Warto tu żyć

1 godzina temu

21 kwietnia 2024 roku, w wyniku wyborów, Świdniczanie powierzyli Marcinowi Dmowskiemu misję pełnienia roli gospodarza Świdnika. Na ile było to dla niego nowe wyzwanie, a na ile konsekwencja wcześniej podjętych decyzji? Jak ocenia to z perspektywy minionych dwóch lat?

– Postanowieniu o starcie w wyborach na urząd Burmistrza Miasta Świdnik towarzyszyły pewnie jakieś plany.

– Było ono w pewnym sensie naturalne. Przepracowałem całą kadencję w roli zastępcy burmistrza Waldemara Jaksona i trudno było zatrzymać się w połowie drogi. Wcześniej jeszcze sprawowałem mandat radnego, więc w sumie, od 2014 roku spędziłem w samorządzie dwanaście lat. Musiało to zaowocować doświadczeniem, przemyśleniami, wizją i decyzjami. Dlatego, prawdę mówiąc, nie widzę siebie w krajobrazie miasta jako totalnie nowego burmistrza, który wziął się znikąd. Swoją wizję realizowałem z różnym natężeniem, na kilku etapach i szczeblach decyzyjności pracy w samorządzie. Czy to jako radny Klubu Radnych Waldemar Jaksona, czy też będąc jego zastępcą i teraz jako burmistrz. Waldemara Jakson dawał bardzo duże pole do działania, a więc i zdobywania doświadczeń. Przypomina mi się takie powiedzenie burmistrza: róbcie tak, żeby było dobrze. Czyli mogliśmy odczuć pewien margines swobody, ale i bagaż odpowiedzialności. Tak naprawdę w ciągu dwóch lat kadencji burmistrza nie da się żadnego poważnego projektu rozpocząć i doprowadzić do końca. Zawsze jesteś kontynuatorem, albo inicjatorem. Więc nie mam poczucia, iż jestem tu nowy, iż się odcinam od przeszłości i zaczynam wszystko od nowa. Wizji miasta nie realizuje się nagłymi zwrotami akcji, ale konsekwentnie, krok po kroku.

– Warto było chyba jednak obrać jakiś cel, który można by nazwać strategicznym.

– Moim celem i chyba nie tylko moim było podejmowanie takich decyzji, by miasto nie zwijało się, ale w miarę możliwości rozwijało. Rzeczywistości nie zakłamiemy i pewnych tendencji obecnych w całej Polsce i Europie nie oszukamy. Myślę o problemie demograficznym, z którym borykają się zwłaszcza ośrodki mniejszej wielkości. Rolą samorządów jest prowadzenie takiej polityki, by miasto nie wyludniało się w szybkim tempie, ale żeby prowadzeniem aktywnej polityki prorozwojowej zatrzymywać dotychczasowych mieszkańców i próbować zachęcać innych do znalezienia tu sobie miejsca do życia. Realistycznym celem dla Świdnika jest w tej chwili zachowanie liczby jego mieszkańców na poziomie około 40 tysięcy.

– Nie da się tego zrobić samemu. Czy udało się Panu zbudować zespół, który jest w stanie podołać temu celowi?

– To ważna kwestia. Przyznam, iż pracując pięć lat jako zastępca burmistrza przyglądałem się ludziom, tworzyłem swego rodzaju zaplecze, na którym mogliśmy oprzeć naszą pracę. Dotyczyło to nie tylko samego Urzędu Miasta, ale również spółek miejskich, czy też, na przykład oświaty. Budowa pozycji Świdnika zależy tak naprawdę od bardzo szerokiego zespołu ludzi. Wydaje mi się, iż tę ekipę mam fajną, energiczną i kompetentną, a przede wszystkim, na czym zawsze mi zależało, złożoną z osób, które nie traktują swojej pracy wyłącznie w kategoriach obowiązku dającego materialne utrzymanie. Jestem przekonany, iż ze Świdnikiem są związani emocjonalnie i mają serce dla tego miasta.

