Jak długo dopuszczano, by skala zanieczyszczeń w wodach rzeki Bóbr przekraczała normy wskazane w postanowieniu? Jak Tauron Ekoenergia odpowiada na pytania dziennikarzy?
Katastrofa ekologiczna na Jeziorze Pilchowickim i rzece Bóbr nie wydarzyła się nagle. Obniżanie poziomu wody było zaplanowanym elementem modernizacji zapory, a wraz z opróżnianiem zbiornika uruchomiony został materiał gromadzony na jego dnie przez dziesięciolecia. Dziś, dzięki kolejnym wynikom kontroli i badań, coraz wyraźniej widać, iż jednym z najważniejszych problemów była zawiesina przedostająca się do rzeki. Konkretne liczby pokazują skalę: przy dopuszczalnym poziomie 80 mg/l, 1 lipca stwierdzono jej ponad 10 tys. mg/l.
Osady na dnie zbiornika
Już przed rozpoczęciem prac istniał problem, którego znaczenie z perspektywy późniejszych wydarzeń trudno dziś pominąć. W maju 2025 roku redakcja Lwówecki.info pytała instytucje odpowiedzialne za ochronę środowiska o skład i ilość osadów dennych w Jeziorze Pilchowickim. Wówczas WIOŚ nie posiadał wyników badań dotyczących ich składu i szkodliwości. Takich badań nie prowadziły również Państwowy Instytut Geologiczny ani GIOŚ. Jednocześnie było wiadomo, iż przez ponad sto lat na dnie zbiornika odkładał się materiał transportowany przez Bóbr.
Wskazywano także na możliwość występowania w historycznych osadach zanieczyszczeń, w tym metali ciężkich. To właśnie ten materiał został później uruchomiony podczas obniżania poziomu wody.
Początek katastrofy
29 czerwca 2026 roku sytuacja osiągnęła apogeum. W zbiorniku pojawiły się masowo śnięte ryby, a poniżej rzeką płynął szary szlam o wyjątkowo intensywnym zapachu.
WIOŚ poinformował, iż tego dnia otrzymał zgłoszenie od Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lwówku Śląskim dotyczące śniętych ryb w Pilchowicach. Jednak inspektorzy pojawili się na miejscu dopiero kolejnego dnia. Wówczas stwierdzili znaczną liczbę martwych ryb oraz zmienioną barwę i zmętnienie wody, a także pobrali pierwsze próbki.
W odpowiedzi na pytania Lwówecki.info WIOŚ wskazał jednocześnie, iż do 29 czerwca nie otrzymał żadnego zgłoszenia dotyczącego nieprawidłowości przy pracach na zbiorniku.
Jeszcze tego samego dnia Tauron Ekoenergia przekazywał, iż sytuacja była przewidywana i ma charakter odwracalny, ponieważ była jednym z etapów opróżniania zbiornika przed rozpoczęciem remontu.
„W dniu 29 czerwca 2026 r. TAURON Ekoenergia Sp. z o.o. poinformowała, iż „obecna sytuacja jest trudna, jednak była przewidywana i ma charakter odwracalny, będąc jednym z etapów opróżniania Zbiornika Pilchowickiego przed rozpoczęciem prac remontowych”.” – przekazała w odpowiedzi na pytania Lwówecki.info Karolina Madera- Bielawska z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu.
80 mg/l kontra ponad 10 000 mg/l
Najbardziej wymowną informacją dotyczącą jakości spuszczanej wody okazały się jednak wyniki badań zawiesiny. Warunki prowadzenia prac określały maksymalny poziom zawiesiny na 80 mg/l. Po przekroczeniu tego parametru prace powinny zostać przerwane. Tymczasem badania zlecone przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wykazały, iż 1 lipca ilość zawiesiny przekroczyła 10 000 mg/l, co potwierdziła minister klimatu.
„Postanowienie jasno określało także poziom ilości zawiesiny w spuszczanej wodzie w wysokości maksymalnie do 80 mg/l oraz konieczność przerwania prac przy przekroczeniu tego parametru. Według badań zleconych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska we Wrocławiu, 1 lipca ilość zawiesiny przekroczyła 10 tysięcy mg/l.” – informowała minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska.
To oznacza ponad 12500 procent powyżej wartości granicznej.
Zawiesina i osady denne
Zawiesina nie pojawiła się w Bobrze bez związku z opróżnianiem zbiornika. Wraz ze zmianą warunków hydrologicznych i odsłanianiem kolejnych fragmentów dna dochodziło do przemieszczania materiału zgromadzonego przez dziesięciolecia. Kontrola RDOŚ, zakończona 5 sierpnia, odniosła się bezpośrednio do tego mechanizmu.
„Mimo pogarszających się warunków bytowych nie wstrzymano zrzutu wody, ignorując w tym zakresie pisemne zalecenia metodyczne nadzoru ichtiologicznego.” – wskazała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska.
W ocenie RDOŚ gwałtowny zrzut wody oraz brak zastosowania się do zaleceń specjalistów doprowadziły do letalnego pogorszenia warunków tlenowych i masowego przemieszczania osadów dennych. Co istotne, kontrola wykazała również, iż po stwierdzeniu wzrostu stężenia zawiesiny nie podjęto odpowiednich działań ograniczających jej negatywne oddziaływanie.
