Ten mityczny „polityczny środek”. Władza w rękach dziewięciu procent

1 godzina temu

Jeszcze dwie dekady temu „polityczny środek” to było około 20 procent wyborców, dziś można szacować ich liczbę na góra 8-9 procent. Ale w podzielonej na dwa mniej więcej równe bloki scenie politycznej to wciąż języczek u wagi.

Jeszcze nigdy tak wielu…

Liderzy partyjni i spin doktorzy doskonale to wiedzą, stąd na wszystko, co się ostatnio u nas dzieje, trzeba spojrzeć przez pryzmat tego środka. Parafrazując jedno słynne krótkie zdanie Winstona Churchilla, „Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak niewielu”, można powiedzieć, iż jeszcze nigdy tak wielu nie walczyło o tak niewielu. Skądinąd, były brytyjski premier powinien być wzorem dla naszych polityków, jeżeli chodzi o ujmowanie ważnych i skomplikowanych spraw krótkimi, błyskotliwymi określeniami, które na długo i głęboko wpadają w pamięć.

Wracając do tematu, polityczny środek to nie jest homogeniczna masa, ale wiele grupek o różnych oczekiwaniach i priorytetach. Z grubsza jednak łączą ich trzy rzeczy: potrzeba szeroko rozumianego bezpieczeństwa, zasobne portfele oraz brak akceptacji dla nieuczciwości i niemoralności polityków. Nie są to wyborcy, którzy ulegają prymitywnej partyjnej propagandzie jednej lub drugiej strony. Mało obchodzą ich „wilcze oczy” Tuska, czy dyktatorskie zapędy Kaczyńskiego. Może trudno w to uwierzyć, ale tacy ludzie są. I to oni zadecydują, kto za rok wygra wybory, obóz prawicowy, czy skupiony wokół obecnej koalicji rządzącej.

To z myślą o nich ta ostatnia – mówiąc kolokwialnie – grzeje na maksa aferę Zondacrypto, która bezdyskusyjnie kompromituje prawicę. Nie z myślą o jej wyborcach, którzy z nienawiści do drugiej strony są gotowi wybaczyć swoim wszystko (podobny mechanizm działa często po drugiej stronie). Ponadto na prawicy działa prawo zachowania masy – jeżeli z powodu skandalu z Zondacrypto jakaś część wyborców odejdzie od PiS, to nie do KO, PSL czy Lewicy, ale do Brauna lub Konfederacji. Więc per saldo nic to nie da Koalicji 15 X. Ale jeżeli opowieść o chciwych i skorumpowanych politykach prawicy zniechęci do nich choćby część z tych 8-9 proc. wyborców środka, to dla Donalda Tuska i jego koalicjantów jest bezcenne.

Polityczny środek

Walka o niezdecydowanych odbywa się na wielu polach, a pomocne są w tym liczne ostatnio sondaże, adekwatnie na każdy temat, który może wzbudzić społeczne emocje. I jeżeli w którymś circa 60 proc. jest za lub przeciw, to w tej grupie – oprócz zwolenników prawicy lub obecnej władzy – są prawie wszyscy wyborcy środka. To dla partyjnych spin doktorów istotny sygnał, by iść tak dalej lub coś gwałtownie zmienić. Takie zmiany, niekiedy dla „bazy” zaskakujące, mogą budzić jej niezadowolenie i głośny sprzeciw, ale liderzy dobrze wiedzą, iż wyborcy pomarudzą, popsioczą, ale na końcu wszystko przełkną i pójdą zagłosować jak trzeba.

W tej walce o środek w trochę gorszej sytuacji jest obecny obóz władzy. Na prawicy wszystkie partie, a przynajmniej tak wynika w tej chwili z badań, są pewne miejsca w Sejmie. Pozyskanie środka tylko wzmocni ich pozycję. Natomiast notowania koalicjantów KO, oprócz Lewicy, są fatalne. I jeżeli to ekipa Tuska przechwyci niezdecydowanych, to ich głosy mogą się rozłożyć na wszystkie partie koalicyjne, w tym także te, którym choćby ten dodatkowy zastrzyk głosów nie pomoże przeskoczyć progu wyborczego. Co da zwycięstwo i rządy prawicy. Dlatego w najbliższym czasie spodziewam się intensyfikacji dyskusji o wspólnej liście Tuska, Czarzastego, Kosiniaka i Hołowni.

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału