Autor: Waldemar Biniecki, Kuryer Polski, USA
1.Usunięcie Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego – czy to symbol restauracji Pax Polonica i Polonii?
Prezydent RP Karol Nawrocki ogłosił demontaż i przeniesienie historycznego Okrągłego Stołu z Pałacu Prezydenckiego do Muzeum Historii Polski w celu włączenia go do stałej wystawy, co ma symbolizować koniec postkomunizmu. Decyzja ta, choć wywołała dyskusje, uzyskała poparcie ponad połowy Polaków w sondażach. Z punktu widzenia polskiej emigracji decyzja o ogłoszeniu końca postkomunizmu jest przedwczesna. Przypominam, iż Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski nigdy nie otrzymał zaproszenia na obrady okrągłego stołu a cała emigracja podczas wielkiej popijawy ubeków, ich konfidentów i nielicznych uczciwych w Magdalence została wykreślona z listy tych, którzy mieli Polskę reformować i zmieniać. Stan ten pomimo rozmaitych warszawskich deklaracji trwa do dziś. Przypominam, iż w 1990 roku w Londynie Premier Tadeusz Mazowiecki odmówił spotkania z prezydentem na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim, uznając zaproponowaną przez Kaczorowskiego formułę spotkania za “poniżającą” wobec ówczesnego prezydenta Polski, Wojciecha Jaruzelskiego, jego rządu i państwa, co wynika z ujawnionego dokumentu MON; podczas spotkania z Polonią w Londynie padło pytanie, dlaczego komuniści zostali w rządzie, a Mazowiecki odpowiedział, iż to dzięki nim doszło do przemian. Wiedza na temat porozumień okrągłego stołu i poprzedzających go spotkań w Magdalence opiera się na kłamstwie założycielskim III RP. Pojęcie „kłamstwa założycielskiego III RP” funkcjonuje w polskiej debacie publicznej jako kategoria publicystyczna i polityczna, a nie termin prawny. Odnosi się do sposobu, w jaki powstała III Rzeczpospolita po 1989 roku oraz do przemilczeń, kompromisów i narracji, które – zdaniem krytyków – wypaczyły sens transformacji ustrojowej. W największym skrócie chodzi o tezę, iż III RP została zbudowana na niepełnym zerwaniu z systemem komunistycznym, przy jednoczesnym ogłoszeniu tej zmiany jako pełnego „zwycięstwa demokracji i wolności”.
Prezydent Nawrocki stoi dziś przed zadaniem znacznie poważniejszym niż samo przywrócenie w Polsce Pax Polonica. Równie istotnym wyzwaniem jest odbudowanie realnej więzi państwa z polską diasporą — takiej, która pozwoli Polonii stać się ponadpartyjnym i wiarygodnym partnerem Rzeczypospolitej w kluczowych obszarach życia publicznego. Polonia nie jest „zagranicą”. Nie stanowi dodatku do polityki państwowej ani doraźnego narzędzia dyplomacji. Jest integralną częścią narodu, która przez dekady zachowała to, czego często brakowało samemu państwu: ciągłość instytucjonalną, niezależność myślenia i odpowiedzialność za dobre imię Polski.
Państwo polskie musi zerwać z paternalistycznym i grantowym modelem relacji z Polonią. Musi zaprzestać używania pustych haseł typu: „Polonia najlepszym ambasadorem Polski”. kooperacja nie może opierać się na dotacjach i gestach symbolicznych, ale na rzeczywistym partnerstwie i współodpowiedzialności. Konieczna jest polityczna rehabilitacja Polonii jako wspólnoty systemowo pominiętej w III RP, uznanie jej za konstytucyjną część narodu żyjącego poza granicami państwa oraz rozpoczęcie poważnej debaty nad utworzeniem okręgu wyborczego Polonii — na wzór dojrzałych demokracji zachodnich. Polonia nie może pozostawać zakładnikiem bieżącej polityki zagranicznej; powinna stać się trwałym uczestnikiem jej długofalowej, strategicznej i ponadpartyjnej realizacji.
2. Kłamstwo założycielskie III RP
III Rzeczpospolita nie narodziła się w akcie prawdy. Narodziła się w akcie ugody, który od pierwszego dnia nazwano „zwycięstwem”. To podstawowe przekłamanie – nazwijmy je wprost kłamstwem założycielskim III RP – do dziś ciąży nad polskim państwem, jego instytucjami i wspólnotą narodową.