„Wbrew zapisom postanowienia, po stwierdzeniu wzrostu stężenia zawiesiny w cieku, nie podjęto adekwatnych działań, które ograniczyłyby negatywne skutki w środowisku przyrodniczym.” – podkreśla RDOŚ.
Dziesiątki ton martwych ryb
Skutki tego procesu widać w bilansie biologicznym. Ostatecznie odłowiono i przekazano do utylizacji 23,47 tony martwych ryb. Żywych osobników udało się odłowić i przenieść do zbiornika Wrzeszczyn około 2,22 tony. RDOŚ zwraca przy tym uwagę, iż nie prowadzono pełnej ewidencji gatunkowej i ilościowej wszystkich organizmów wywożonych do utylizacji. Nie można więc uznać masy odłowionych ryb za pełny bilans strat w ekosystemie.
Tym bardziej, iż problem nie dotyczył wyłącznie ryb. Przemieszczanie osadów i gwałtowne pogorszenie warunków tlenowych oddziaływały również na organizmy żyjące na dnie, bezkręgowce, larwy owadów, skorupiaki, mięczaki i roślinność wodną.
Pytania o nadzór
RDOŚ nie pozostawiła wątpliwości, iż podczas realizacji inwestycji doszło do naruszeń warunków określonych w decyzjach administracyjnych. Kontrola wykazała między innymi uchybienia w nadzorze przyrodniczym, brak odpowiednich specjalistów oraz niewykonanie części obowiązków związanych z ochroną środowiska. W konsekwencji RDOŚ zapowiedziała skierowanie do Prokuratury Rejonowej w Lwówku Śląskim zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na spowodowaniu zniszczeń w świecie roślinnym i zwierzęcym w znacznych rozmiarach.
Metale ciężkie w osadach i w wodzie
Dopiero 12 sierpnia 2026 roku, po trwających tygodniami analizach GIOŚ, ujawniono prawdę, przed którą przestrzegano już rok wcześniej:
„Podczas posiedzenia przedstawiono wstępne informacje o wynikach badań osadów dennych, analizowanych w tej chwili przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Wynika z nich, iż w osadach występują zanieczyszczenia, w tym metale ciężkie” – oświadczyła wojewoda Anna Żabska.
Co najmniej do połowy sierpnia 2026 r., czyli ponad sześć tygodni od momentu uwolnienia szlamu, społeczeństwo nie poznało dokładnych stężeń poszczególnych pierwiastków w zawiesinie, która przez cały ten czas była transportowana Bobrem m.in. przez Wleń, Lwówek Śląski i Bolesławiec w stronę Odry.
Jaka jest prawda o skali katastrofy ekologicznej w dorzeczu Odry?
Cała sprawa pokazuje skalę niekompetencji ludzi odpowiedzialnych za inwestycję związaną z modernizacją zapory wodnej w Pilchowicach, jak i ochronę środowiska przy jej realizacji. Pokazuje również dramatyczne skutki, jakie zapłacić musiała przyroda i człowiek. W tej historii uwagę zwraca jeszcze jedna rzecz, na którą do dziś nie padła odpowiedź. Skoro w momencie apogeum katastrofy skala zanieczyszczeń przekraczała te szokujące 12500 procent, to jak to wyglądało dzień, czy dwa, trzy przed katastrofą i jak wyglądało w kolejnych dniach lipca?
Takie dane pozwoliłyby odpowiedzieć na pytanie, jak skala zanieczyszczeń rosła, jak spadała i czy inwestor, firma realizująca inwestycję oraz służby odpowiedzialne za ochronę środowiska podejmowały adekwatne działania.
Pod koniec lipca br. redakcja Lwówecki.info zwróciła się do Tauron Ekoenergii z wnioskiem o udostępnienie wyników codziennych pomiarów koncentracji zawiesiny w rzece Bóbr, na odcinku Zapora Pilchowicka – Jezioro Rakowickie za okres od dnia 25 czerwca do 30 lipca 2026 roku. Niestety, spółka skarbu państwa, jaką jest Tauron Ekoenergia zwleka z ujawnieniem prawdy.
Wprawdzie prawo jest tu jednoznaczne. Art. 14. ust. 1 Ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko jasno mówi, iż „Władze publiczne udostępniają informację o środowisku i jego ochronie bez zbędnej zwłoki”.
Władze Tauron Ekoenergii starają się zaklinać rzeczywistość i w odpowiedzi na pytania redakcji tłumaczą, iż wniosek zostanie rozpatrzony w ciągu miesiąca. Aż miesiąc potrzebują eksperci spółki, by przemyśleć, co odpowiedzieć? A wystarczyłoby skopiować posiadane dane, wkleić do dokumentu i wysłać, by pokazać społeczeństwu jawność i transparentność działań. Niestety, oni tak nie potrafią!
W tym czasie katastrofa trwa. Obowiązuje zakaz korzystania z rzeki, Bobrem płyną zanieczyszczenia, wody wypłukują osady z jeziora, metale ciężkie transportowane są w stronę Odry.

1 godzina temu












.webp)
