Od ponad miesiąca Kraków żyje sprawą kamienic na Kazimierzu – przy ulicach Józefa 9 i 11 oraz Bożego Ciała 24. Mieszkańcy otrzymali pismo od zarządcy, spółki De Silva Haus, z informacją o konieczności opuszczenia lokali w związku z planowaną budową hotelu. Choć prezydent Aleksander Miszalski zablokował inwestycję, przyszłość budynków wciąż pozostaje niepewna. Wyjaśniamy, o co dokładnie chodzi w tej sprawie, a także rozmawiamy z Bartkiem, jednym z organizatorów protestów. Kolejna demonstracja już w niedzielę.
Małgorzata Armada, KRKNews: Spółka De Silva Haus wydzierżawiła kamienice przy ul. Józefa i Bożego Ciała od Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich w 2011 r. Minęło zatem piętnaście lat, odkąd nieruchomości znalazły się w rękach dewelopera. Co się działo przez ten czas? Dlaczego sprawa dopiero teraz stała się tak głośna?
Bartek, jeden z organizatorów protestów, aktywista: – W 2011 r. osobiście nie zajmowałem się tą sprawą, natomiast wiem od moich kolegów i koleżanek wówczas działających w sprawie, iż już wtedy wybuchały protesty — tak jak rozumiem — przeciwko tej dzierżawie, ponieważ pojawiła się obawa o przyszłość lokatorów. Udało się ówczesne plany zablokować, ale przez te wszystkie lata nie działo się tak naprawdę nic z kamienicami, nikt o nie nie dbał. Zresztą od samego ich powrotu w ręce zakonu nie były przeprowadzane remonty. W trakcie naszych protestów w mediach pojawiały się rozmowy z mieszkańcami, którzy mówili, iż samodzielnie podciągali gaz, budowali łazienki, a zakon jako właściciel w ogóle nie partycypował w żadnych kosztach. Co jest sytuacją dla mnie niezrozumiałą i jednocześnie skandaliczną, bo to znaczy, iż dopuszczamy do sytuacji, w której instytucja, firma, zakon czy osoba prywatna może wynajmować ludziom mieszkania w budynkach, o które w ogóle nie dba i dopuszcza do stopniowej, powolnej ich degradacji. To wygląda jak bardzo mocno rozciągnięty w czasie proces czyszczenia kamienic. Znamy takie procedery, chociażby z Warszawy, gdzie swoje życie za sprawę oddała Jolanta Brzeska zamordowana przez mafię. Tam były sytuacje, iż pojawiali się dziwni ludzie i np. zdejmowali drzwi, prowadzili wyjątkowo uciążliwe prace remontowe, wyłączali prąd czy dopływ wody. Czyli robiono wszystko, żeby jak najbardziej utrudnić życie mieszkańców i doprowadzić do momentu, iż oni sami stamtąd wyjdą.
W Krakowie nie wygląda to chyba tak źle?
– W Krakowie zastosowano inny mechanizm, ale w rzeczywistości taki sam, bo nie remontując tych kamienic, doprowadzono budynki do stanu tak fatalnego, iż one siłą rzeczy stają się powoli niezdatne do zamieszkania. Byliśmy w piątek z moim kolegą, żeby nagrać krótkie wideo i pokazać, jak wygląda wnętrze kamienicy przy Józefa 9. Żeby się do niej dostać, musieliśmy wejść przez ogród Eszewerii, przez płot postawiony przez ekipę remontową i wejść od drugiej strony, bo od ulicy kamienica ma niesprawny domofon. Ja rozumiem, iż mieszkańcy mają klucz do bramy, ale to już przykład ewidentnego utrudnienia życia. Brama jest w koszmarnym stanie, schody, korytarze są bardzo ciemne, sami z duszą na ramieniu szliśmy po tych schodach, więc nie wyobrażamy sobie, jak tamtędy chodzą osoby starsze.
Ilu mieszkańców zostało w tych trzech kamienicach?
– Jest około 20 rodzin i wiele osób to właśnie osoby starsze, jedni z ostatnich mieszkańców Kazimierza, a adekwatnie Kazimierza i Starego Miasta, bo to jest jedna dzielnica i w okolicach Rynku też mamy do czynienia z pojedynczymi rodzinami. To jest efekt gentryfikacji i to są jego ofiary, ofiary procesu, który polega na odbieraniu dzielnicy funkcji mieszkaniowej na rzecz funkcji turystycznej. Nie tylko nie da się żyć w tych konkretnych kamienicach, o których mówimy, ale sam Kazimierz staje się miejscem trudnym do życia, zwłaszcza dla rodzin i osób starszych. To jest fantastyczna lokalizacja dla studentów i świetna lokalizacja dla turystów, natomiast ja, mając już ponad 40 lat na karku, już raczej bym się na Kazimierz nie sprowadził. Nie ma żadnych sklepów poza Żabkami, nie ma żadnych restauracji, na które byłoby przeciętnego człowieka stać. O barach mlecznych już choćby nie wspomnę, bo to też jest coś, co z krajobrazu Krakowa stopniowo znika.