W 1989 roku Polakom powiedziano, iż oto kończy się komunizm. W rzeczywistości skończył się jedynie jego najbardziej prymitywny i jawny wymiar, a nie system interesów, wpływów i odpowiedzialności. PRL nie została osądzona, ale przemalowana. Zmieniono godło, hymn pozostał ten sam, ale ludzie władzy – w znacznej mierze – również.
Najlepiej oddał to dialog dwóch lewicowych polityków: działacza podziemnej Solidarności Władysława Frasyniuka, który powiedział “Gazecie Wyborczej” o zwycięstwie lewicy laickiej nad komunistami w 1989 roku: „To myśmy ich, k**wa, po-ko-na-li!” Tę wypowiedź i celnie zripostował Włodzimierz Czarzasty z SLD: “Drogi Władysławie Frasyniuku! Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k.…wa, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li. Cytując tę polemikę trudno było uniknąć kwiecistego języka, jednak to właśnie ów język dobrze obrazuje z jaką klasą polityczną mamy w Polsce do czynienia po 1989 roku. Obawiam się również, iż Prezydent Kaczorowski nie czułby się dobrze w takim towarzystwie.
Okrągły Stół, fetowany jako symbol mądrości i rozwagi, był w istocie zamkniętą umową elit. Nie aktem suwerenności narodu, ale technicznym porozumieniem tych, którzy mieli coś do stracenia i coś do ocalenia. Społeczeństwo zaproszono nie do decyzji, ale do akceptacji. Alternatywy nie przedstawiono. Rozliczenia uznano za „nieodpowiedzialne”, prawdę za „radykalizm”, sprawiedliwość za „zemstę”. W ten sposób ustanowiono nową doktrynę: pokój w zamian za milczenie.
Najpoważniejszym, skutkiem tego kompromisu było zaniechanie odpowiedzialności. Nie rozliczono zbrodni systemowych, nie nazwano winnych, nie oddzielono ofiar od sprawców. Kat i więzień znaleźli się w tej samej kategorii „obywateli nowej Polski”, tyle iż jeden startował z kapitałem władzy, kontaktów i pieniędzy, a drugi z traumą, złamanym życiem i etykietą „oszołoma”.
Z tej nierówności wyrosła III RP jako państwo asymetryczne moralnie. Demokracja formalna została zaszczepiona na glebie, która nigdy nie została oczyszczona. Elity PRL – partyjne, wojskowe, służbowe – dokonały płynnego transferu do nowego systemu, stając się elitami politycznymi, biznesowymi i medialnymi. To nie była dekomunizacja – to było uwłaszczenie nomenklatury.
Aby ten porządek utrwalić, potrzebna była nowa narracja. Zbudowano więc mit: „wszyscy byliśmy umoczeni”, „historia była skomplikowana”, „nie ma ludzi niewinnych”. Fałszywa symetria stała się fundamentem debaty publicznej. Żądanie prawdy nazwano „polowaniem na czarownice”, a pamięć – „obsesją przeszłości”. W ten sposób kłamstwo zostało nie tylko zaakceptowane, ale zinstytucjonalizowane.
Z procesu założycielskiego wykluczono znaczną część wspólnoty narodowej. Polonię – mimo jej wkładu w walkę o niepodległość – uznano za niewygodny margines. Środowiska niepodległościowe, które nie chciały kompromisu z postkomunistami, zepchnięto do narożnika historii. Ofiary represji pouczano, iż ich cierpienie jest „prywatnym dramatem”, a nie sprawą państwa.
Konstytucja III RP nie była aktem moralnego odrodzenia, ale prawnym domknięciem kompromisu. Zabrakło w niej jednoznacznego zerwania z PRL jako systemem bezprawia. Zabrakło jasnego stwierdzenia, iż państwo komunistyczne było formą okupacji wewnętrznej. Zabrakło nazwania winy. A tam, gdzie nie ma winy, nie ma też odpowiedzialności.
Dlatego spór o III RP nigdy się nie zakończył. On nie jest wojną plemion ani „konfliktem politycznym”. Jest sporem o prawdę, który został odroczony, a nie rozwiązany. Każda próba rozliczenia przeszłości wraca jak wyrzut sumienia, bo dotyka fundamentu, który nigdy nie został uczciwie położony.
Państwo zbudowane na kłamstwie nie upada od razu. Ono eroduje powoli. Traci autorytet, zaufanie obywateli, zdolność do obrony własnej suwerenności. Społeczeństwo dzieli się nie dlatego, iż pamięta za dużo, ale dlatego, iż przez lata kazano mu udawać, iż nic się nie stało.
