W piątek wezwała policję, w poniedziałek wróciła do urzędu. Posłanka zdobyła dokument o słupkach na Piotrkowskiej

5 godzin temu

W piątek dokumentu nie dostała. Wezwała policję

Posłanka po raz pierwszy pojawiła się w Urzędzie Miasta Łodzi w tej sprawie w miniony piątek. Chciała zapoznać się z dokumentem dotyczącym systemu słupków na ul. Piotrkowskiej. Chodziło o ekspertyzę przygotowaną przez producenta urządzeń.

Na dokument czekała prawie dwie godziny, ale ostatecznie go nie otrzymała. Wezwała więc policję, żeby udokumentować, iż kontrola nie mogła dojść do skutku. Zanim mundurowi dotarli na miejsce, urzędnicy zakończyli pracę i opuścili budynek. Policjanci sporządzili notatkę, iż pracownicy urzędu wyszli przed ich przyjazdem.

Dlatego w poniedziałek rano Wojciechowska van Heukelom ponownie pojawiła się w magistracie. Tym razem towarzyszył jej Marcin Buchali. Po zakończeniu kontroli politycy zorganizowali konferencję prasową.

- Główna informacja polega na tym, iż nie było żadnego zewnętrznego audytu. Uzyskaliśmy informację, udokumentowaliśmy zeznania urzędników, iż audytu nie było. To jest jakaś ekspertyza, która audytem nie jest. Ekspertyza wykonana faktycznie przez producenta słupków, ale w asyście również wykonawcy i urzędników miejskich

- mówiła posłanka.

Audytu nie było. Była ekspertyza producenta

To właśnie sposób przeprowadzenia kontroli stał się jednym z głównych wątków. Po wcześniejszych problemach ze słupkami miasto informowało bowiem o kontroli systemu. Tymczasem, jak przekazali politycy PiS, ekspertyzę nieodpłatnie przygotowała firma Hörmann, czyli producent słupków.

Politycy nie pokazali całego dokumentu dziennikarzom. Jak tłumaczyli, miasto wskazało, iż może on zostać wykorzystany w dalszej procedurze dotyczącej wykonawcy.

- Wymusiliśmy otrzymanie oficjalnej, porażającej ekspertyzy technicznej producenta - firmy Hörmann, która od początku czerwca była ukrywana przed opinią publiczną

- mówiła posłanka.

Z dokumentu ma wynikać, iż problemy dotyczą sposobu montażu części słupków.

- Wynika z tego raportu, iż montaż słupków był wadliwy i to jest przyczyną tych wszystkich problemów. I nie wszędzie, bo to też jest istotne, nie wszędzie te słupki są zamontowane w sposób wadliwy. Te słupki stałe, na zupełnie innych zasadach funkcjonujące, nie ma z nimi problemu. Chodzi o te słupki automatyczne. To jest związane z podłożem słupków i nawodnieniem

- mówiła Wojciechowska van Heukelom.

Kary rosną, inwestycja przez cały czas nie jest zakończona

Podczas kontroli politycy pytali również o to, co miasto zrobiło po otrzymaniu ekspertyzy i kiedy inwestycja zostanie ostatecznie zakończona.

- Nie wiemy, jak wykonywane są na bieżąco prace i przede wszystkim, co miasto Łódź zrobiło z tą ekspertyzą. Czy w ogóle posłużyła w tym, żeby przyspieszyć tę inwestycję. Ta ekspertyza pokazuje jasno, iż wykonawca zrobił jakiś bubel. Wadliwy montaż mechaniczny - słupki osadzono w sposób, który całkowicie uniemożliwia zachowanie ich parametrów technicznych. Brak drenażu i odwodnienia - najważniejszy element całego systemu został zignorowany, co prowadzi do zalewania automatyki

- mówił Marcin Buchali.

Według informacji uzyskanych podczas kontroli ostatni termin zakończenia inwestycji zapisany w aneksie upłynął 3 kwietnia. Od tego czasu mają być naliczane kary w wysokości około 2,9 tys. zł za każdy dzień opóźnienia. Politycy PiS przekazali, iż ich suma zbliża się w tej chwili do pół miliona złotych.

Jak zaznaczył Buchali, wykonawca nie został jednak jeszcze wezwany do zapłaty. Według informacji, które politycy mieli uzyskać w magistracie, miasto chce wystąpić o pieniądze dopiero po ustaleniu ostatecznego czasu opóźnienia.

PiS poprosił również o kolejne dokumenty, m.in. pełną korespondencję miasta z wykonawcą i inżynierem kontraktu oraz dokumentację dotyczącą aneksów do umowy.

Dziś na Piotrkowskiej kolejny raz testowano słupki

Słupki miały już działać. Zamiast tego były kolejne zdarzenia

System słupków na Piotrkowskiej miał być gotowy już dawno, ale inwestycja wciąż nie została zakończona. W międzyczasie urządzenia regularnie trafiały na pierwsze strony lokalnych mediów.

Pierwszy głośny przypadek miał miejsce 12 maja, gdy samochód dostawczy w pobliżu ul. Traugutta zahaczył o jeden ze słupków. Mocowanie zostało wyrwane, a urządzenie przewróciło się na jezdnię. Miasto przekonywało wtedy, iż słupek zachował się zgodnie z założeniami.

Kolejny incydent wydarzył się w nocy z 24 na 25 lipca. Taksówkarz próbował przejechać za samochodem mającym uprawnienia do wjazdu. Słupki zaczęły się podnosić i auto uderzyło w urządzenie. Później w internecie pojawiło się również nagranie karetki stojącej przed podniesionymi zaporami.

12 sierpnia na wysokości restauracji „Komediowa” na słupki najechała 67-letnia kobieta kierująca toyotą. Samochód zawisł na urządzeniu.

Najnowsze zdarzenia miały miejsce 25 sierpnia. Tego samego dnia ze słupkami „spotkały się” aż dwa auta. Najpierw na wysuwające się urządzenie wjechał taksówkarz. Pół godziny później, w innym miejscu, podobna sytuacja przydarzyła się radiowozowi Straży Miejskiej w Łodzi. Taksówkarz nie przyjął mandatu, dlatego sprawa trafi do sądu.

Słupki na Piotrkowskiej kosztowały około 6 mln zł. Miały zabezpieczać ulicę przed nieuprawnionym wjazdem i potencjalnym zagrożeniem. Tymczasem inwestycja, która miała zostać oddana do użytku już w ubiegłym roku, przez cały czas nie jest zakończona, a miasto podkreśla, iż trwa faza testów.

Dlaczego miasto nie upubliczniło ekspertyzy? Tego wciąż nie wiadomo. O dokument oraz kilka innych kwestii dotyczących inwestycji zapytaliśmy Urząd Miasta Łodzi już 5 sierpnia. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Idź do oryginalnego materiału