– Żeby miasto było komfortowe do życia, trzeba stworzyć do tego jakąś bazę. Jakie powinny być jej najważniejsze elementy?

– Świdnik przechodził różne koleje losów. Burmistrz Jakson opowiadał mi o czasach wielkiej prosperity, jeszcze za komuny, kiedy wszystko, oczywiście na nieracjonalnych zasadach się budowało i tętniło życiem, ale też dramatycznej bessy, kiedy nie było wiadomo, czy żywicielka Świdnika, czyli fabryka śmigłowców, a razem z nią miasto, w ogóle przetrwają. W warunkach transformacji ustroju politycznego i gospodarczego trzeba było to wszystko przemodelować. Dzisiaj mamy taką sytuację w zakładzie, iż jego obroty w ciągu ostatnich pięciu czy sześciu lat wzrosły kilkakrotnie. Niestety dzieje się to również w wyniku napięć geopolitycznych i wzrostu wydatków na zbrojenia, ale dane ekonomiczne są obiektywne. Mamy też dobre położenie – wykorzystujemy zalety szybkich połączeń drogowych, lotniska i komunikacji kolejowej. Stworzyliśmy Strefę Aktywności Gospodarczej, która jest bardzo atrakcyjnym miejscem dla inwestorów. Wewnętrznie czuję, iż teraz największą potrzebą jest zajęcie się społeczną sferą życia miasta. Źródła utrzymania mamy, dobrze stoimy infrastrukturalnie. Budujemy jeszcze halę widowiskowo-sportową, którą kiedyś mieliśmy w innym miejscu, potem nie, a teraz odzyskujemy. Można narzekać, iż drogo, iż po co aż taka. Pamiętajmy jednak, iż taka inwestycja daje szansę na realizację ambicji kulturalnych i sportowych, zwłaszcza młodych Świdniczan, a efekt wizerunkowy prężnego miasta, które stać na wielki wysiłek inwestycyjny, jest również nie do przecenienia. Uważam także, iż dobrze opiekujemy się oświatą. Szkoły są dofinansowane, a ich baza, zarówno dydaktyczna, jak sportowa, wciąż, za niebagatelne pieniądze, jest modernizowana. Oświata ma zresztą największy udział w wydatkach budżetowych miasta.

– Czego wobec tego brakuje?

– Nie wydaje mi się, żebyśmy w czymkolwiek mieli jakieś bardzo znaczące zaległości. Możemy wybudować skate park, centrum dla młodzieży, albo więcej parkingów. Będziemy to robić, bo takie potrzeby zauważamy. Ale też powinniśmy budować wartości niematerialne, czyli wspólnotę, która ma gdzie i jak spędzać czas po wyjściu z pracy. Dużym wyzwaniem będzie w nadchodzących latach polityka senioralna. Niestety coraz rzadziej spotykamy się ze zjawiskiem, iż rodzina chce mieć dzieci. Społeczeństwo się starzeje. Musimy zadbać o to, by seniorzy byli zaopiekowani przede wszystkim pod względem zdrowotnym, ale też komfortu życia. Powinniśmy też ciągle pracować nad doskonaleniem komunikacji miejskiej, chociaż już teraz Świdnik, wśród miast współpracujących z lubelskim Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacyjnym, robi największy progres, jeżeli chodzi o rozwój siatki połączeń. Kupiliśmy trzy autobusy wodorowe, teraz przymierzamy się do projektu zakupu kolejnych siedmiu, tym razem elektrycznych. Kolejne wyzwanie to budowa wielopoziomowych parkingów. Samochodów przybywa w postępie geometrycznym, a miasto, przynajmniej w jego starej części, nie jest do tego przygotowane. Na pewno też, w obliczu zagrożenia agresją ze Wschodu, musimy zainwestować w bezpieczeństwo, o którym w ciągu minionych trzydziestu lat, jako kraj, zapomnieliśmy.