Kłamstwo założycielskie III RP nie polegało na tym, iż zawarto kompromis. Polegało na tym, iż nazwano go prawdą ostateczną. I dopóki to kłamstwo nie zostanie nazwane po imieniu, dopóty polska demokracja będzie systemem nie tyle niedoskonałym, co niedomkniętym.
3.Emigracja, która przechowała Polskę
Sowietyzacja Polski po 1944 roku była projektem totalnym. Nie chodziło wyłącznie o przejęcie władzy, ale o przeprogramowanie pamięci zbiorowej i zerwanie ciągłości państwowej. W kraju dokonywało się to przy pomocy aparatu represji, cenzury, fałszu historycznego i społecznej inżynierii. Poza krajem – przede wszystkim w Londynie i w Stanach Zjednoczonych – trwał równoległy wysiłek zachowania Polski takiej, jaka była i jaka miała prawo być. Ten wysiłek miał twarze, nazwiska i adresy instytucjonalne. Wielu polskich emigrantów w USA szczerze nienawidziło terminu Polonia. Do nich należeli żołnierze 2 Korpusu generała Andersa, którzy w liczbie ponad 100.000 i przybyli po wojnie do Stanów Zjednoczonych dumnie nazywali się emigracją żołnierską i wraz z rządem emigracyjnym w Londynie rozpoczęli długą batalię o przechowanie polskiej tożsamości w momencie sowietyzacji Polski.
Londyn – legalizm, archiwa i państwo bez terytorium
Po klęsce 1939 roku i zdradzie jałtańskiej Londyn stał się miejscem, gdzie przechowywano ciągłość państwa polskiego. Prezydenci RP na uchodźstwie – Władysław Raczkiewicz, August Zaleski, Stanisław Ostrowski, Edward Raczyński, Kazimierz Sabbat i Ryszard Kaczorowski – nie byli figurami symbolicznymi. Byli żywym przypomnieniem, iż państwo nie przestaje istnieć tylko dlatego, iż utraciło kontrolę nad terytorium.
Rządy RP na uchodźstwie, z premierami takimi jak Władysław Sikorski, Tomasz Arciszewski czy Tadeusz Bór-Komorowski, przechowywały dokumentację II RP, depesze Polskiego Państwa Podziemnego i dowody zbrodni niemieckich i sowieckich. To tam nigdy nie zakwestionowano prawdy o Katyniu, wbrew międzynarodowym naciskom i zmowie milczenia Zachodu.
Instytucjonalnym sercem tej pamięci stał się Instytut Polski i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego w Londynie – archiwum państwa, którego nie dało się unicestwić. W jego zbiorach przechowywano ciągłość, którą PRL próbował wymazać: legalną armię, legalny rząd i legalną narrację historyczną.
Wokół Londynu funkcjonowały także środowiska intelektualne i polityczne, które nadawały emigracyjnej myśli polskiej nowoczesny wymiar. Edward Raczyński, Juliusz Nowina-Sokolnicki, Stanisław Mackiewicz (Cat) czy kręgi związane z Polskim Towarzystwem Naukowym na Obczyźnie stanowili przeciwwagę dla ideologicznie sterowanej nauki w kraju.
Paryż jako przedłużenie Londynu – „Kultura” i suwerenność myślenia
Nie sposób mówić o londyńskim depozycie polskości bez wspomnienia Jerzego Giedroycia i paryskiej „Kultury”. Choć geograficznie poza Londynem, ideowo stanowiła ona jego intelektualne przedłużenie. Giedroyć, wraz z Juliuszem Mieroszewskim, Józefem Czapskim i Gustawem Herlingiem-Grudzińskim, stworzył przestrzeń wolnej debaty o Polsce, której nie dało się prowadzić ani w PRL, ani często w środowiskach emigracyjnych uwięzionych w nostalgii. „Kultura” przechowała coś więcej niż pamięć – przechowała zdolność myślenia strategicznego o przyszłej Polsce.
Stany Zjednoczone – Polonia, Kościół i masowa pamięć
Jeśli Londyn przechował legalizm, to Stany Zjednoczone przechowały naród. Amerykańska Polonia – skupiona w Chicago, Detroit, Milwaukee, Nowym Jorku, Cleveland i Buffalo – stała się największym zapleczem społecznym sprawy polskiej.
