Wojsko Polskie nie oprze walki z pojazdami przeciwnika na jednej technologii. Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski zapowiedział zachowanie czołgów i rakiet przeciwpancernych obok rozwijanych dronów oraz uzbrojenia autonomicznego. Dla Polski oznacza to wielowarstwową obronę, która ma działać także wtedy, gdy wróg zakłóci albo zniszczy część systemu.
Sztab Generalny wybiera kilka warstw rażenia
Gen. bryg. Grzegorz Potrzuski kieruje w Sztabie Generalnym WP zarządem P5, odpowiedzialnym za planowanie rozwoju sił zbrojnych. W wypowiedzi przytoczonej przez Defence24 przedstawił zasadę, która ma kierować modernizacją: polskie wojsko potrzebuje kilku uzupełniających się sposobów niszczenia celów. Nowe rozwiązania bezzałogowe nie wyprą więc ani jednostek pancernych, ani rakiet przeznaczonych do zwalczania wozów bojowych.
Ta deklaracja studzi zachwyt wywołany efektownymi nagraniami z użycia dronów. Bezzałogowce zmieniły pole walki, ale nie wykonują każdego zadania. Cel trzeba odnaleźć i rozpoznać. Dane muszą dotrzeć do adekwatnego stanowiska, a oddziały przez cały czas potrzebują ognia, osłony oraz możliwości zajęcia terenu. Polska armia potrzebuje systemu, a nie mody na jeden typ sprzętu.
Dron nie zastąpi całego arsenału
Poszczególne narzędzia mają pracować razem. Rakieta przeciwpancerna pozwala piechocie zwalczać pojazdy z bezpieczniejszej odległości. Czołg zapewnia załodze ochronę, dużą siłę ognia i zdolność manewru. Bezzałogowiec może szukać przeciwnika, przekazywać obraz lub atakować. Każde rozwiązanie ma jednak własne słabe punkty.
Drony zależą między innymi od łączności, pogody i odporności na zakłócenia. Zespoły rakietowe wymagają wyszkolonych obsług, amunicji oraz aktualnych danych o celu. Wozy pancerne potrzebują paliwa, części, osłony z powietrza i zaplecza remontowego. Rozsądna armia buduje więc warstwy. Utrata jednej z nich nie może unieruchomić całej obrony.
Polska armia przekroczyła już poziom 220 tys. żołnierzy, ale sama liczebność nie rozstrzyga o sile państwa. Żołnierz musi otrzymać rozpoznanie, skuteczną broń i logistykę zdolną utrzymać tempo działań. Bez tego choćby duże zakupy pozostaną zbiorem drogich platform.
Polska potrzebuje odporności, nie zależności
Dla bezpieczeństwa narodowego liczy się również zaplecze przemysłowe. Zróżnicowany arsenał ma sens wtedy, gdy państwo potrafi utrzymywać sprzęt, uzupełniać amunicję i rozwijać własne kompetencje. Zakupy zagraniczne bywają konieczne, ale Polska nie może uzależniać całych zdolności od jednego dostawcy, jednego kanału serwisowego albo decyzji politycznej obcego rządu.
Stanowisko Sztabu Generalnego trzeba teraz przełożyć na wymagania, szkolenie i zapasy. Wiele rodzajów uzbrojenia nie może tworzyć przypadkowej mozaiki. Sprzęt musi współpracować z dowodzeniem, rozpoznaniem i logistyką. Armia musi też szybciej wyciągać wnioski i wprowadzać je do szkolenia.
Stawką jest przeżycie żołnierza i obrona państwa
Kierunek wskazany przez gen. Potrzuskiego jest realistyczny. Polska leży na wschodniej flance NATO i nie może pozwolić sobie na eksperyment polegający na wymianie sprawdzonych zdolności na jedną technologiczną obietnicę. Drony trzeba rozwijać szybko. Równie stanowczo trzeba wzmacniać obronę przeciwpancerną, wojska pancerne, rozpoznanie i logistykę.
Stawka jest prosta: skuteczność obrony oraz życie polskiego żołnierza. Dywersyfikacja ma wartość wtedy, gdy tworzy odporny system walki i wzmacnia krajowy potencjał. Bez konsekwentnego wykonania pozostanie słusznym zdaniem z konferencji. Z wykonaniem może stać się jednym z filarów polskiej suwerenności wojskowej.
Źródło: Defence24, „Przeciwpancerna dywersyfikacja w Wojsku Polskim”
Źródło: Defence24








