Takiej sytuacji w Pionkach jeszcze nie było. Kierownik ŚDS obraża burmistrza i „hejtuje wszystkich z ukrycia”. Sama potwierdziła, iż to jej słowa

pionki24.pl 1 tydzień temu
Zdjęcie: Takiej sytuacji w Pionkach jeszcze nie było. Kierownik ŚDS obraża burmistrza i „hejtuje wszystkich z ukrycia”. Sama potwierdziła


To miała być prywatna rozmowa. Skończyło się na publicznej aferze. W sieci pojawił się fragment korespondencji, w której kierownik Środowiskowego Domu Samopomocy Anna Wierzycka w wulgarny sposób wypowiada się o burmistrzu Łukaszu Miśkiewiczu. Początkowo wiele osób nie wierzyło w autentyczność wiadomości. Wszystko zmieniło jedno oświadczenie.

Co się wydarzyło:
  • 28 kwietnia do sieci trafił fragment rozmowy
  • padły ostre, obraźliwe słowa pod adresem burmistrza
  • przez kilka godzin trwały spekulacje: fejk czy prawda?
  • kierownik ŚDS wydała oświadczenie

„Ch… zespół”, „posr..y” burmistrz

Ujawniona rozmowa nie pozostawia złudzeń. W wiadomościach pojawiają się mocne, wulgarne określenia. Kierownik ŚDS nie tylko narzeka na sytuację w pracy, ale wprost uderza w swojego przełożonego. Z treści wynika również coś jeszcze, pojawia się wątek, iż „hejtuje wszystkich z ukrycia”.

zrzut ekranu z mediów społecznościowych

Obrona? „To była prywatna rozmowa”

Gdy sprawa zaczęła nabierać rozpędu, pojawiło się oświadczenie opublikowane na oficjalnym profilu ŚDS. I tu nastąpił przełom. – „Niektóre słowa, które padły z mojej strony, były nacechowane emocjami i nie powinny zostać wypowiedziane – za nie szczerze przepraszam” – napisała kierownik ŚDS Anna Wierzycka.

To jedno zdanie wystarczyło, by rozwiać wszelkie wątpliwości. Skoro przeprasza za słowa, to znaczy, iż padły naprawdę.

Sama się pogrążyła?

Jeszcze chwilę wcześniej można było mówić o „rzekomej” rozmowie. Po publikacji oświadczenia ten argument przestał istnieć. Zamiast zdementować sprawę, kierownik potwierdziła jej autentyczność. I tym samym dolała oliwy do ognia.Funkcja zobowiązuje. A tu… emocje i wulgaryzmy.

Środowiskowy Dom Samopomocy to nie jest zwykłe miejsce pracy. To instytucja publiczna, która wymaga zaufania i profesjonalizmu. Tymczasem ujawniona korespondencja pokazuje zupełnie inną twarz kierownictwa, pełną emocji, frustracji i języka, który trudno uznać za akceptowalny.

Prywatne czy już publiczne?

Kierownik tłumaczy się, iż była to rozmowa prywatna. Tyle iż w dzisiejszych czasach „prywatne” bardzo gwałtownie staje się publiczne, zwłaszcza gdy chodzi o osoby na stanowiskach. Sprawa Anny Wierzyckiej prawdopodobnie nie ucichnie tak szybko.

Idź do oryginalnego materiału