińskiego.
Do zrozumienia siebie jest niezbędna interakcja z innym, która dostarcza informacji zwrotnych i to dopiero po dłuższym procesie wymian. Podstawą w funkcjonowaniu każdego człowieka we wspólnocie, a także niektórych najbardziej inteligentnych zwierząt, jest pojawiająca się już u 5latków zdolność do analizowania cudzych myśli zwana teorią umysłu. Nie jest to teoria w sensie naukowym, ale powszechna umiejętność rozpoznawania cudzych intencji. Inaczej mówiąc - intencjonalność i jej rozpoznawanie. Żeby wypracować sobie teorię umysłu, potrzeba nam interakcji z innymi.
Tak więc jeżeli ktoś chce blogować i komentować zjawiska społeczno-polityczne musi sprawdzić czy zdobył do tego kompetencje. A kompetencje to nie tylko umiejętności zawodowe, to nastawienie umysłu na rozwiązywania rozmaitych problemów życiowych. Kompetencje trzeba zdobyć w odpowiednio kształtowanym procesie wychowania i edukacji.
A teraz znajduję na stronach książki znanego francuskiego neuronaukowca uzasadnienie dla wyżej wyrażonych tez.
Dlaczego człowiek musi się uczyć ?
Dlatego, że, jak twierdzi autor, pojemność genomu jest zbyt mała, by objąć całą ludzką wiedzę. Zatem architekt projektu czyli genom pozostawił wolną rękę generalnemu wykonawcy czyli środowisku.
"Oczywiście dobór naturalny, nadzwyczaj wydajny algorytm Darwinowski, może sobie poradzić z przystosowaniem każdego organizmu do jego niszy ekologicznej, jednak dokonuje tego w przerażająco wolnym tempie."
/.../
Właśnie dlatego wyewoluowało uczenie się. Z czasem zwierzęta, które dysponowały choćby szczątkową zdolnością nauki, miały większe szanse przeżycia niż zwierzęta dysponujące tylko sztywnymi zachowaniami - one zatem w większym stopniu przekazywały swój genom (zawierający teraz genetycznie kodowane algorytmy uczenia się) następnemu pokoleniu. W ten sposób dobór naturalny sprzyjał pojawieniu się procesów nauki. Algorytm ewolucyjny wpadł na skuteczną metodą: warto pozwolić, by pewne parametry ciała ulegały szybkim zmianom w celu przystosowania się do zmiennych cech środowiska.
/.../
W szkole i pracy nieustannie posługujemy się mózgowymi algorytmami uczenia się, jednak czynimy to intuicyjnie, nie zwracająć uwagi na to, jak się uczyć. Nikt nie przedstawia nam reguł, zgodnie z którymi mózg zapamiętuje i rozumie treści albo zapomina je i popełnia błędy./.../ Uczenie się tego jak się uczyć, można uznać za najważniejszy czynnik sukcesu edukacyjnego.
Na szczęście dużo już wiemy o przebiegu nauki.Trzydziestoletnie badania z pogranicza informatyki, neurobiologii i psychologii poznawczej w znacznym stopniu objaśniły używane przez mózg algorytmy, zaangażowane w nie obwody, czynniki wpływające na ich wydolność oraz powody ich wyjątkowej wydajności u ludzi.
/.../
Uważam, iż sprawą o fundamentalnym znaczeniu jest to, aby każde dziecko i każdy dorosły uświadamiali sobie pełen potencjał swojego mózgu, a także oczywiście jego ograniczenia. Dzięki systematycznemu tropieniu naszych algorytmów mentalnych i mechanizmów mózgowych wspólczesna kognitywistyka nadaje nowy sens słynnemu Sokratejskiemu wezwaniu "Poznaj samego siebie".
/.../
Mam głębokie przekonanie, iż nie można poprawnie nauczać, nie dysponując - czy to świadomie, czy domyślnie - mentalnym modelem procesów przebiegających w umysłach uczniów.
/.../
Niemniej zasadniczy uklad obwodów mózgu pozostaje taki sam u nas wszystkich i podobnie jest z organizacją algorytmów nauki. Istnieją zatem pewne elemnentarne zasady, które muszą być uszanowane przez każdego nauczyciela,/.../
U wszystkich dzieci występują wspólne abstrakcyjne intuicje w obrębie języka, arytmetyki, logiki i prawdopodobieństwa, co stanowi fundament, na którym musi się opierać dalsze kształcenie. Ponadto wszystkim uczniom służy skupienie uwagi, aktywne zaangażowanie, informacje zwrotne o błędach oraz cykl powtórek materiału w ciągu dnia i jego konsolidacji w nocy.. Nazywam te czynniki "czterema filarami" uczenia się, ponieważ - jak zobaczymy - leżą one u podłoża uniwersalnego algorytmu nauki, obecnego w mózgu każdego z nas, zarówno dzieci jak i dorosłych.
/.../
Zgodnie z pewną rodzącą się właśnie teorią nasz mózg ciągle góruje nad komputerami z tej przyczyny, iż zachowuje się jak statystyk. Nieustannie obracając się wśród prawdopodobieństw i niepewności, optymalizuje swoją zdolność nauki, Wydaje się, iż w trakcie ewolucji przyswoił sobie wysublimowane algorytmy, które bez przerwy śledzą stopień niepewności zgromadzonej wiedzy.