Centralną rolę odegrał Kongres Polonii Amerykańskiej, kierowany przez postaci takie jak Karol Rozmarek, a później Alojzy Mazewski. To te środowiska konsekwentnie przypominały amerykańskim elitom politycznym o Jałcie, o losie Europy Środkowo-Wschodniej i o fałszu „ludowej demokracji” w Polsce.
„Obrona Polski jest dzisiaj naszym najświętszym i najważniejszym obowiązkiem. Od nas zależy, czy ta obrona będzie tylko patriotycznym frazesem, czy będzie rzeczywistą obroną, taką, za którą Polonia amerykańska nie będzie się musiała w przyszłości wstydzić” – powiedział znany działacz polonijny Karol Rozmarek, w latach 1944–1968 prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej.
Reprezentowanie polskich interesów w USA świetnie wyraził Kazimierz Łukomski – wiceprezes KPA w słowach:” Naszym wspólnym obowiązkiem jest: reprezentować wobec świata rzeczywiste interesy i aspiracje narodu polskiego oraz informować o rozwoju sytuacji w Polsce i jej dążeniach, potrzebach i prawach.” Nic dziwnego, iż za to właśnie Polonia, tak na kontynencie, jak i za oceanem była inwigilowana i rozbijana przez wrogów Polski i proces ten bynajmniej nie zatrzymał się w 1989 roku. Doktryna wszystkich służb PRL, a zwłaszcza ich ostatniego szefa gen. Kiszczaka zakładała dezintegrację polonijnych organizacji poprzez wprowadzanie do nich agentów wpływu.
Nie do przecenienia była rola Kościoła katolickiego i duchowieństwa polonijnego. Parafie nie były wyłącznie miejscem kultu – były centrami edukacji, języka i pamięci narodowej. Postacie takie jak kardynał Jan Król, biskup Władysław Rubin czy liczni kapłani-emigranci tworzyli przestrzeń, w której polskość nie była tematem podejrzanym.
Ogromną rolę odegrały media: „Dziennik Związkowy”, „Kuryer Polski”, „Nowy Dziennik”, emigracyjne wydawnictwa i później Radio Wolna Europa, z legendarnymi głosami Jana Nowaka-Jeziorańskiego i Zdzisława Najdera. To one przebijały żelazną kurtynę i podtrzymywały łączność między krajem a emigracją.
W latach 80. amerykańska Polonia stała się jednym z głównych zapleczy wsparcia dla „Solidarności”, organizując pomoc finansową, logistyczną i polityczną. Bez tego wsparcia opór społeczny w Polsce byłby znacznie słabszy i bardziej izolowany. Dziś Solidarność raczej milczy na temat zamilczania debaty o Polonii.
Emigracja jako akt oskarżenia
Istnienie tych ludzi i instytucji było nieustannym aktem oskarżenia wobec systemu PRL. Pokazywało, iż można być Polakiem bez zgody partii, iż można mówić prawdę bez pieczęci cenzora i iż państwo może trwać choćby wtedy, gdy zostało zdradzone przez sojuszników.
Tragizmem III RP jest to, iż po 1989 roku zbyt często potraktowano ten dorobek jako niewygodny balast. Zamiast zaprosić emigrację do współtworzenia nowej narracji państwowej, wybrano „grubą kreskę” także wobec pamięci i samej Polonii.
A jednak fakty pozostają nieubłagane: bez Londynu i bez amerykańskiej Polonii Polska wyszłaby z komunizmu jako państwo z luką tożsamościową. To emigracja przechowała Polskę – jej prawo, język, pamięć i moralny kręgosłup – wtedy, gdy w kraju próbowano ją ideologicznie zastąpić.
4.Polonia – niewykorzystany partner transformacji Polski
Wspomnienie o Okrągłym Stole i rozmowach w Magdalence jest dla wielu Polaków w Polsce symbolem pokojowej transformacji, dzięki której PRL ustąpił miejsca demokratycznej Rzeczypospolitej. To moment historyczny, w którym kraj uniknął krwawego konfliktu, a nowa władza i opozycja doszły do kompromisu. Taka jest oficjalna interpretacja, jednak w tym procesie zabrakło jednego kluczowego głosu – głosu Polonii lub inaczej głosu polskiej emigracji.
Polonia, zarówno amerykańska, kanadyjska, jak i europejska, dysponowała i dysponuje nie tylko kapitałem, ale i doświadczeniem, kontaktem ze światem zachodnim oraz silnym poczuciem misji narodowej. Mimo tego, podczas obrad Okrągłego Stołu w 1989 roku oraz w rozmowach w Magdalence, nie znalazła się w gronie uczestników negocjacji. Oficjalne powody były prozaiczne: obawy władz przed „zagranicznym wpływem”, ścisły dobór delegatów i tajny charakter spotkań. Jednak skutki tego wykluczenia były dalekosiężne.