– Czy jest taka jedna rzecz, która, jeżeli się wydarzy, to będzie można za trzy lata powiedzieć, iż ta kadencja była udana?

– Chyba nie, ponieważ najważniejsze są procesy, a nie tak zwane kamienie milowe. Zależy mi na stabilnej sytuacji finansowej miasta. Niedawno opublikowano dosyć poważny moim zdaniem ranking finansowy samorządów. Oparty jest na kilku wskaźnikach: udział dochodów własnych w dochodach ogółem, relacja finansowej nadwyżki operacyjnej do dochodów, udział wydatków inwestycyjnych w wydatkach ogółem, obciążenie wydatkami bieżącymi na wynagrodzenia i pochodne, udział środków europejskich, relacja zobowiązań do dochodów i udział podatku dochodowego od osób fizycznych w dochodach bieżących. W tym porównaniu, ze 134 miejsca w Polsce awansowaliśmy w 2025 roku na 88. Myślę, iż w zestawieniu za rok 2026 nasza sytuacja będzie jeszcze lepsza. Ale wracając do osiągnięć materialnych, mamy już prawie nową halę widowiskowo-sportową, baseny, które już powstały i targowisko, którego nie musimy się wstydzić.

– Czyli kamienie milowe jednak są.

– Jest też odbudowa klubu sportowego, który w 2017 roku był w totalnym upadku. Avia od dziewięciu lat jest klubem miejskim. Wówczas, jako radny głosowałem za takim rozwiązaniem. Jesteśmy o krok od awansu do centralnej fazy piłkarskich rozgrywek ligowych, czyli do 2 ligi. Mamy za sobą występ w ćwierćfinale Pucharu Polski, po raz pierwszy od 40 lat. Tego wszystkiego nie robimy dla splendoru, ale żeby zachęcić dzieci i młodzież do uprawiania sportu, w którym potrzebne są wzorce, ludzie do naśladowania i podążania za ich sukcesem. Taka była filozofia powstania miejskiego klubu, zorganizowanie czasu dzieciom. Dzisiaj widać mnóstwo dzieciaków biegających za piłką w koszulkach Avii. Kiedyś, przed wielu laty, kopały piłkę pod blokami, a za bramkę robiły dwa kamienie. Dzisiaj czasy się zmieniły. Jest inna odpowiedzialność, inne niebezpieczeństwa. W tym wszystkim rośnie rola szkół i miasta.

– Czy było coś takiego, co mimo kilkunastu lat pracy w samorządzie było dla Pana zaskoczeniem?

– Przyszedłem do samorządu z prywatnego biznesu, w którym rządzą inne prawa niż w działalności publicznej. Decydowanie o publicznym pieniądzu odbywa się na zasadzie maksymalnej transparentności, która wymusza stosowanie się do procedur nieobecnych w biznesie. Z jednej strony jest to oczywiście zrozumiałe, bo gospodarujemy publicznymi środkami, z drugiej czasem spowalnia tempo pracy i generuje dodatkowe koszty dla podatnika.

– Skończymy wszystkie budowy, które teraz powstają i co dalej?

