Wielomski: Chińska Global Governance Initiative

3 dni temu

Z zainteresowaniem przeczytałem francuskojęzyczną wersję dokumentu Document conceptuel de l’Initiative pour la gouvernance mondiale, opublikowaną przez rząd Chińskiej Republiki Ludowej (fmprc.gov.cn). Z tej racji, iż zajmuję się stosunkami międzynarodowymi jest to dokument, którego treść mnie nie zaskoczyła. W istocie stanowi on podsumowanie koncepcji porządku światowego głoszonego przez Pekin od dawna, szczególnie od czasu gdy, wraz z dojściem do władzy Xi Jinpinga, państwo to wyszło z politycznego cienia i zaczęło prowadzić bardziej aktywną politykę, acz jest to polityka ostentacyjnie pokojowa.

Oglądamy dziś rozkład dotychczasowego porządku międzynarodowego. Z jednej strony cechował się on fundamentalną zasadą równości wszystkich państw w oczach prawa międzynarodowego. Z drugiej, dając wszystkim państwom formalną równość wobec tego prawa, nie dawał im równego głosu. Pięć mocarstw zasiadało w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z prawem weta absolutnego. Było to o tyle logiczne, iż ciało złożone z prawie 200 państw nie mogłoby sprawnie obradować i podejmować decyzji, a małe państwa nie byłyby zdolne wziąć na siebie odpowiedzialności – także militarnej – za realizację rezolucji ONZ. Pięć mocarstw dostało większe prawa, gdyż miały możliwości dbania o zachowanie prawa i pokoju. Paradoksalnie, system ten lepiej działał w okresie Zimnej Wojny, gdy świat podzielił się na dwa bloki, niż po upadku ZSRR. W warunkach hegemonii USA wszystkie państwa – zarówno te w RB ONZ, jak i w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ – stały się lalkami w amerykańskim teatrze. Rzadko ktoś odważał się przeciwstawić dyktatowi USA, a gdy miało to miejsce, to Waszyngton bezceremonialnie łamał prawo międzynarodowe i uchwały RB ONZ (np. druga wojna z Irakiem, bombardowania Jugosławii i Libii). Amerykański terroryzm państwowy swoje apogeum osiągnął przy okazji porwania prezydenta Wenezueli (styczeń 2026) i niesprowokowanego ataku na Iran, który oglądamy.

Agresja na Iran wykazała to, o czym badacze tzw. potęgometrii (dyscypliny badającej potęgi państw) mówili od dawna: w stosunku do gwałtownie rosnących na sile państw takich jak Chiny, Rosja, Indie, etc., potęga amerykańska relatywnie zaczyna spadać i USA stają się władcą świata tylko w swoim subiektywno-narcystycznym przekonaniu o własnej wielkości. Powstaje świat wielobiegunowy. W tej sytuacji czas zastanowić się nad światem, gdzie prymat USA upadł. Chiński dokument stanowi propozycję urządzenia świata post-amerykańskiego. Wskazałbym tutaj kilka elementów tej koncepcji:

1/ Chiny chcą przywrócić fundamentalne idee ONZ. Najważniejsze i najbardziej konkretne z pięciu zasad to równość wszystkich państw w oczach prawa międzynarodowego, zakaz łamania suwerenności państw przez interwencje mocarstw i zasada wielobiegunowości, wyrażana przez Radę Bezpieczeństwa ONZ.

2/ W dokumencie mówi się o zbyt niewielkiej reprezentacji Globalnego Południa w systemie ONZ, wskazując na potrzebę reformy ONZ. Nie ma mowy o powrocie do ładu z momentu, gdy ONZ powstawała 80 lat temu. Uwidacznia to skład Rady Bezpieczeństwa. W jej składzie znajdują się dwa upadłe mocarstwa, tylko dlatego, iż 80 lat temu wygrały wojnę (Francja i Wielka Brytania), gdy nie ma w jej składzie na przykład rosnącej wielkiej potęgi w postaci Indii. W tej sytuacji – omawiany dokument tego nie przedstawia – trzeba albo ograniczyć RB ONZ do autentycznych mocarstw (USA, Chiny, Rosja), albo rozszerzyć ją o mocarstwa niebędące supermocarstwami (Indie, Brazylia, Niemcy, Japonia, etc.). W tym drugim wypadku liczba stałych członków urosłaby tak bardzo, iż nie dałoby się utrzymać zasady weta absolutnego, gdyż sparaliżowałoby to proces decyzyjny.

O siebie dodam, iż należałoby dokonać uściślenia kilku zasad, które stały się źródłami faktycznego rozkładu obecnego systemu na płaszczyźnie prawnej:

1/ Karta ONZ zakazuje prowadzenia wojen napastniczych, ale jest bezradna w sytuacji, gdy napastnik nie wypowiada wojny, ale ogłasza „operację pokojową”, „interwencję” czy „specjalną operację wojskową”. Nauki o bezpieczeństwie ukuły na to zjawisko pojęcie „konflikt zbrojny”. Twórcy Karty Narodów ONZ uznali, iż agresor wypowiada wojnę i wierzyli, iż zakaz jej wypowiadania spowoduje, iż wojen nie będzie. Za Grocjuszem stali na stanowisku, iż „państwa albo są w stanie wojny, albo pokoju”. Odnowione prawo międzynarodowe musi dokonać rewizji tego stanowiska, dostosowując się do rzeczywistości.

2/ Także myśl formuły Grocjusza twórcy Karty Narodów ONZ nie uwzględnili sankcji nakładanych na państwa lub potęgi przez inne potęgi. Prawo międzynarodowe nie zakazuje stosowania jednostronnych sankcji, gdyż w momencie jego uchwalania nie znano jeszcze takiego instrumentu. Kwestia ta wymaga uregulowania.

3/ Karta Narodów ONZ oparta jest na sprzecznych zasadach. Z jednej strony uznaje zasadę obrony integralności państwa, zakazując secesji bez zgody organu centralnego, gdy z drugiej strony uznaje fundamentalną formułę praw narodów do samostanowienia. Sprzeczność tę USA wykorzystało przy odrywaniu od Serbii Kosowa, a Rosja anektując Krym i Donbas. Twórcy prawa międzynarodowego błędnie uznali, iż istniejące w chwili powstania ONZ granice są sprawiedliwe i nie będzie potrzeby ich zmieniania, a pisząc o prawie narodów do samostanowienia mieli na myśli kolonie, które w przyszłości uzyskają niepodległość. Tymczasem istniejące granice są kwestionowane przez wiele narodów i należałoby wprowadzić mechanizm ich pokojowej zmiany, choćby gdy nie zgadzają się na nie władze centralne.

Reasumując, uważam chiński dokument za dobry ogólny punkt wyjścia do dyskusji o porządku międzynarodowym, który w najbliższych latach musi ukształtować się po kresie dominacji amerykańskiej, a szerzej, Zachodu nad światem. Chiny uczyniły słusznie publikując dokument dość ogólnikowy i unikający szczegółów, gdyż ma on stanowić punkt wyjścia do dyskusji, która w najbliższych latach czeka całą ludzkość.

Adam Wielomski

Idź do oryginalnego materiału