Brak udziału Polonii oznaczał, iż jej potencjał i potrzeby nie zostały uwzględnione w kształtowaniu nowego państwa. Polacy na emigracji, którzy przez dziesięciolecia wspierali kraj finansowo, kulturalnie i politycznie, zostali potraktowani jako „zewnętrzni obserwatorzy”, zamiast partnerzy strategiczni. W efekcie wiele inicjatyw polonijnych po 1989 roku musiało przebiegać w formule nieformalnej lub oddolnej, a państwo polskie nie wykorzystało pełni ich potencjału w odbudowie gospodarki, nauki i dyplomacji obywatelskiej.
Dziś, trzydzieści kilka lat po tamtych wydarzeniach, pytanie o rolę Polonii pozostaje aktualne. Polska stoi przed nowymi wyzwaniami – demograficznymi, gospodarczymi i geopolitycznymi – a kontakt z Polonią może przynieść realne korzyści: transfer wiedzy, inwestycje, wsparcie w projektach międzynarodowych. Historyczne doświadczenie Okrągłego Stołu pokazuje, iż brak dialogu z diasporą ograniczał możliwości państwa, a włączenie Polonii mogłoby uczynić transformację jeszcze pełniejszą i bardziej zrównoważoną.
Do takiej formuły Polonia nie pasowała z definicji. Była zewnętrzna, niezależna i niemożliwa do włączenia w system nieformalnych zobowiązań. Przez dekady podtrzymywała ideę niepodległej Polski, finansowała opozycję, informowała Zachód o realiach PRL i wywierała presję międzynarodową na rzecz wolności. Jej nieobecność nie była przypadkiem. Była decyzją polityczną – świadomą, konsekwentną i mającą długofalowe skutki.
Transformacja „kontrolowana”
Z perspektywy władz PRL Okrągły Stół miał być procesem kontrolowanym. Nie chodziło o oddanie władzy, ale o jej rekonfigurację w warunkach narastającego kryzysu gospodarczego i geopolitycznego osłabienia ZSRR. Do tego potrzebni byli partnerzy przewidywalni, osadzeni w realiach kraju, skłonni do kompromisu i świadomi ograniczeń.
Polonia taka nie była. Była wolna od strachu, niezależna ekonomicznie i mentalnie, a przy tym głęboko antykomunistyczna. Jej przedstawiciele – zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie – nie musieli kalkulować, „ile wolności jest możliwe”. Domagali się wolności w pełnym wymiarze: pluralizmu, rozliczeń, zerwania ciągłości systemowej. Polonia była antysystemowa w sposób bezkompromisowy, miała dostęp do zachodnich mediów, rządów i opinii publicznej, nie dawała żadnych gwarancji „lojalności procesu”. Dla władzy był to partner nie do zaakceptowania.
Kalkulacja opozycji
Decyzja o wykluczeniu Polonii nie była jednak wyłącznie narzucona przez aparat PRL. Część elit opozycyjnych zaakceptowała tę logikę. Uznano, iż lepszy jest kompromis ograniczony niż konfrontacja, która mogłaby zakończyć się przemocą lub interwencją zewnętrzną.
Polonia – z racji doświadczenia emigracyjnego i dystansu do realiów PRL – była postrzegana jako czynnik mogący radykalizować postulaty, podnosić poprzeczkę negocjacyjną i komplikować delikatny proces rozmów. Jej obecność mogłaby oznaczać pytania niewygodne: o odpowiedzialność, ciągłość elit, zakres reform. Polonia była zbyt wolna od realiów strachu i nacisku, nie musiała liczyć się z SB, wojskiem ani ryzykiem represji, mogła podważyć narrację o „braku alternatywy” dla kompromisu. A tych pytań przy Okrągłym Stole starano się unikać.
Mit „braku reprezentacji”
Często podnoszonym argumentem jest brak jednego, formalnego przedstawicielstwa Polonii, pomimo urzędującego ciągle Prezydenta Kaczorowskiego. Diaspora była zróżnicowana i pluralistyczna – ale dokładnie taka była też opozycja krajowa. Różnica polegała na tym, iż Polonia nie była podatna na kontrolę ani nacisk. W rzeczywistości problemem nie był brak reprezentacji, ale nadmiar niezależności.
