Od apelu o interpelacje zaczęła się awantura
Spór o AI w łódzkiej Radzie Miejskiej trwa od kilku tygodni. Punktem zapalnym był projekt apelu przygotowany przez przewodniczącego rady Bartosza Domaszewicza. Zarówno on, jak i wielu radnych, chcą zmian w przepisach dotyczących interpelacji i zapytań. Jedną z proponowanych zasad jest „jedna interpelacja - jedna sprawa”. Projekt przewiduje też możliwość pozostawienia bez biegu pisma, które nie spełnia wymagań formalnych, oraz oznaczanie dokumentów przygotowanych przy użyciu narzędzi automatycznego generowania treści.
W centrum sporu znalazł się radny PiS Sebastian Bulak, który w obecnej kadencji złożył już prawie 500 interpelacji.
Dyskusję dodatkowo podgrzała decyzja sekretarza miasta Wojciecha Rosickiego, który odrzucił kilka interpelacji Bulaka, wskazując, iż według używanego przez niego detektora zostały one w znacznym stopniu wygenerowane przez AI. W pismach pojawiały się wyniki 75, 82 i 87 proc. Rosicki zwrócił się też do przewodniczącego Rady Miejskiej Bartosza Domaszewicza o rozstrzygnięcie, czy na takie interpelacje urząd powinien odpowiadać.
To właśnie zainteresowało Tomasza Tomasa.
- Postanowiłem sprawdzić urząd jego własną bronią. Skoro urzędnicy sprawdzają interpelacje radnych, chciałem zobaczyć, w jaki sposób to robią. Czy jest to rozwiązanie systemowe, czy po prostu widzimisię urzędników
- mówi Tomasz Tomas.
Darmowy detektor i żadnych jasnych zasad
Tomas złożył wniosek o informację publiczną i zapytał magistrat, z jakiego narzędzia korzysta oraz na jakich zasadach.
Z odpowiedzi wynika, iż UMŁ używa darmowego Sidekicker AI Detector. Do narzędzia trafia zasadnicza treść interpelacji - od tytułu do ostatniego zdania, bez danych radnego i adresata.
Urząd przyznał też, iż nie ma żadnych zarządzeń, procedur, instrukcji ani wytycznych regulujących takie sprawdzanie. Nie określono również żadnego progu procentowego, od którego tekst miałby być uznawany za wygenerowany przez sztuczną inteligencję.
Czyli wynik 50, 75 czy 87 proc. sam w sobie niczego formalnie nie przesądza.
Z pisma wynika też, iż od 3 sierpnia 2026 roku sprawdzana jest jedynie „część interpelacji” kierowanych przez radnych do prezydent Łodzi. Według jakiego klucza są wybierane? Tego odpowiedź magistratu nie wyjaśnia.
Sprawdził urząd jego własnym narzędziem
Tomas postanowił więc wykonać prosty test. Skopiował oficjalną odpowiedź UMŁ na swój wniosek o informację publiczną i wkleił ją do tego samego Sidekicker AI Detector.
Wynik: 83 proc. AI.
- Oczywiście nie twierdzę, iż urzędnik wyręczył się AI. Zresztą magistrat sam w tym samym piśmie zarzeka się, iż z narzędzi generatywnych nie korzysta, bo zabraniają mu tego wewnętrzne polityki bezpieczeństwa- mówi Tomas.
- To pokazuje jednak, iż używanie takiego narzędzia adekwatnie nie ma żadnego sensu. I to jest najlepsze podsumowanie tego wszystkiego. jeżeli odpowiedź napisana w 100 proc. przez człowieka dostaje od „urzędowego detektora” wynik 83 proc. AI, to jakim cudem magistrat może traktować te same wskazania jako dowód przeciwko radnemu?
- uważa analityk.
Bulak pyta o podstawę prawną
Sebastian Bulak, wokół którego interpelacji zaczęło się całe zamieszanie, zwraca uwagę na jeszcze inny problem.
- Mnie bardziej niż procenty ciekawi podstawa prawna użycia takiego narzędzia przez pracowników UMŁ względem radnego, dlatego czekam, jak UMŁ odniesie się do mojego zapytania w tej sprawie
- kwituje radny Sebastian Bulak.

1 godzina temu