Mówimy o tym, iż kamienice niszczały przez lata, więc co stało się zapalnikiem protestów?
– Z tego, co wiem, od grudnia mieszkańców usiłowano z tych kamienic wypędzić. Oni wtedy dostali nakaz opuszczenia tych lokali do końca marca. Nie jest więc prawdą, to co mówi prezydent Miszalski, iż sprawa wybuchła nagle i on nagle musiał reagować. Takie słowa padły na naszym pierwszym proteście, na którym się pojawił notabene niezaproszony i my mu wówczas zdecydowaliśmy nie udzielać głosu. Od 2011 r. było bardzo dużo czasu, aby zabezpieczyć choćby funkcję mieszkaniową tych kamienic, czyli po prostu przyjąć przepisy, według których nie może tam być hotelu, nie może tam być Airbnb, ekskluzywnej restauracji czy fancy butiku, tylko po prostu te lokale mają mieć funkcję mieszkaniową. Tego nie zrobiono i teraz jest — cytuję prezydenta — ratowanie tej sytuacji, ale to ratowanie na ostatnią chwilę.
Czy nie ma Pan wrażenia, iż ratowanie sytuacji jest powiązane z obecną sytuacją polityczną w Krakowie, czyli kwestią zbliżającego się referendum?
– Podejrzewam, iż gdyby nie referendum i szum w mediach, sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Jednak referendum o odwołanie prezydenta miasta w skali całego kraju jest czymś wyjątkowym i mam wrażenie, iż cała Polska polityczna obserwuje sytuację. Wchodzimy też w okres przedwyborczy, jeżeli chodzi o wybory parlamentarne,więc wyobrażam sobie, iż prezydent dostał przykaz z góry, aby zrobić wszystko, żeby do odwołania nie doszło. Przy czym pamiętajmy, iż zbliżające się referendum jest spowodowane wprowadzeniem Strefy Czystego Transportu, więc to zupełnie inna sprawa niż kwestie związane z gentryfikacją miasta. Prezydent Miszalski faktycznie gwałtownie zareagował i przyszedł na nasz pierwszy protest, chcąc ogłosić punktową zmianę miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Takie ekspresowe działanie świadczy, iż prezydentowi pali się pod siedzeniem i to dobrze dla mieszkańców kamienic, bo jego uchwała została przyjęta przez Radę Miasta, czyli na ten moment mamy sytuację, w której nikt tych kamienic nie może wyburzyć i nikt nie może na ich miejscu postawić hotelu, czy też wybebeszyć ich od środka, zostawić fasadę i zbudować hotel, bo tak też często się robi, iż z zewnątrz mamy bardzo ładną, zabytkową fasadę, ale w środku mamy nowoczesny hotel. Na tej samej sesji przyjęta została także uchwała radnego Tomasza Leśniaka dotycząca utworzenia specjalnej strefy rewitalizacyjnej obejmującej Kazimierz i Stradom. To pokazuje, iż presja społeczna ma sens, sprawa stała się publiczna i myślę, iż władze w tym momencie nie mogą sobie pozwolić na uleganie deweloperowi.
Mieszkańcy mieli wyprowadzić się do końca marca, natomiast podobno w niektórych mieszkań deweloper rozpoczął już remont. Czy faktycznie w opuszczonych lokalach spółka De Silva Haus prowadzi prace?
– Na ten moment to wygląda na dewastację budynków od środka. w tej chwili w tych lokalach są puste ściany, ale trudno mówić, iż trwa jakiś remont, bo na ścianach cały czas jest grzyb. W niektórych są też potężne dziury w sufitach, wygląda to koszmarnie. Jest to koszmar dla mieszkańców, ponieważ, wychodząc z domu, muszą mijać pustostany zabite dechami w miejscach, gdzie kiedyś były mieszkania. Już nie wspomnę o huku, zapyleniu, hałasie. Na pewno jest to uciążliwość dla tych, którzy zostali. Co istotne, te kamienice są zabytkowe i nie powinno się prowadzić tego typu prac i głębokich ingerencji bez zgody konserwator zabytków. Z tego, co się zorientowaliśmy, choćby na spotkaniu z prezydentem Miszalskim, taka zgoda nie została dzierżawcy wydana. Natomiast jak dochodziło podczas strajku kobiet do sprayowania zabytkowych budynków ministerialnych w Warszawie, sprawcy i sprawczynie ponosili bardzo poważne konsekwencje.
