Od początku obowiązywania Strefy Czystego Transportu kierowcy zapłacili za wjazd do Krakowa ponad 21 mln zł – wynika z danych, które przekazał naszej redakcji Urząd Miasta Krakowa. Mimo majowego referendum i zbliżających się przedterminowych wyborów strefa działa bez zmian, a straż miejska prowadzi regularne kontrole. Nierozstrzygnięta pozostaje kwestia pieniędzy: miały trafić na inwestycje wspólne z gminami ościennymi, ale rozmowy w tej sprawie zawieszono. Decyzję podejmie nowy prezydent.
Krakowska SCT obowiązuje od 1 stycznia 2026 roku i obejmuje większość zurbanizowanego obszaru miasta. Kierowcy aut niespełniających norm mogą wjeżdżać do niej po wykupieniu abonamentu miesięcznego albo opłaty godzinowej lub dziennej. To rozwiązanie przejściowe – docelowo, od 2029 roku, najbardziej emisyjne pojazdy nie wjadą do miasta w ogóle.
Fatalna komunikacja miasta wokół startu SCT sprzyjała dezinformacji, co ostatecznie stało się jednym z zapalników majowego referendum, w którym krakowianie odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Obowiązki prezydenta pełni w tej chwili Stanisław Kracik, a miasto czeka na przedterminowe wybory. Zapytaliśmy Urząd Miasta Krakowa, co się w tym czasie dzieje ze strefą.
- Czytaj także: Zakazali najbardziej trujących aut. Liczba zgonów spadła o 40 proc.
Ponad 21 mln zł wpływów
Z danych, które przekazało nam biuro prasowe magistratu, wynika, iż od początku funkcjonowania SCT kierowcy zapłacili za wjazd łącznie 21 mln zł. Z tego 12 mln to abonamenty miesięczne, a prawie 9 mln – opłaty godzinowe i dzienne.
Rozkład na miesiące pokazuje wyraźny trend. Rekordowy był styczeń, pierwszy miesiąc obowiązywania strefy – ponad 3,6 mln zł. Potem wpływy zaczęły się zmniejszać: w lutym 3 mln zł, w marcu 3,27 mln zł (luty był krótszy), w kwietniu 2,74 mln zł, w maju 2,66 mln zł, w czerwcu 2,31 mln zł, a w lipcu już nieco ponad 2 mln zł.
Między styczniem a lipcem to spadek o ok. 42 proc. Dane za grudzień 2025 roku (863 tys. zł) dotyczą przedsprzedaży abonamentów, a sierpniowe – dopiero pierwszych dni miesiąca.
Spadek można czytać na różne sposoby: albo kierowcy wymieniają auta i przestają płacić, bo nie muszą, albo przestają wjeżdżać do strefy, albo wjeżdżają i nie płacą. Zdaniem Krakowskiego Alarmu Smogowego (KAS) to sygnał, iż mieszkańcy dostosowują się do nowych zasad.
– Najwyższe wpływy odnotowano w styczniu 2026 r. a w kolejnych miesiącach kwoty stopniowo spadały, co może świadczyć o adaptacji mieszkańców i kierowców do nowych zasad – komentuje Filip Jarmakowski, koordynator projektów transportowych w KAS, pytany przez SmogLab.
Ponad 2 tys. kontroli w 3 miesiące. 141 wykroczeń i 12 mandatów
Po referendum pojawiły się głosy, iż miasto odpuści egzekwowanie przepisów. Dane z magistratu tego nie potwierdzają.
– Funkcjonariusze Straży Miejskiej Miasta Krakowa od 1 stycznia 2026 r. prowadzą regularne kontrole pojazdów wjeżdżających do Strefy Czystego Transportu – przekazał nam Piotr Subik z biura prasowego UMK.
