Giuseppe Conte 21 sierpnia otworzył we włoskiej lewicy spór o woke, a Laura Boldrini i Rocco Casalino dzień później próbowali go wyjaśniać w Corriere della Sera. Lucio Malan z Braci Włoch odpowiada: lewica odcina się od ideologii dopiero po szkodach. To lekcja także dla Polski.
Lewica gubi wspólny język
Giuseppe Conte, lider Ruchu 5 Gwiazd, w piątek 21 sierpnia wszedł w debatę o kulturze woke i uderzył w czuły punkt włoskiej lewicy. Jak odnotowała agencja ANSA, Conte pisał o potrzebie wyznaczenia prawdziwych priorytetów progresywnej formacji i o nadmiernym ciężarze ideologicznego języka. W praktyce powiedział swoim sojusznikom: wyborów nie wygra się słownikiem aktywistów.
To nie jest drobna kłótnia o styl. Włochy pokazują, jak gwałtownie lewica traci kontakt z klasami pracującymi, małymi przedsiębiorcami i zwykłymi rodzinami, gdy zamiast kosztów życia, bezpieczeństwa i pracy stawia na rewolucję obyczajową. Dziennik Narodowy pisał już, iż Conte wyprzedza Elly Schlein w walce o przywództwo po lewej stronie sceny. Teraz ten spór dostał ideologiczną nazwę.
Boldrini broni starego kursu
Laura Boldrini, była przewodnicząca Izby Deputowanych i posłanka Partii Demokratycznej, próbowała łagodzić obraz pęknięcia. W rozmowie relacjonowanej przez Corriere della Sera przekonywała, iż włoski wariant woke był mniej radykalny niż amerykański i iż lewica powinna łączyć sprawy socjalne z obyczajowymi. W jej ujęciu walka o płacę minimalną, publiczną ochronę zdrowia i koszty energii nie wyklucza dalszego nacisku na postulaty progresywne.
Ten argument brzmi znajomo. Lewica najpierw przesuwa język debaty, potem nazywa sprzeciw brakiem wrażliwości, a gdy przychodzą rachunki wyborcze, tłumaczy, iż przecież chodziło tylko o godność i prawa. Problem polega na tym, iż zwykły obywatel widzi skutki wcześniej niż partyjne centrale. Widzi presję na szkołę, media i administrację. Widzi moralny szantaż wobec każdego, kto nie chce ideologicznej przebudowy życia społecznego.
Casalino mówi o bezpieczeństwie
Jeszcze ciekawszy był głos Rocco Casalino, byłego rzecznika Contego. W rozmowie z Corriere della Sera przyznał, iż ruch woke zwrócił uwagę na dyskryminację, ale jego skrajności zaszkodziły sprawie. Dodał też rzecz dla lewicy szczególnie niewygodną: imigracja i ekstremizm islamski należą do głównych obaw Włochów, także wielu osób homoseksualnych, które boją się o swoje bezpieczeństwo.
To zdanie rozbija wygodny schemat. Nie da się równocześnie twierdzić, iż bezpieczeństwo jest prawicową obsesją, i słyszeć od ludzi z własnego obozu, iż realne napięcia społeczne istnieją. O migracji trzeba mówić godnie, bez pogardy wobec ludzi. Ale trzeba mówić prawdę: integracja wymaga czasu, kontroli, jasnych zasad i odwagi państwa. Bez tego koszt spada na dzielnice, szkoły, policję i rodziny.
Malan: po szkodach przychodzi odwrót
Na tę próbę odwrotu ostro odpowiedział Lucio Malan, przewodniczący senatorów Fratelli d’Italia. Według relacji Libero Quotidiano polityk wskazał, iż lewica próbuje odczepić się od woke po latach wspierania tej ideologii, podobnie jak wcześniej wycofywała się z komunizmu i wrogości wobec własności prywatnej. W jego ocenie mechanizm jest stały: najpierw nacisk ideologiczny, później szkody, a na końcu udawanie, iż nikt nie był za to odpowiedzialny.
To porównanie jest ostre, ale politycznie czytelne. Włoska prawica rozumie, iż spór o woke nie dotyczy tylko uniwersyteckich debat. Dotyczy państwa, szkoły, języka prawa, rynku pracy i wolności człowieka, który nie chce każdego dnia zdawać egzaminu z poprawności politycznej. Podobny konflikt widać w innych krajach Europy, choćby wtedy, gdy fińska prawica domagała się usunięcia ideologicznych treści ze szkół.
Polski wniosek jest prosty
Dla Polski ta włoska awantura ma znaczenie praktyczne. Nie wolno pozwolić, by importowany język aktywistów stał się językiem państwa, szkoły i sądów. Suwerenność nie kończy się na granicy i fladze. Obejmuje także prawo narodu do obrony własnej kultury, rodziny i porządku społecznego przed presją ideologii, która przychodzi pod hasłami postępu.
Lewica w Rzymie zaczyna liczyć straty, bo wyborcy nie żyją akademickimi manifestami. Żyją rachunkami, pracą, bezpieczeństwem dzieci i spokojem we własnej dzielnicy. Polska prawica powinna wyciągnąć z tego jeden wniosek: trzeba zatrzymać ideologię wtedy, gdy wchodzi do instytucji, a nie dopiero wtedy, gdy jej autorzy zaczną udawać niewinnych.
Źródło: Libero Quotidiano, ANSA, Corriere della Sera, La Repubblica, Il Giornale
Źródło: liberoquotidiano











