Kilka dni temu Donald Trump powiedział, iż jego administracja zamierza wycofać przepisy wprowadzone za prezydentury Joe Bidena, które miały ograniczyć emisje metanu z sektora wydobycia ropy i gazu. To silny gaz cieplarniany, będący jednocześnie głównym składnikiem gazu ziemnego. To kolejny krok administracji Trumpa sprzeczny z działaniami na rzecz odejścia od paliw kopalnych. Dzieje się tak mimo faktu, iż Amerykanie nie pozostają obojętni wobec problemu ocieplającego się klimatu.
Amerykanie poszli do urn. W ostatnich dniach kampanii poparcie dla Trumpa spadło do jednego z najniższych poziomów w historii jego prezydentury. Niewykluczone, iż Republikanie zapłacą za tę politykę utratą kontroli nad Kongresem. Jak pokazują badania, główną bolączką milionów mieszkańców USA jest gospodarka. To właśnie gospodarka była głównym czynnikiem, którym kierowali się wyborcy.
Źródło: Instytut GallupaCo ciekawe, zmiany klimatu znalazły się dopiero na ostatnim miejscu wśród 11 zagadnień uwzględnionych w badaniu Gallupa. Nie oznacza to jednak, iż problem został całkowicie zmarginalizowany. Z badania wynika, iż 46 proc. wyborców uważa go za bardzo lub niezwykle istotny przy podejmowaniu decyzji wyborczej.
- Czytaj na SmogLab: USA: wybory rozstrzygną się przy dystrybutorze. Amerykanista o scenariuszach
Amerykanie martwią się globalnym ociepleniem
Kwietniowe badania Gallupa pokazały, iż 44 proc. Amerykanów martwi się globalnym ociepleniem w bardzo dużym stopniu. To jeden z najwyższych wyników w historii pomiarów. Problem dostrzegają przede wszystkim wyborcy Demokratów. Wielu Amerykanów oczekuje również, iż politycy będą mówić o globalnym ociepleniu i podejmować konkretne działania.
– Ludzie, którzy uważają, iż politycy nie powinni mówić o zmianach klimatu, są w błędzie – powiedział niedawno dla Inside Climate News działacz ekologiczny, Nathaniel Stinnet. – Z naszych badań przeprowadzonych w stanach, w których walka wyborcza jest najbardziej wyrównana, wynika, iż stosunkiem głosów trzy do jednego prawdopodobni wyborcy opowiadają się za tym, aby politycy poświęcali więcej czasu w rozmowy o zmianach klimatu i zanieczyszczeniach, a nie mniej.
Stinnet zwrócił uwagę, iż aż 59 proc. badanych stwierdziło: „Chcę, żeby politycy częściej mówili o klimacie”. Tylko 17 proc. chciałoby, aby mówili o nim rzadziej. Pokazuje to, iż dla znacznej części amerykańskiego społeczeństwa globalne ocieplenie jest istotnym problemem, co raczej nie powinno dziwić. USA w tym roku doświadczyły szeregu poważnych katastrof pogodowych i klimatycznych.
Analiza przeprowadzona przez Climate Central wykazuje, iż tylko w pierwszej połowie tego roku straty związane z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi wyniosły co najmniej 31,9 mld dolarów. W tym okresie odnotowano 12 katastrof powodujących szkody przekraczające miliard dolarów każda.
„Wierć, kochanie, wierć”. Trump nie zmienia kursu
Takie fakty nie wpływają jednak na podejście Trumpa. Nie wpływały na nie również wcześniej. Prezydent USA rozpoczął drugą kadencję pod hasłem „Drill baby drill”, czyli w dosłownym tłumaczeniu: „wierć, kochanie, wierć” – w kontekście wydobycia ropy i gazu. Podczas pierwszej kadencji również składał podobne deklaracje i zapowiedzi, choć nie wszystkie udało się wówczas przełożyć na konkretne działania. Teraz jednak sytuacja może wyglądać inaczej.
27 października, podczas wiecu wyborczego w Teksasie, Trump oświadczył, iż jego administracja zamierza wycofać przepisy nakładające na koncerny naftowe obowiązki związane z ograniczaniem emisji metanu podczas wydobycia ropy i gazu. Prezydent stwierdził, iż zmiana pozwoli firmom i konsumentom zaoszczędzić miliardy dolarów oraz umożliwi wydobycie dodatkowych 210 mln baryłek ropy. To równowartość około 10 dni amerykańskiego zużycia ropy naftowej.
