Tomasz Terlikowski 28 sierpnia zarzucił władzom Kościoła w Polsce brak pomysłu na przyszłość i powtarzanie tych samych argumentów w sporze o lekcje religii oraz edukację zdrowotną. Krytyka dotyczy oświadczenia KEP z 24 sierpnia. Stawką jest prawo rodziców, formacja młodych i wiarygodność Kościoła.
Terlikowski krytykuje język bez strategii
Tomasz Terlikowski w tekście opublikowanym przez „Rzeczpospolitą” ocenił, iż kolejne listy władz Konferencji Episkopatu Polski nie pokazują realnego planu działania. Publicysta napisał o braku pomysłu na przyszłość Kościoła i powtarzaniu tej samej argumentacji. Bezpośrednim punktem odniesienia było oświadczenie Prezydium KEP „Młody człowiek zasługuje na więcej”, podpisane przez abp. Tadeusza Wojdę, abp. Józefa Kupnego i bp. Marka Marczaka.
Zarzut jest bolesny, bo trafia w słabość dobrze znaną wielu wiernym. Biskupi publikują dokumenty, gdy MEN ogranicza miejsce religii w szkole, ale rodzice i katecheci potrzebują także narzędzi prawnych, dobrej organizacji oraz jasnej odpowiedzi, jak ma wyglądać katecheza za kilka lat. Sam list nie zastąpi pracy w parafiach, formacji katechetów ani obecności przy rodzinach.
KEP broni praw rodziców i miejsca religii
Nie wolno jednak udawać, iż spór biskupów z MEN jest sztuczny. W oświadczeniu z 24 sierpnia Prezydium KEP wskazało cztery konkretne zmiany: umieszczanie religii przed albo po innych zajęciach, redukcję do jednej godziny tygodniowo, możliwość łączenia klas oraz usunięcie oceny z religii ze średniej. Zdaniem biskupów prowadzi to do marginalizacji katechezy.
Ten argument ma wagę. Konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami nie może zależeć od światopoglądowej mody urzędników. Państwo nie powinno wypychać religii na obrzeża planu lekcji, a potem przedstawiać spadku frekwencji jako spontanicznego wyboru uczniów. Administracyjne utrudnienia mają realne skutki.
Edukacja zdrowotna i pytanie o rodzinę
Od 1 września 2026 roku edukacja zdrowotna ma być przedmiotem obowiązkowym, przy czym moduł dotyczący wychowania seksualnego ma pozostać nieobowiązkowy. KEP uznaje potrzebę nauczania o zdrowiu fizycznym, psychicznym i profilaktyce. Biskupi sprzeciwiają się natomiast wizji człowieka, która osłabia szczególną rolę małżeństwa kobiety i mężczyzny oraz rodziny. Wcześniejsze oświadczenie Komisji Wychowania Katolickiego KEP stawiało ten problem wprost.
Obrona rodziny nie jest „śpiewką”. To zasadniczy obowiązek Kościoła i ważna sprawa społeczna w państwie dotkniętym kryzysem demograficznym. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy słuszna diagnoza nie prowadzi do skutecznego działania. Rodzic, który chce poznać program zajęć, zgłosić zastrzeżenia lub zorganizować nauczanie religii, powinien otrzymać prostą pomoc w swojej diecezji i parafii.
Redukowanie całej odpowiedzi do apelu o czujność zostawia rodziny same wobec rozbudowanej machiny państwowej. Potrzebne są zespoły prawne, przejrzyste materiały dla rodziców, kontrola podręczników oraz systematyczna presja na MEN. Właśnie dlatego obywatelska odpowiedzialność rodziców ma dziś tak duże znaczenie.
Kościół musi wrócić do pracy u podstaw
Terlikowski słusznie domaga się od władz kościelnych czegoś więcej niż kolejnego dokumentu. Myliłby się jednak każdy, kto z krytyki stylu działania wyprowadzałby wniosek, iż należy porzucić obronę katechezy, rodziny i praw rodziców. Treść sporu pozostaje fundamentalna. Słaba komunikacja nie czyni słusznej sprawy mniej słuszną.
Polski Kościół potrzebuje teraz realizmu i pracy u podstaw. Parafia powinna być miejscem mocnej katechezy, wsparcia rodziny i żywej wspólnoty, a episkopat musi umieć walczyć o wolność wychowania także na gruncie prawa i administracji. Dla Polski oznacza to obronę ciągłości kulturowej oraz prawa rodziców do decydowania, w jakim duchu dorastają ich dzieci. Bez strategii choćby najlepsze oświadczenia zostaną papierem. Bez zasad strategia stanie się pustym zarządzaniem schyłkiem.












