Urzędniczy parawan zamiast pracy na osiedlach

1 godzina temu
Na łamach naszego portalu informowaliśmy niedawno o interpelacji radnego Prawa i Sprawiedliwości Henryka Dębowskiego, który postanowił rozliczyć władze Białegostoku ze sposobu wykorzystywania Straży Miejskiej. Pytał wówczas wprost, dlaczego w czasie, gdy na osiedlach brakuje patroli, a mieszkańcy zmagają się z dewastacjami czy zniszczonymi nawierzchniami, na sali obrad Rady Miasta Białystok wygodnie zasiada dwóch umundurowanych strażników. Dziś nadeszła oficjalna odpowiedź sygnowana z upoważnienia Prezydenta Miasta Białegostoku przez Dyrektora Biura Zarządzania Kryzysowego. Lektura tego dokumentu nie pozostawia złudzeń. Władza po raz kolejny próbuje zasłonić się potokiem urzędniczej nowomowy i cytatami z ustaw, zamiast przyznać, iż samorząd powinien być dla ludzi, a nie po to, by odgradzać radnych i prezydenta od zwykłych mieszkańców. Procedury, stopnie BRAVO i NIK jako zasłona dymna

Odpowiedź magistratu na pytania radnego Henryka Dębowskiego to wręcz podręcznikowy przykład urzędniczego uniku. Zamiast konkretów, mieszkańcy Białegostoku otrzymali wywód na temat art. 11 ustawy o strażach gminnych, który mówi o ochronie spokoju i obiektów komunalnych. Co więcej, urząd bez cienia żenady powołuje się na kontrole Najwyższej Izby Kontroli oraz... sytuację geopolityczną i ogólnokrajowy stopień alarmowy BRAVO, uzasadniając w ten sposób stałą obecność mundurowych podczas sesji rady! Czy włodarze miasta naprawdę uważają, iż sala obrad białostockiego samorządu jest bezpośrednio narażona na działania o charakterze hybrydowym lub terrorystycznym, przez co wymaga dwóch strażników miejskich oddelegowanych do siedzenia na krzesłach?

Radny Henryk Dębowski w swojej interpelacji pytał o rzecz fundamentalną, a mianowicie jakie konkretne zagrożenia uzasadniają taką asystę, ile sesji w latach od 2023
Idź do oryginalnego materiału