Nie ma co się oburzać, wszak wszystko już było, azali z ław szkolnych nie znamy tego passusu: „Obywatelu – rzekł wówczas polubownie Miętus – czyście oszaleli? Dlaczego szczekacie, wy i wasza żona? Mamy jak najlepsze intencje. – Na dźwięk tego wyrażenia »obywatel« szczekanie ozwało się z potrójną siłą”? W „Ferdydurke” chłopi udają psy, bo młodych mieszczuchów biorą za urzędników, których wizyty kojarzą im się wyłącznie z kolejnymi dotkliwościami przysparzanymi przez państwo.
Problem w tym, iż posłanka opozycji, która dała głos w parlamencie, w jakimś tam sensie państwo reprezentuje, zaszczekała zaś bezpośrednio do wicepremiera i ministra obrony narodowej. Tłumacząc się potem, rzekła, iż to jedyny język, który jest dla rządu zrozumiały. Posłanka Ch. prawdopodobnie wie, jak rozmawiać trzeba z psem, poznała język psi i nie zawahała się go użyć. Pytanie tylko, czy posłanka użyła szczeknięć parlamentarnych, czy też obelżywych – tu już do rozpoznania trzeba zatrudnić kynologa behawiorystę.
To, iż polska polityka zeszła na psy, jest rzeczą wiadomą, wypada się dziwić, iż dopiero teraz z ław sejmowych jęły się dobywać pierwsze nieśmiałe szczeknięcia. Oburzenie ratlerczym performansem posłanki PiS zdaje się trącić hipokryzją, skoro od dawna koalicje
Post Wy nie wiecie, a ja wiem… pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

1 dzień temu









