Wina, kara i drzewa / branimir

publixo.com 1 godzina temu

WINA, KARA I DRZEWA
Co jakiś czas w dyskusji publicznej z ożywioną siłą wraca temat dramatycznych wyczynów i kar za nie. Prymitywne umysły znajdują prostą receptę: zaostrzyć kary. Ci bardziej wyrafinowani dodają: kara powinna być nieuchronna. Wszyscy oni argumentują, iż tylko surowość i nieuchronność kary razem złączone mają walor odstraszania. Obie te argumentacje poniekąd są słuszne. Nie do końca jednak. Tak byłoby, gdyby popełniający owe straszne czyny byli podobni do argumentujących – albo inaczej: byli w takiej sytuacji jak owi recenzenci. I kiedy stoją z boku obserwując różnych złych mówią takie rzeczy szczerze. Kiedy jednak okazuje się, iż sami zrobili coś nagannego, karalnego przestają być tak prostolinijni i zaczynają niuansować. Albo – jeżeli to politycy – to zło widzą u swych konkurentów do władzy, a nie u siebie. Senator Kwiatkowski ( niezrzeszony kolega KO), skazany za przestępstwa urzędnicze z czasów, gdy był prezesem NIK –u, bardzo pryncypialnie wypowiada się o Z. Ziobrze za jego unikanie kontaktu z polskim wymiarem sprawiedliwości. Ten ostatni, będąc jeszcze będąc ministrem sprawiedliwości, też wielokrotnie dziwił się publicznie kombinacjom jurystycznym swych politycznych oponentów.
Czy kary mają być surowe czy szybkie i nieuchronne jest jednak bez znaczenia wobec tego, iż prawie żaden popełniający czyn karalny, zabroniony nie liczy się z tym, iż zostanie złapany. Nie, oni wszyscy raczej liczą na, iż jakoś się śliźnie, iż się uda, nie złapią. Prawie wszyscy – ludzie są różni, a choćby – jak śpiewała ULICA: „ludzie nie są braćmi/ nie są choćby kuzynami”. Są tacy, który liczą się z karą, kalkulują ją, wliczają w koszty do poniesienia i dochodzą do wniosku: dźwignę ją, albo choćby wliczę ją w koszty, a jeżeli złapią to zapłacą ją moi klienci. Nie złapią, to zostanie mi w kieszeni i już. Kara nie ma wymiaru odstraszającego.
Nie spotkaliście takich? Spotkaliście takich, tylko może nie jesteście tego świadomi.
Na przykład duże firmy, koncerny. Pracowałem – pewnie o tym wspominałem w NSK ( czy to się tłumaczy jako Narodowosocjalistyczny Koncern?), eufemistycznie mówiąc dość nonszalancko traktujący prawa pracownicze, przegrywający co i rusz sprawy w sądach pracy. Świadomy ten koncern był tego, iż tylko co któryś tak potraktowany pracownik wytoczy sprawę. Bo do tego trzeba poświęcić mnóstwo czasu, energii, a często i zainwestować w to pieniądze. Dziś pracuję w innej, ale podchodzącej do pracowników podobnie, jeżeli nie gorzej, firmie. Też zdarza im się przegrywać. Ale tylko co któryś z tak potraktowanych pracowników podejmuje walkę – reszta odwraca się z niesmakiem, goryczą i chce o tym traumatycznym doświadczeniu zapomnieć, wziąć je w nawias.

A skąd w tytule drzewa? Nie pomnę w tej chwili miasta, w którym się to wydarzyło – tv opowiedziało tą historię wczoraj ( 11. 06. 26). Oto deweloper przy budowanym przez siebie bloku powalił 6 dorodnych, ponad stuletnich dębów. Sąsiedzi nagrali to i film ten był ilustracją do historii o tym. Na miejsce wezwano Straż Miejską ( nie została wpuszczona na budowę) a potem policję ( nie została wpuszczona na teren budowy). Powiadomiony o fakcie burmistrz miasta ze smutkiem stwierdził, iż deweloper nie wystąpił o pozwolenie na wycinkę ( pewnie zresztą by go nie dostał), a karę za swój czyn z pewnością wliczył w cenę za metr kwadratowy sprzedawanych mieszkań – zapłacą tą karę nabywcy lokali. Potencjalni my. choćby jeżeli kara będzie surowa, szybka i nieuchronna. Kto ją poniesie? No cóż – to smutne – nie sprawca, ale ofiara.
Na koniec pytanie: co myślicie o prawie do linczu w takich sytuacjach? Zamiast postępowania sądowego czy mediacji? No dobra, mediacja potem – bo nie warto tak porzucać liberalnego spojrzenia na sprawę.
Idź do oryginalnego materiału