
W Sokółce rozgrywa się historia, którą trudno nazwać inaczej niż symbolem urzędniczej niekompetencji i chaosu. Dotyczy ona niewielkiego fragmentu odnogi ulicy Zabrodzie, drogi, która formalnie istnieje i przy której mieszkają ludzie, ale dla części urzędników jakby w ogóle nie istniała.
Podczas środowej sesji Rady Miejskiej doszło do sytuacji wręcz absurdalnej. Jeden z mieszkańców, walczący od lat o podstawową infrastrukturę, musiał tłumaczyć urzędnikom, gdzie znajduje się ulica, przy której mieszka. W odpowiedzi usłyszał wątpliwości, czy droga w ogóle jest gminna.
To nie jest drobne nieporozumienie. To pokazuje elementarny brak wiedzy o własnym terenie. Urzędnicy nie są pewni, czy dana ulica należy do gminy, mimo iż mieszkańcy od sześciu lat prowadzą w tej sprawie korespondencję.
Od sześciu lat piszemy do siebie. Do tej pory nie mamy żadnych konkretów, a na ostatnie pismo, które zostało złożone 12 marca, do tej pory nie uzyskaliśmy odpowiedzi - poinformował mieszkaniec wspomnianej ulicy.
To nie jest tylko brak dobrej woli. To naruszenie podstawowych standardów administracyjnych.
Jeszcze bardziej uderzające jest to, jak długo sprawa pozostaje nierozwiązana. Mieszkańcy proszą tylko o podłączenie wodociągu i kanalizacji. Bezskutecznie.
Kulminacją tej sytuacji była propozycja, którą mieszkańcy otrzymali od urzędu w październiku 2025 r., gdy poprosili o awaryjne podłączenie wody.
Alternatywnym, tymczasowym rozwiązaniem może być przyłączenie nieruchomości do istniejącej sieci wodociągowej poprzez teren nieruchomości prywatnej, pod warunkiem uzyskania pisemnej zgody właściciela tej nieruchomości. W takim przypadku wszystkie koszty z wykonaniem przyłącza ponosi osoba ubiegająca się o przyłączenie – brzmiało pismo z Gminy Sokółka.
Trudno o bardziej kuriozalne podejście. To pokazuje, iż samorząd gminny proponuje rozwiązania tymczasowe zamiast systemowych, a odpowiedzialność i koszty zrzuca na mieszkańców.
Na brak odpowiedzi ze strony Urzędu Miasta zwróciła uwagę radna Anna Marta Aniśkiewicz.
Chciałabym zaapelować w imieniu radnych: o ile mieszkańcy lub ktokolwiek zwraca się do gminy i wysyła jakiekolwiek pismo, obowiązuje państwa ustawa i powinniście udzielać odpowiedzi, a nie pozostawiać mieszkańców bez niej. Macie 30 dni na zajęcie stanowiska. Nie może być tak, iż mieszkańcy piszą pisma, a państwo, mówiąc kolokwialnie, ignorujecie sprawę i choćby nie raczycie odpisać. To jest po prostu karygodne. To tak, jakby listy były wrzucane do studni - zwróciła się do włodarzy Sokółki.
Podczas sesji część radnych tłumaczyła się brakiem wiedzy. Twierdzili, iż nie znali sprawy, ponieważ są nowi lub nie zostali o niej poinformowani.
Wiceprzewodnicząca Rady, Bogusława Szczerbińska, przyznała z kolei, iż trudno uwierzyć, iż sprawa ciągnie się od tylu lat bez żadnego efektu.
Sprawa ulicy Zabrodzie to nie tylko lokalny incydent. To przykład braku podstawowej wiedzy o zarządzanym terenie oraz nieskutecznej komunikacji i organizacji pracy w Urzędzie Miejskim w Sokółce. o ile przez sześć lat nie można rozwiązać tak niewielkiej sprawy infrastrukturalnej, trudno oczekiwać sprawnego działania przy większych inwestycjach.
II zastępca burmistrz Sokółki Mariusz Gurzyński zapowiedział przyjrzenie się sprawie i przygotowanie kosztorysu. To pierwszy krok, ale mieszkańcy słyszeli podobne deklaracje już wcześniej.
Dziś nie potrzeba kolejnych obietnic. Potrzeba konkretnej decyzji i realnej realizacji inwestycji, bo dla mieszkańców ta „ulica widmo” to nie abstrakcja, ale codzienne życie bez wody i kanalizacji w XXI wieku.
Redakcja