– Oficjalnie likwiduję kosztowne i niepotrzebne przepisy Bidena dotyczące metanu, aby zaoszczędzić konsumentom i producentom energii 45 mld dolarów – powiedział Trump.
Złagodzenie przepisów dotyczących emisji jest częścią szerszej kampanii administracji Trumpa i Republikanów w Kongresie przeciwko polityce klimatycznej wprowadzonej za kadencji byłego prezydenta Joe Bidena. Przykładów takich działań jest wiele. Chodzi m.in. o próbę podważenia naukowych ustaleń dotyczących zagrożeń związanych z gazami cieplarnianymi, które stanowiły podstawę wielu amerykańskich regulacji klimatycznych. Do tego dochodzą działania zmierzające do obniżenia standardów efektywności paliwowej samochodów oraz zniesienia ograniczeń emisji dla elektrowni węglowych i gazowych.
Nowa kadencja amerykańskiego Kongresu rozpocznie się dopiero 3 stycznia 2027 r. Trump i jego partyjni sojusznicy mają więc jeszcze czas, by przeprowadzić kolejne zmiany.
- Czytaj na SmogLab: „Drill, baby, drill”? Stany biły rekordy wydobycia już przed Trumpem
Metan przez cały czas będzie trafiał do atmosfery
Organizacje ekologiczne oceniają, iż planowane wycofanie regulacji pozwoli przedsiębiorstwom przez cały czas zanieczyszczać atmosferę metanem. To gaz, który ma istotny wpływ na pogłębianie się kryzysu klimatycznego. Jego oddziaływanie nie ogranicza się oczywiście do terytorium USA. Skutki emisji odczuwalne są na całej planecie.
Co więcej, metan można nie tylko przechwytywać, ale również wykorzystywać do produkcji energii i ogrzewania milionów gospodarstw domowych. Jego uwalnianie oznacza więc nie tylko dodatkowe obciążenie dla klimatu, ale również marnowanie cennego surowca.
Fred Krupp, prezes organizacji Environmental Defense Fund stwierdził, iż decyzja daje przedsiębiorstwom „wolną rękę”, a jej koszty poniosą amerykańscy konsumenci.
– EPA [Agencja Ochrony Środowiska – red.] powinna walczyć z tym marnotrawstwem, a nie ułatwiać jego kontynuowanie – powiedział.
Nadzieje na zmiany
Demokraci dostrzegają problem zmian klimatycznych i degradacji przyrody, dlatego wielu przedstawicieli tego środowiska, w tym naukowców i działaczy klimatycznych, wiąże z wyborami duże nadzieje. Liczą, iż ewentualna zmiana układu sił w Kongresie pozwoli – przynajmniej częściowo – zahamować działania administracji Trumpa.
– Nowy Kongres mógłby powstrzymać krwawienie – powiedział dla TIME Malcolm Araos, adiunkt na Uniwersytecie Nowojorskim. – Nowy Kongres lub nowy Senat nie mogą cofnąć wielu zmian znoszących dotychczasowe regulacje klimatyczne. Mogą jednak zbadać, dlaczego je uchylono, i zapobiec podobnym działaniom w przyszłości.
Bill McKibben, działacz klimatyczny, powiedział dla Inside Climate News, iż wybory miały najważniejszy charakter. Były przygotowaniem gruntu pod kolejną zmianę polityczną, czyli wybory prezydenckie za dwa lata.
– I to będą, przynajmniej w kontekście klimatu, prawdopodobnie ostatnie wybory, które odbędą się w czasie, gdy wciąż mamy realną szansę wpłynąć na niektóre z tych wydarzeń – powiedział pod koniec października McKibben.
Geoffrey Henderson, adiunkt zajmujący się polityką środowiskową na Uniwersytecie Michigan, zwraca uwagę, iż zmiany mogą następować również na poziomie poszczególnych stanów.
– Widzieliśmy niedawno, iż gdy Demokraci kontrolują wszystkie najważniejsze ośrodki władzy na poziomie stanowym, otwiera to możliwość przyjmowania naprawdę przełomowych rozwiązań w polityce klimatycznej.
Czy jednak ewentualna zmiana układu sił w amerykańskim Kongresie rzeczywiście przełoży się na politykę klimatyczną? Niekoniecznie. Donald Trump przez cały czas będzie prezydentem i zachowa prawo weta. Do jego odrzucenia potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów w obu izbach Kongresu. W praktyce oznacza to, iż Trump będzie mógł blokować wiele inicjatyw ustawodawczych.
–
Zdjęcie tytułowe: Rawpixel.com/Shutterstock

1 godzina temu