Deweloper zaproponował mieszkańcom kamienic przy ul. Józefa i Bożego Ciała ewentualną przeprowadzkę i pomoc czasową w finansowaniu czynszu. Biorąc pod uwagę ceny wynajmu w Krakowie, zdaje się, iż różnica może być kolosalna, bo oni teraz płacą bardzo mało.
– Dodajmy, iż pierwszą propozycją była oferta pomocy w przeniesieniu do DPS-ów. Ale tak, w tym momencie mieszkańcy płacą tzw. czynsze regulowane. Nie znam dokładnych kwot, ale to jest czynsz nieporównywalny do rynku najmu w Krakowie. choćby o ile te osoby zostałyby z tych kamienic przeniesione do mieszkań zastępczych i choćby o ile deweloper faktycznie pomógłby opłacać ten czynsz przez jakiś czas, rodzi się pytanie: co dalej? Trzeba też pamiętać, iż chodzi o pozbawienie osób możliwości mieszkania w lokacji, w której mieszkali od dziesięcioleci, co samo w sobie jest sytuacją trudną. Są to mieszkańcy zżyci ze sobą, z dzielnicą, są więzi sąsiedzkie, są wspomnienia i jest wreszcie obok kościół, którego oni są przecież parafianami. Kościół, który dopuszcza do tej sytuacji, a przecież chrzcił ich dzieci, udzielał ślubu ich rodzinom i też ostatecznie wyprawiał tym rodzinom pogrzeby. Natomiast mi trudno wyobrazić sobie ten przeskok w cenie czynszu, biorąc pod uwagę, iż za najtańsze mieszkanie w Krakowie trzeba zapłacić około 2,5 tysiąca złotych. Może uda się taniej w jakichś lokalizacjach bardzo odległych od centrum, ale też skazywanie ludzi, żeby nagle z centralnej lokalizacji przenieśli się do np. Nowej Huty, też jest czymś wyjątkowo nikczemnym.
Pojawia się Pan regularnie na miejscu, stąd pytanie: jakie są nastroje mieszkańców? Podobno mogą liczyć na pomoc prawną miasta. Czy oni czują się troszkę uspokojeni, czy przez cały czas panuje nerwowa atmosfera?
– Wiem, iż na pomoc prawną część osób narzekała, inni podchodzą bardzo nieufnie do tego, co się dzieje, kolejni narzekają właśnie na prace remontowe, które się ciągną. Przypominam sobie sytuację, kiedy jedna z mieszanek chodząca do kościoła powiedziała wprost, iż ona chodzi pomodlić się o to, żeby nam udało się to wszystko zatrzymać. o ile w 2011 roku doszło do sytuacji, kiedy te procesy zostały zastopowane, a sprawa wraca po latach, to ja na miejscu mieszkańców nie ufałbym w tym momencie absolutnie nikomu.
Rada Miasta Krakowa podjęła uchwałę prezydenta o rozpoczęciu prac nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego „Rejon ul. Józefa”. Co to znaczy dla mieszkańców?
– Sama uchwała na ten moment zmienia tyle, iż plany dewelopera zostały zablokowane, natomiast to wcale nie oznacza, iż plan zostanie przyjęty, przeprocedowany itd. Mówimy tutaj o tych dwóch uchwałach, czyli tej dotyczącej ulic Bożego Ciała i Józefa, i też uchwały radnego Leśniaka o objęciu Kazimierza specjalną strefą rewitalizacyjną. Dopiero w sytuacji, w której te plany zostaną przyjęte, będziemy wiedzieć, na czym stoimy, a podejrzewam, iż to będą długie i skomplikowane polityczne targi. Obawiamy się, iż te plany mogą mieć powybijane zęby. To oznacza działanie, kiedy wyciszy się niepokoje społeczne, czyli pojawi się deklaracja: „nie wyburzymy kamienic”, „nie wyeksmitujemy mieszkańców”, ale prawdziwym problemem jest to, czy zabezpieczymy funkcję mieszkaniową tych kamienic tzn. czy na pewno będzie tak, iż w tych pustostanach, które są obecnie, nie będzie można zrobić mieszkań na wynajem krótkoterminowy, czyli na Airbnb albo wsadzić tam jakieś mini hosteli, albo zgodzić się na prowadzenie tam jakichkolwiek interesów antymieszkaniowych.
Jakie są zatem wasze postulaty?