Kontekst międzynarodowy
Nie bez znaczenia była również postawa Zachodu. Stany Zjednoczone i Europa Zachodnia wspierały transformację w Polsce, ale pod warunkiem jej stabilności i przewidywalności. Polonia – szczególnie amerykańska – była aktywnym, ale nie zawsze dyplomatycznie „wygodnym” aktorem. Jej postulaty często wyprzedzały to, na co gotowe były zachodnie stolice, obawiające się destabilizacji regionu. Tak więc zarówno Stany Zjednoczone jak i Związek Radziecki zachowywały swoje wpływy w tej kwestii. Ale o tym żaden historyk z Polski jeszcze się nie wypowiedział. Paradoksalnie więc diaspora, która przez lata skutecznie nagłaśniała sprawę polską na arenie międzynarodowej, w kluczowym momencie została uznana za czynnik zbyt dynamiczny.
Cena wykluczenia
Wykluczenie Polonii z Okrągłego Stołu miało konsekwencje, które odczuwamy do dziś. Po 1989 roku nie powstał systemowy model relacji państwo–diaspora. Emigracja została sprowadzona do roli symbolicznej, sentymentalnej, okazjonalnie finansowej – ale nie strategicznej.
Nie wykorzystano jej potencjału:
- eksperckiego,
- gospodarczego,
- lobbingowego,
- kulturowego.
Zamiast partnerstwa pojawił się dystans. Zamiast współdecydowania – marginalizacja. Powstałe w Warszawie instytucje „opiekujące” się Polonią wyznaczyły jej nowy „cepeliowy” model, a więc tańce, hołubce wycinanki i pierogi. Po sukcesach Kongresu Polonii Amerykańskiej w sprawie włączenia Polski do NATO, w których Polonia amerykańska, odegrała kluczową rolę, nastąpiło oświadczenie Prezesa Moskala w sprawie wejścia Polski do Unii Europejskiej, które warto przytoczyć. Wystosował on 18 grudnia 2002 roku oświadczenie przygotowane przez zaplecze intelektualne Kongresu Polonii Amerykańskiej [KPA], które brzmiało: „Porozumienie wynegocjowane w Kopenhadze nie zabezpiecza należycie polskich interesów i narusza podstawowe zasady Unii Europejskiej o równości praw i obowiązków wszystkich państw. Uważamy, iż akcesja niesie ze sobą daleko idącą utratę suwerenności politycznej. Zagrożony jest polski parlamentaryzm i władza sądownicza. Ustawy i uchwały Sejmu i Senatu pozbawione będą polskiego, narodowego punktu widzenia. Po dołączeniu do Unii, Polacy staną się narodem bez własnego państwa” (dziś to prorocze słowa). W Polsce słowa Moskala wywołały histerię. Zarzucano mu działanie przeciwko interesom Polski. Żeby go ostatecznie zdyskredytować, przyprawiono mu łatkę antysemity, a ówczesna polska dyplomacja ostatecznie zniszczyła wizerunek prezesa KPA. Od tamtego oświadczenia kooperacja z Polonią amerykańską praktycznie przybrała formę „dyplomacji selfie” – robienia sobie wspólnych zdjęć i prowadzenia niekoniecznie poważnych rozmów najlepiej w pobliżu toalet.
5.Lekcja na przyszłość
Okrągły Stół był wydarzeniem historycznym i nie da się go „cofnąć”. Ale można – i trzeba – wyciągać z niego wnioski. Nowoczesne państwo nie ignoruje swojej diaspory. Traktuje ją jako część narodu politycznego, a nie relikt przeszłości.
Jeśli Polska ma w XXI wieku skutecznie budować swoją pozycję międzynarodową, bezpieczeństwo i innowacyjność, Polonia nie może pozostać nieobecnym przy stole – tym razem nie okrągłym, ale strategicznym.
Bo naród, który nie słucha własnej diaspory, dobrowolnie rezygnuje z części swojej siły.
Polonia nie jest reliktem przeszłości – jest potencjałem, który Polska powinna w pełni wykorzystać. Współczesna polityka państwa wymaga nowych instrumentów współpracy: instytucjonalnego dialogu, uczestnictwa w konsultacjach strategicznych, a także formalnego uwzględnienia Polonii w planach legislacyjnych i konstytucyjnych. To lekcja, którą daje nam historia Okrągłego Stołu i Magdalenki: partnerstwo z Polonią nie jest luksusem, ale inwestycją w przyszłość państwa.
Waldemar Biniecki











