Wioska chce opuścić Wielką Brytanię. To protest przeciwko działaniom rządu

1 godzina temu

Paddington chce opuścić Wielką Brytanię - informuje BBC. Mieszkańcy miejscowości zagłosowali za opuszczeniem Zjednoczonego Królestwa w ramach protestu wobec zakwaterowywania na okolicznym terenie wojskowym osób ubiegających się o azyl. Chociaż przeprowadzone referendum nie ma mocy prawnej, jego wyniki odbiły się szerokim echem w całym kraju.

Pexels / Ellie Burgin / Edmond Dantès
Mieszkańcy wioski Paddington zagłosowali za opuszczeniem Wielkiej Brytanii

Paddington jest małą wioską w południowo-wschodniej Anglii, w hrabstwie Oxfordshire. W kraju zrobiło się o niej głośniej za sprawą protestu mieszkańców. BBC poinformowało w środę, iż zagłosowali oni za opuszczeniem Wielkiej Brytanii.

Sprzeciwiają się pomysłowi tamtejszego MSZ, polegającego na umieszczeniu 1200 osób ubiegających się o azyl w pobliskim ośrodku ministerstwa obrony.

Mieszkańcy Paddington wyrazili sprzeciw

Lokalna rada parafialna zorganizowała referendum, w którym 285 mieszkańców opowiedziało się za opuszczeniem Wielkiej Brytanii, 26 było za pozostaniem, a jeden głos okazał się nieważny. Oczywiście referendum nie ma żadnej mocy prawnej, ale pokazuje nastroje wśród mieszkańców.

ZOBACZ: Francja i Wielka Brytania odpowiadają na oskarżenia Kremla. "Bezczelne kłamstwo"


Jednocześnie część z nich ma obawiać się, iż Paddington stanie się punktem zapalnym do konfliktu politycznego na szerszą skalę, jak podaje BBC. Danny Toom, skrajnie prawicowy aktywista stwierdził, iż zwolennicy jego grupy Patriot Platform mogą przyjechać do wioski, aby zatrzymać osoby ubiegające się o azyl. Z kolei jedna z mieszkanek powiedziała temu samemu medium, iż "nigdy nie doświadczyła takiego poziomu rasizmu".

Politycy odnieśli się do protestu w Paddington

Na sytuację w Paddington zareagowali niektórzy brytyjscy politycy. Przewodniczący rady Tim McNally stwierdził w rozmowie z BBC, iż mieszkańcy pokazali przykład demokracji w praktyce oraz wysłali światu wiadomość. Z kolei Lisa Nandy, członkini rządu, powiedziała w Times Radio, iż "trzeba dzielić ciężar między biedniejsze i bogatsze społeczności".


Dodała jednak, iż obecny rząd odziedziczył po poprzednim zaległości w systemie azylowym. Od 2024 roku decyzje w sprawie wniosków o azyl miały zacząć być podejmowane szybciej, czego skutkiem ma być mniejsza potrzeba zapewnienia tymczasowego zakwaterowania na czas ich rozpatrywania.

ZOBACZ: Wielka Brytania nakłada sankcje na osadników z Izraela. "Akty przemocy"


Do sytuacji odnieśli się również opozycyjni politycy. Parlamentarzystki Suella Braverman i Sara Pochin pojawiły się w Paddington przed referendum. Pierwsza stwierdziła, jak podaje BBC, iż "mieszkańcy są przerażeni i nikt ich nie słucha". "Otwarte granice to dla Partii Pracy projekt. Dla całej reszty to problem, a dla mieszkańców Paddington to szczególnie poważny problem" - mówiła druga z nich, cytowana przez to samo źródło.


W sierpniu o wiosce wspominała też konserwatystka Kemi Badenoch. Na łamach "Daily Mail" stwierdziła, iż opuszczenie Wielkiej Brytanii przez Paddington jest tylko trochę mniej absurdalne od rządu zmuszającego go do przyjęcia czterokrotnie większej liczby ludzi.

WIDEO: "Istnieje spore zagrożenie". Były ambasador w Ukrainie o zakusach Rosji
Idź do oryginalnego materiału