Od maja do lipca strażnicy przeprowadzili 2327 takich kontroli. Ujawnili 141 wykroczeń, nałożyli 12 mandatów karnych i udzielili 129 pouczeń. Oznacza to, iż nieprawidłowości wykryto przy ok. 6 proc. kontroli, a zdecydowana większość zakończyła się pouczeniem, nie mandatem.
Uspokoiła się też sytuacja z infrastrukturą strefy. Na początku roku media niemal codziennie informowały o kradzieżach i niszczeniu znaków informujących o granicach SCT – według Radia Kraków zniknęła wtedy mniej więcej jedna trzecia tablic. – W ostatnim czasie nie odnotowaliśmy celowego niszczenia infrastruktury związanej z SCT – informuje nas magistrat.
- Czytaj także: Londyn miał czekać na zdrowe powietrze 200 lat. Dzięki strefie udało się w 9
Pieniądze miały iść do metropolii. Nie wiadomo czy tak się stanie
Największą niewiadomą pozostają pieniądze. Zgodnie z wcześniejszą deklaracją Aleksandra Miszalskiego wpływy ze strefy miały być rekompensatą dla gmin sąsiadujących z Krakowem, których mieszkańcy płacą za wjazd do miasta.
Problem w tym, iż – jak zwraca uwagę Radio Kraków – obowiązujące przepisy nie pozwalają po prostu przelać tych pieniędzy innym samorządom. Rozważanym rozwiązaniem jest przeznaczenie równowartości wpływów na wspólne inwestycje: parkingi Park and Ride na granicach miasta z gminami ościennymi albo zakup autobusów i tramwajów. Tak przynajmniej mówi Stanisław Kracik, który zastrzega jednocześnie, iż decyzje powinny należeć już do nowego prezydenta. Według niego po odliczeniu kosztów obsługi strefy do budżetu miasta wpłynęło dotąd ok. 20 mln zł.
Z odpowiedzi UMK dla naszej redakcji wynika, iż formalnie w kwestii przekazywania środków nie dzieje się wiele. – Na obecną chwilę nie została jeszcze przeprowadzona procedura dotycząca przekazania ekwiwalentu dla Stowarzyszenia Metropolia Krakowska – napisał do nas Piotr Subik.
Potwierdza to druga strona. Jak ustaliła Aleksandra Sobczak z Radia Kraków, rozmowy między miastem a Metropolią Krakowską toczyły się od początku roku, równolegle z konsultacjami w sprawie zmian w strefie, ale po referendum temat ucichł – i to zarówno w kwestii kształtu SCT, jak i podziału pieniędzy. – Wójtowie i burmistrzowie czekają więc na inicjatywę ze strony miasta – powiedział rozgłośni Daniel Wrzoszczyk ze Stowarzyszenia Metropolia Krakowska.
Kamery sprawdzą, czy możesz jeździć po SCT
Osobna sprawa to automatyzacja kontroli. Do redakcji docierają sygnały, iż część kierowców po prostu nie opłaca wjazdu, licząc na to, iż ryzyko bycia złapanym jest niewielkie. Sprawę ma rozwiązać system kamer, który już został zamontowany.
W ubiegły wtorek biuro prasowe poinformowało nas, iż system kamer został uruchomiony. – System kamer został odebrany od wykonawcy. realizowane są prace nad optymalizacją systemu pod kątem bieżącego wykorzystania przez służby kontrolujące SCT – napisał Piotr Subik.
Co konkretnie oznacza „optymalizacja”?
– Przede wszystkim optymalizacji podlega sam system kamer ANPR w taki sposób, żeby jak najlepiej wykorzystać ich możliwości techniczne. Poza tym już widać, iż ogromna ilość danych, jakie są pozyskiwane w tym procesie, wymaga dodatkowych przestrzeni dyskowych na ich przechowywanie – wyjaśnia urząd.
Kamery ANPR to urządzenia automatycznie rozpoznające tablice rejestracyjne. W pierwszej fazie integracji straż miejska ma dostawać dane statystyczne z wykazem pojazdów, które wjechały do strefy, a nie mają uprawnienia do poruszania się po niej.
