Ucieczka przed sądem. Polityczny finał Zbigniewa Ziobry

4 godzin temu

Sprawa azylu Zbigniewa Ziobry na Węgrzech stała się jednym z najmocniejszych symboli kryzysu moralnego Prawa i Sprawiedliwości. Wypowiedzi Donalda Tuska nie tylko celnie punktują absurd całej sytuacji, ale także trafiają w sedno problemu: wieloletnie rządy PiS wytworzyły środowisko, w którym odpowiedzialność prawna zaczęła być traktowana jak prześladowanie polityczne, a ucieczka – jak strategia obronna.

Premier nie owijał w bawełnę. Jak stwierdził, „decyzja pana Ziobry o ucieczce wraz z małżonką i skorzystanie z azylu politycznego na Węgrzech jest – w sensie ludzkim, moralnym – przyznaniem się do winy”. Trudno o mocniejsze słowa, ale też trudno o bardziej adekwatną diagnozę. Człowiek, który przez lata stał na straży „surowego państwa”, dziś – jak powiedział Tusk – „jak diabeł święconej wody boi się polskiego sądu”.

Sedno tej sprawy polega na fundamentalnym fałszu narracji Ziobry i jego środowiska. Były minister sprawiedliwości zdecydował się na azyl polityczny, choć – jak przypomniał premier – „zgodnie ze wszystkimi zasadami, w tym jednoznaczną opinią Unii Europejskiej, Polska nie jest krajem, gdzie zagrożona jest praworządność”. To zdanie rozbraja całą konstrukcję propagandową PiS. jeżeli Polska jest państwem bezpiecznym, to przed czym adekwatnie Ziobro ucieka?

Tusk precyzyjnie wskazał paradoks tej decyzji: „Polska jest uznawana, tak jak wszystkie pozostałe kraje UE, za kraj bezpieczny, z którego nikt nie ma powodu uciekać i prosić o azyl polityczny”. I dodał gorzką ironię historii – jedynym krajem Unii Europejskiej, wobec którego toczą się procedury dotyczące łamania praworządności, są dziś Węgry. To właśnie tam Ziobro szuka „ochrony”. Trudno o bardziej wymowny wybór.

Porównanie dokonane przez premiera – zestawienie Ziobry z Tomaszem Szmydtem, który uciekł na Białoruś – wywołało oburzenie wśród polityków PiS, ale nie dlatego, iż jest nieprawdziwe. Przeciwnie. Jak zauważył Tusk, „azyl pana Ziobry niczym się nie różni od azylu politycznego jego protegowanego pana Szmydta”. Mechanizm jest ten sam: ucieczka przed odpowiedzialnością, schronienie pod skrzydłami reżimu łamiącego zasady państwa prawa i próba przedstawienia się w roli ofiary.

To właśnie w tym miejscu ujawnia się zasadnicza różnica między obecną władzą a poprzednikami. Rząd Tuska nie buduje swojej legitymacji na strachu przed sądami ani na delegitymizowaniu instytucji państwa. Przeciwnie – opiera się na przekonaniu, iż prawo musi być równe dla wszystkich, także (a może zwłaszcza) dla tych, którzy przez lata to prawo naginali.

PiS i Ziobro próbują jeszcze grać kartą „politycznych represji”, ale ta narracja coraz słabiej trafia choćby do własnego elektoratu. Azyl na Węgrzech nie wygląda jak akt odwagi, ale jak paniczny odruch. I właśnie dlatego słowa Tuska wybrzmiały tak mocno – bo nazwały rzeczy po imieniu. Nie ma tu żadnego spisku ani prześladowań. Jest tylko ucieczka przed odpowiedzialnością, której wcześniej tak chętnie domagano się od innych.

Idź do oryginalnego materiału