– My domagamy się zabezpieczenia funkcji mieszkaniowej tych budynków, przeprowadzenia gruntownych remontów zarówno zewnątrz, jak i wewnątrz, oraz obciążenia kosztami zakonu, bo to ich własność. Uważamy, iż deweloper musi partycypować w kosztach. Dodatkowo domagamy się tego, ażeby nie dopuścić do sytuacji, w której — jeżeli te plany zostałyby zablokowane — deweloper miałby dostać jakieś odszkodowanie, bo już w trakcie protestów pojawiały się informacje, iż De Silva będzie o to wnosił. Wreszcie mówimy, iż należy zakon wywłaszczyć, skoro od tylu lat nie potrafi dbać o tą swoją zabudowę. Wiemy, iż na przestrzeni lat dostał ponad 20 milionów złotych dotacji, które zostały wyłącznie przeznaczone na remont kościoła i zabudowy zakonnej. Co ciekawe, tam jest jedna kamienica, która przylega bezpośrednio do zabudowy zakonnej i ona jest w dość dobrym stanie,bo jej uszkodzenie mogłoby naruszyć konstrukcję zabudowy zakonnej. Zgodnie z polskim prawem, o ile wywłaszcza się kogoś, tj. osoby, instytucje, czy w tym wypadku zakon, to należy się odszkodowanie za wywłaszczanie. My uważamy, iż tego odszkodowania nie należy zakonowi w ogóle wypłacać jako formę kary dla zakonu za te lata zaniedbań za terroryzowanie mieszkańców, bo to sprawianie, iż ktoś żyje w ciągłej niepewności, jest dla nas właśnie formą terroryzowania. Domagamy się także, ażeby rozwiązać umowę z takim dzierżawcą. De Silva zawiodła zaufanie mieszkańców i społeczeństwa, więc nie może dłużej na tych kamienicach zarabiać. A pustostany należy przeznaczyć na mieszkania komunalne.
Podczas protestów pojawiały się osoby z kamienicy przy ulicy Mostowej oraz z ulicy Kalwaryjskiej, którzy skarżą się również na podobne problemy. Należałoby sporządzić w tym momencie rzetelny audyt, którego zakończenie powinno zwiększyć wydanie raportu ogólnodostępnego dla mieszkańców Krakowa o tym, co się dzieje w mieście, co z miastem robią deweloperzy i branża hotelarska. Wtedy moglibyśmy odpowiednio wcześniej reagować na podobne sytuacje, a nie dowiadywać się o nich „na ostatnią chwilę””. Inaczej stopniowo za te paręnaście lat będziemy mieszkać jednym wielkim ośrodku all inclusive.
Miasto reaguje, inwestor też nie chowa głowy w piasek, ale gdzie w tej całej sytuacji jest zakon?
– Wiem, iż arcybiskup Ryś wystosował list do zakonu w tej sprawie i zakon odpowiedział, iż będzie dbał o dobro mieszkańców i to tyle. Ja myślę, iż zakon korzysta z tego, iż nie podlega pod arcybiskupa tylko pod Watykan, a watykańskie młyny mielą bardzo powoli, więc może sobie pozwolić na milczenie.
Czy planujecie kolejne protesty?
– Planujemy spotkać się w niedzielę, 29 marca standardowo o 11.30 pod kościołem na Bożego Ciała, którego nazwaliśmy symbolicznie skrzyżowaniem lokatorów. Potem zamierzamy przejść na ulicę Wawrzyńca naprzeciwko restauracji Stara Zajezdnia, która jest dzierżawiona przez De Silva, gdzie ma się odbywać kiermasz. Kiermasz jest organizowany niezależnie od restauratora, rozmawialiśmy z organizatorami i nie protestujemy przeciwko nim ani wystawcom, a deweloperom. Idziemy z hasłem: „czas na remont i wywłaszczenia”. Chcemy wszystkich obecnych na miejscu, zarówno artystów, wystawców, jak i gości poinformować o tej sytuacji i przedstawić jasno za tę sytuację. Chcemy ich namawiać do wspierania protestów.
Hasło klucz: „protesty”. Kto je organizuje? Kim jesteście?
– Jesteśmy mieszkańcami i mieszkankami Krakowa oraz Kazimierza. Działamy w różnych kolektywach, są to m.in.: Krakowski Ruch Lokatorski, Kolektyw Społeczność, Cafe Bund, Food Not Bombs, Federacja Anarchistyczna Kraków, Spółdzielnia Ogniwo, Tamte Typiary, Centrum Aktywizmu Klimatycznego Gołębnik, Antyfaszystowski Kraków, ale nasz ruch tak naprawdę tworzy każda osoba, która przychodzi na protesty. A najłatwiej się z nami skontaktować na Facebooku pisząc na profil Kazimierz Zostaje – Kraków Przeciw Ekmisjom.
Rozmawiała Małgorzata Armada

14 godzin temu