– Straż miejska w ramach własnych procesów będzie mogła podjąć działania wyjaśniające – informuje magistrat. System dostarcza zdjęcie, numer rejestracyjny oraz lokalizację i czas wjazdu. Częstotliwość przekazywania danych mają dopiero ustalić między sobą zarząd dróg i straż miejska.
Ostateczny tryb kontroli nie pozostało pewny. – Docelowo potrzebny jest dodatkowy moduł w istniejącej aplikacji do kontroli strefy ograniczonego ruchu, w której to w trybie „rzeczywistym” widoczne byłyby pojazdy naruszające uprawnienia do wjazdu do SCT. To wymaga rozbudowy aplikacji – przyznaje przedstawiciel magistratu. Terminu pełnego uruchomienia systemu miasto jeszcze nie podało.
Co dalej ze strefą?
Przyszłość SCT rozstrzygnie się na dwóch poziomach. Pierwszy to sąd – skargą kasacyjną wojewody małopolskiego na uchwałę Rady Miasta Krakowa zajmuje się Naczelny Sąd Administracyjny. Drugi to przedterminowe wybory prezydenckie, których pierwsza tura odbędzie się 27 września. Temat strefy już w kampanii jest obecny – kilka dni temu jeden z kandydatów, Jan Hoffman, zadeklarował prace nad jej drastycznym zmniejszeniem – do obrębu krakowskich plant. W praktyce oznaczałoby to likwidację strefy.
– O tym, czy tak się stanie, dowiemy się po wyborach nowego prezydenta miasta – niektórzy z potencjalnych kandydatów od dawna mówią o ograniczaniu Strefy, zarówno jeżeli chodzi o jej granice, jak i o normy Euro samochodów – zauważa Filip Jarmakowski z Krakowskiego Alarmu Smogowego.
Jego zdaniem dotychczasowe dane pozwalają jednak patrzeć na strefę z ostrożnym optymizmem. – Można mieć nadzieję, iż Krakowska SCT w swojej pełnej wersji, czyli od roku 2029 realnie wpłynie na poprawę jakości powietrza i tym samym zdrowie mieszkańców – ocenia.
Argument, który w kampanii może okazać się najistotniejszy, podniósł natomiast sam Stanisław Kracik, który chwilowo rządzi miastem. W rozmowie z portalem LoveKrakow pełniący funkcję prezydenta zwrócił uwagę, iż za mniej więcej dwa lata spodziewana jest nowa, bardziej rygorystyczna regulacja dotycząca dopuszczalnych poziomów dwutlenku azotu. I choć dziś Kraków jest na granicy normy, to po jej zaostrzeniu – jak przewiduje – większość punktów pomiarowych w mieście pokaże przekroczenia.
To ma bezpośrednie przełożenie na pomysły ograniczania strefy. Kracik przyznaje, iż zawężenie SCT do drugiej obwodnicy przez rok czy dwa nie oznaczałoby kolizji ze standardami europejskimi, ale później już tak – a wtedy ponowne poszerzanie strefy będzie i trudniejsze politycznie, i bardziej konfliktowe społecznie. Zwraca też uwagę, iż granica strefy musi być czytelna, a czwarta obwodnica jest linią naturalną.
Decyzję o przyszłości strefy uważa za na tyle strategiczną, iż powinny podjąć ją nowe władze miasta. Zapowiada, iż magistrat przedstawi niedługo materiał poglądowy z własnymi propozycjami – i stawia warunek pod adresem startujących w wyborach. – Chcę, żeby poszczególni kandydaci wzięli odpowiedzialność za swoje obietnice w tej sprawie – mówi w wywiadzie dla lokalnego portalu.
- Czytaj także: Więcej szczęścia, mniej niepokoju i „chorobowego”. Nieoczywiste efekty czystszego powietrza

1 godzina temu












