Wieloryb Timmy nie żyje? Gdzie kończy się ratowanie a zaczyna męczenie zwierząt

1 godzina temu
Zdjęcie: Timmy


W ostatnich tygodniach byliśmy świadkami fenomenu, który wzbudził dużo emocji na całym świecie. Humbak Timmy, który ugrzązł w płytkich wodach Bałtyku, doczekał się bezprecedensowej akcji ratunkowej. Zdaniem niektórych był to tryumf ludzkiej solidarności z morskimi ssakami, zdaniem innych – nieracjonalne przedłużanie cierpienia zwierzęcia.

Humbak w Bałtyku

Wieloryb Timmy 23 marca br. ugrzązł w płytkich wodach u plaży Timmendorfer Strand, na niemieckim wybrzeżu Bałtyku – tej lokalizacji zawdzięcza swoje medialne imię. Młody, 12-metrowy ssak próbował sam wypłynąć na głębsze wody w czasie przypływu, ale bezskutecznie. Po kilku dniach ugrzązł ponownie w okolicach wyspy Poel.

Obserwatorzy donosili już wówczas, iż w pysku humbaka są pozostałości lin i sieci, więc zwierzę jest najprawdopodobniej osłabione wcześniejszym incydentem. Na skórze wieloryba pojawiły się również symptomy choroby wynikającej z przebywania w niedostatecznie słonej wodzie. 1 kwietnia rząd landu Meklemburgia-Pomorze Przednie, idąc za radą lokalnych naukowców, zdecydował, iż najlepiej będzie pozwolić zwierzęciu umrzeć w spokoju.

Z opinią ekspertów nie zgodzili się jednak mieszkańcy Meklemburgii – po medialnych protestach w akcję ratowania Timmy’ego zaangażowało się dwóch niemieckich miliarderów oraz minister ds. żywności, rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa Till Backhaus, którego partia walczy o poparcie w przyszłorocznych wyborach regionalnych.

Może cię zaciekawić: Martwy wieloryb na plaży Wolińskiego Parku Narodowego

Chaotyczna akcja ratunkowa

Tym samym rozpoczęło się medialne szaleństwo wokół wieloryba. Relację z działań pomocowych śledziło na żywo w internecie tysiące ludzi, a w akcję angażowały się kolejne osoby, spragnione poklasku. Naukowcy specjalizujący się w fizjologii i zachowaniach waleni odmówili udziału w pomaganiu, nazywając je aktem okrucieństwa wobec zwierzęcia.

Wieloryb Timmy był już wyraźnie osłabiony, ale mimo to kilkakrotnie usiłował się przemieszczać. Najpierw wykopano dla niego tunel, pogłębiając płytkie dno Bałtyku, a później próbowano holować go na nadmuchiwanych pontonach. W końcu humbaka załadowano na barkę, która przez duńskie cieśniny przedostała się na Morze Północne.

Finał akcji ratowniczej również wywołał sporo kontrowersji. Humbak nie kwapił się do samodzielnego opuszczenia barki, więc pomagano mu dzięki liny holowniczej uwiązanej do płetwy ogonowej. Eksperci stanowczo potępili ten proceder, podkreślając ogromne ryzyko wystąpienia urazu. W końcu wieloryb Timmy wypłynął na otwartą wodę, co wywołało w mediach społecznościowych wielką euforię.

Warto przeczytać: Narodziny małego kaszalota uchwycone na przełomowym nagraniu wideo

Czy Timmy potrzebował naszej pomocy?

Cała historia nie ma jednak happy endu. Nadajnik GPS, w który wyposażono humbaka, przestał emitować sygnał. Los zwierzęcia pozostaje nieznany, a biologowie z Niemieckiego Muzeum Oceanograficznego podejrzewają, iż Timmy nie żyje. Ich zdaniem zwierzę już przed miesiącem było w bardzo złym stanie, a kilkutygodniowy pobyt w Bałtyku dodatkowo je osłabił – jego szanse na przeżycie nieopodal często nawiedzanej przez statki Cieśniny Skagerrak od początku były minimalne.

Reprezentujący placówkę oceanograf Burkard Baschek przyznaje, iż trudno było mu oglądać wysiłki ekipy próbującej zdjąć humbaka z barki. Zwierzę musiało bardzo cierpieć – dodaje naukowiec.

Panel ekspertów Międzynarodowej Komisji Wielorybnictwa (IWC) już przed miesiącem orzekł, iż jedynym odpowiedzialnym, humanitarnym i pragmatycznym działaniem było utrzymanie umierającego na mieliźnie zwierzęcia w stanie wilgotności i zapewnienie mu ciszy. Podejmowanie akcji ratunkowej uznano otwarcie za niewskazane. Opinia publiczna zadecydowała jednak inaczej.

Całe przedsięwzięcie kosztowało 1,5 mln euro i chociaż środki te pochodziły z prywatnych kieszeni, trudno nie zadać pytania, czy nie dało się wykorzystać ich lepiej. Z korzyścią dla zwierząt.

Idź do oryginalnego materiału