/.../
Idea jest prosta: uczyć się oznacza stopniowo tworzyć, w obwodach krzemowych czy neuronowych, wewnętrzny model świata zewnętrznego.. Kiedy poruszam się w nieznanym mieście, tworzę myślową mapę jego układu - miniaturowy model ulic i pasaży.
/.../
W jaki sposób tworzymy poprawny model ? Jak zobaczymy, umysł uczącego się można porównać do ogromnego komputera z milionami ustawialnych parametrów,, których zbiorcze dostrojenie decyduje o tym, czego się uczymy. W mózgu parametrami tymi są synapsy, połączenia między neuronami, które mogą różnić się siłą/.../. Zatem zarówno w mózgu jak i w komputerze uczenie się polega na wyszukiwaniu optymalnej kombinacji parametrów, które łącznie określają wszystkie szczegóły mentalnego modelu.
/.../
Wyłania się tu nowy model mózgu jako statystyka i obwodów mózgowych wykonujących obliczenia prawdopodobieństw. Teoria ta wskazuje też na klarowny podział pracy między naturą i kulturą: geny otwierają szerokie przestrzenie apriorycznych hipotez, a następnie środowisko w y b i e r a te hipotezy, które najlepiej pasują do świata zewnętrznego. Zbiór hipotez jest wskazany genetycznie; ich wybór zależy od doświadczenia.
/.../
Obwody mózgowe dzieci są zorganizowane od samej chwili narodzin i nakladają hipotezy na zewnętrzny świat. Jednocześnie mają znaczny margines plastyczności, który odzwierciedla się w nieustannym buzowaniu zmian synaptycznych w mózgu. W tej maszynie statystycznej natura i kultura, zamiast stać po przeciwnych stronach, łączą siły.
/.../
Mózg został zorganizowany w hierarchię modeli rzeczywistości. Każdy z nich jest zagnieżdżony w poprzednim jak matrioszki, a uczenie polega na korzystaniu z napływających danych, by regulować parametry na każdym poziomie hierarchii."
Stanislas Dehaene daje nam jasny przekaz dotyczący cech uczenia się, ale, z mojej perspektywy, posiada on jedną wadę, tradycyjną dla ludzi zajmujących się biologią - zbyt mało uwagi poświęcają wpływowi środowiska społecznego. Przykładowo SD ogranicza się do takiej wypowiedzi:
" Nauczanie i kultura czynią z nas spadkobierców długiej sztafety ludzkiej mądrości. Jednakże zależność Homo Sapiens od komunikacji społecznej i edukacji jest tyleż darem, co przekleństwem. Druga strona medalu wygląda tak, iż winą edukacji jest łatwość, z jaką rozpowszechniają się w naszych społeczeństwach mity religijne i fake newsy. Od najdawnieszych czasów nasze mózgi ufnie wchłaniają opowiadane nam historie bez względu na to, czy są prawdziwe czy fałszywe. W kontekście społecznym mózg opuszcza gardę; przestajemy zachowywać się jak naukowcy, a stajemy się bezmyślnymi lemingami. "
Autor trafnie wskazuje na problem, ale jego interpretacja jest szalenie powierzchowna. Nie bierze pod uwagę faktu, iż umysł pierwotny tworząc model świata zewnętrznego nie ma wszystkich danych do utworzenia pełnej strukturu odwzorowującej rzeczywistość i musi się posługiwać w pewnych punktach fikcyjnymi domysłami i interpretacjami, które są jednak niezbędne dla stworzenia pełnego modelu, który bez nich straciłby funkcjonalność i atrakcyjność. Lepszy model ułomny niż brak modelu.
Współczesny naukowiec, dla odmiany, funkcjonuje w instytucjach strukturalnie wyspecjalizowanych do poszukiwania prawdy, które dają mu oparcie. W świecie pierwotnym takich instytucji pomocniczych nie było, więc musiał korzystać z takich instytucji jakie stworzył na tym etapie rozwoju czyli kulty religijne i kapłani, którzy posiadali środki do gromadzenia i przechowywania i interpretacji wiedzy im dostępnej.
Książka stanowi znakomity opis dokonań nauki w badaniach mózgu, budzi jednak, jak widać z poprzedniego akapitu, pewien niedosyt. Otóż autor, opisując wyposażenie umysłowe noworodka zwraca uwagę na pewne wrodzone ustawienia fabryczne będące efektem długotrwałej ewolucji. Ewolucja przebiegała w określonym środowisku naturalnym i kształtowała umysł w reakcji na wyzwania tego środowiska.
Niestety autor zbyt mało uwagi poświęca kwestii roli ewolucji w drugim środowisku, w środowisku społecznym. Pewne cechy wrodzone są właśnie efektem wpływu środowiska społecznego i tej perspektywy brakuje mi w pracach wielu naukowców.
Niezależnie od tych moich zastrzeżeń dotyczących w gruncie rzeczy marginaliów, muszę jasno powiedzić, iż cel ksiązki jest inny: autor przedstawia jakie są wymogi uczącego się mózgu i jak tę wiedzę powinni wykorzystać nauczyciele i ludzie tworzący ramy edukacji. Ale ta kwestia, choć alarmująca w polskim przypadku, musi poczekać do następnej notki.
