– Pytają mnie też o to pracownicy urzędu: – Ale co my burmistrzu będziemy wtedy robić? Zawsze rodzi się coś nowego. Przede wszystkim trzeba dbać o tę infrastrukturę, którą wybudowaliśmy i nie są to tanie rzeczy, przeciwnie, coraz droższe, im więcej ich masz. Z epokowych inwestycji, jeżeli tak to nazwać, myślę o dużym parkingu podwójnego wykorzystania, czyli miejsca schronienia na wypadek zagrożenia. istotną inwestycją będzie nowa siedziba Miejsko-Powiatowej Biblioteki Publicznej. Uzyskaliśmy pozytywną ocenę Urzędu Marszałkowskiego – to wiadomość z ostatniej chiwili, 11,5 mln zł dotacji. Z tyłu głowy mam budowę, którą chcielibyśmy zrealizować w kooperacji z Leonardo PZL-Świdnik, czyli ośrodka promującego naszą myśl techniczną, czegoś na kształt Centrum Nauki Kopernik, do którego chcą przyjeżdżać szkoły z całej Polski. Projekt nie będzie tani, ale bardzo ambitny i potencjalnie bardzo korzystny dla miasta. jeżeli już rozmawiamy o proporcji kosztów do korzyści, to przypomnijmy sobie historię powstawania Parku Avia. Też padały głosy, iż drogi, iż trzeba będzie dopłacać. Dzisiejsze realia są zupełnie inne i padają pytania, dlaczego nie większy? A komunikacja? Bardzo podoba mi się model londyński. Masz jeden bilet, bez problemu przesiadasz się z jednego środka komunikacji do drugiego, niekoniecznie w granicach Lublina i Świdnika. W końcu po coś należymy do Lubelskiego Obszaru Metropolitalnego.

– Jak w to wszystko wpisuje się najprostsza komunikacja bezemisyjna, czyli rowery?

– Już dzisiaj jesteśmy potęgą w skali kraju. Jesteśmy na 11. miejscu wśród wszystkich miast w Polsce pod względem gęstości ścieżek rowerowych przypadających na ich powierzchnię. Inwestujemy w nauczanie dzieci, jak radzić sobie w ruchu miejskim. Marzy mi się, żebyśmy stali się takim miastem „holenderskim” pod względem wykorzystania rowerów jako środka transportu. Widać to już pod świdnickimi szkołami.

– Gdyby podsumować minione dwa lata jednak kamieniami milowymi?

– Mam swoja listę i znowu, jedne projekty kontynuuję, niektóre kończę, inne rozpoczynam. Otwarcie hali SP nr 3, którą budowaliśmy z burmistrzem Jaksonem, budowa targowiska, zakup autobusów wodorowych, Stworzenie Centrum Usług Społecznych, które wspaniale się rozwija, Avia w ćwierćfinale Pucharu Polski, powstanie Dobrego Miejsca dla młodych, rozbudowa saunarium w Parku Avia, rozpoczęcie budowy Świdnik Areny, rozwój Pegimeku, który stał się dla nas głównym wykonawcą inwestycji drogowych, dzięki czemu pieniądze z podatków mieszkańców zostają w Świdniku. Zakończenie odysei budowy ulicy Dworcowej we współpracy z powiatem, budowa ulicy Dywizjonu 303, instalacja ładowarek samochodów elektrycznych, inwestycja w budynek PSONI, rekordowy budżet – 340 mln złotych. Kiedy rozpoczynałem pracę radnego, było 170 milionów. Start budowy Centrum Aktywności Społecznej. Koszty życia oczywiście rosną, ale zastanówmy się: odpady musimy wywozić, ścieki też eksportować. Żadna z tych rzeczy nie dzieje się bezkosztowo. Tylko pytanie do Świdniczanina – czy chcesz mieć to w mieście? Wzrost kosztów życia w Świdniku na pewno nas boli, ale widać już pewną ich stabilizację wynikającą na przykład z uszczelnienia sytemu zagospodarowania odpadów. Pilnujemy, żeby miasto było zadbane i czyste. Pilnujemy spraw lasu Rejkowizna, żeby nie został zdewastowany.

– Czym Świdnik wyróżnia się wśród innych miast?

– Poziomem bezpieczeństwa, spokojem, otoczeniem przyrodniczym, kompaktowością i do pewnego stopnia samowystarczalnością. A jeżeli potrzebujemy czegoś więcej, w piętnaście minut możemy być w Lublinie bez utraty świdnickiej tożsamości.

Idź do oryginalnego materiału