Własny prąd daje wolność

liderzyinnowacyjnosci.com 1 tydzień temu

Rosnące ceny prądu, gazu i ogrzewania sprawiają, iż coraz więcej osób szuka sposobu na uniezależnienie się od rachunków. Bogusław Okulski od lat przekonuje, iż „wolność energetyczna” nie jest futurystyczną ideą, ale praktycznym rozwiązaniem możliwym do wdrożenia już dziś. Wyjaśnia, dlaczego własny prąd daje prawdziwą niezależność, czemu wiele domów nie nadaje się do pomp ciepła i jak sprawić, by koszty utrzymania domu spadły niemal do zera.

Od wielu lat zajmuje się Pan tzw. wolnością energetyczną. Co adekwatnie kryje się pod tym pojęciem?

Wolność energetyczna to przede wszystkim możliwość wyzerowania albo radykalnego ograniczenia kosztów utrzymania domu. Mówimy o ogrzewaniu, energii elektrycznej i ciepłej wodzie. Nie chodzi o ideologię, tylko o bardzo konkretne pieniądze zostające w kieszeni właściciela domu. Cała idea polega na takim dobraniu rozwiązań technicznych, żeby dom przestał generować wysokie rachunki.

Czy to rzeczywiście jest dziś możliwe?

Tak, ale trzeba podejść do tego racjonalnie i indywidualnie. Nie ma jednego rozwiązania dla wszystkich. Jeden dom ogrzewany jest gazem, drugi węglem, trzeci już prądem albo pompą ciepła. Najpierw trzeba ustalić fakty: jakie jest zużycie energii, jakie są straty ciepła, ile prądu zużywa domownik w ciągu roku. Dopiero wtedy dobiera się rozwiązania. I podkreślam — nie chodzi o siedzenie po ciemku czy życie w wyrzeczeniach. Dom ma funkcjonować normalnie, tylko taniej.

Od czego zaczyna się taka droga do energetycznej niezależności?

Od ograniczenia strat. Ocieplenie domu to absolutna podstawa. o ile poprawimy termoizolację budynku, to automatycznie zmniejszamy zużycie każdego nośnika energii — gazu, węgla, prądu czy oleju opałowego. Ale samo ocieplenie jeszcze nie daje wolności energetycznej. Ono po prostu ogranicza potrzeby energetyczne domu. Prawdziwa niezależność zaczyna się wtedy, kiedy produkujemy własną energię.

I tutaj pojawia się fotowoltaika?

Tak, choć ja na początku rozmów choćby unikam tego słowa, bo ludzie mają już dosyć akwizytorów chodzących od domu do domu. Ja rozmawiam przede wszystkim o ekonomii. Pytam człowieka: czy chce zaoszczędzić dziesiątki tysięcy złotych w swoim budżecie? jeżeli tak, to dopiero przechodzimy do konkretów. A konkrety są takie, iż dziś własny prąd daje realną wolność energetyczną.

Czyli fotowoltaika jest w tej chwili najważniejszym elementem tego systemu?

Bardzo ważnym. Można opowiadać o technologiach przyszłości, o wodorze czy innych wynalazkach, ale ja zawsze pytam: pokaż mi rozwiązanie, które można dziś realnie wdrożyć u tysięcy ludzi. I wtedy zapada cisza. Fotowoltaika jest w tej chwili jedynym powszechnie dostępnym i ekonomicznie uzasadnionym sposobem na uzyskanie dużej niezależności energetycznej.

Wielu ludzi słyszy jednak, iż fotowoltaika przestała się opłacać.

To trzeba rozdzielić grubą kreską. Czym innym jest wielki biznes energetyczny, farmy fotowoltaiczne czy ogromne inwestycje przemysłowe, a czym innym prywatny dom albo mała firma. Ja mówię o zwykłych ludziach, którzy chcą ograniczyć rachunki i mieć święty spokój. Dla nich fotowoltaika przez cały czas ma sens, pod warunkiem iż instalacja jest dobrze dobrana do rzeczywistych potrzeb domu.

Jak wygląda taki dobrze dobrany system?

Wszystko zależy od zużycia energii i sposobu ogrzewania domu. Jednemu wystarczy mniejsza instalacja, drugi potrzebuje większej. Dzisiaj zwrot inwestycji wynosi przeciętnie około czterech lat. To tak, jakby ktoś zapłacił z góry za kilka lat rachunków za prąd, gaz czy węgiel. Po tym czasie zaczyna realnie oszczędzać. W niektórych przypadkach ten okres pozostało krótszy.

Podaje Pan przykłady domów z rachunkami wynoszącymi zero złotych. To naprawdę działa?

Oczywiście. Mam klientów, którzy od ośmiu lat mają praktycznie wyzerowane koszty energii. Pokazuję ludziom realne faktury. Nie prezentacje marketingowe, tylko dokumenty. W wielu przypadkach rachunki przez większą część roku wynoszą kilka czy kilkanaście złotych, a bywają też całkowicie zerowe. To nie jest teoria.

A co z pompami ciepła? Jeszcze niedawno przedstawiano je jako rozwiązanie idealne.

I tutaj trzeba zachować zdrowy rozsądek. Pompy ciepła dobrze działają przede wszystkim w nowych domach z ogrzewaniem podłogowym i niskotemperaturowym systemem grzewczym. Tymczasem większość starszych domów w Polsce ma stare instalacje i klasyczne kaloryfery. W takich warunkach pompy często tracą swoją efektywność ekonomiczną. Dlatego ja zawsze patrzę przede wszystkim na opłacalność. Nie interesuje mnie moda, tylko realne koszty dla właściciela domu.

Zajmuje się Pan również energetyką wiatrową?

Nie, bo chcę być uczciwy wobec ludzi. W przypadku małych turbin wiatrowych bardzo często mamy więcej marketingu niż realnych korzyści. Wiele z tych urządzeń wygląda efektownie, ale ich wydajność jest niewielka. Ja wolę proponować rozwiązania sprawdzone i przewidywalne ekonomicznie.

Ile osób skorzystało już z Pańskich konsultacji?

Myślę, iż zbliżamy się już do tysiąca osób. Jedni całkowicie wyzerowali rachunki, inni ograniczyli je częściowo, bo nie zawsze pozwalają na to warunki techniczne — dach, działka czy lokalizacja. Ale zasada jest prosta: im więcej własnej energii produkujesz, tym większą masz wolność.

Prowadzi Pan bezpłatne konsultacje?

Tak. Od lat rozmawiam z ludźmi telefonicznie, analizujemy ich sytuację i szukamy najlepszych rozwiązań. Nie chodzi o sprzedaż za wszelką cenę, tylko o pokazanie, co naprawdę ma sens ekonomiczny. Wokół tego powstał choćby taki nieformalny klub właścicieli budynków wolnych energetycznie i żywieniowo, gdzie ludzie wymieniają się doświadczeniami i praktyczną wiedzą.

Czyli wolność energetyczna nie jest już wizją przyszłości?

Nie. Ona już istnieje. Tylko trzeba oddzielić realne rozwiązania od marketingowych opowieści. Bo rachunki płaci się prawdziwymi pieniędzmi, a nie sloganami.

Rozmawiał Marek Tomaka

Idź do oryginalnego materiału