Tak wojna Trumpa uderza w gospodarkę Europy. USA zyskują

6 godzin temu

Gdy kolejne fale upałów coraz mocniej uderzają w Stany Zjednoczone, amerykański przemysł gazowy próbuje osłabić jedną z najważniejszych unijnych regulacji klimatycznych. Przy wsparciu administracji Donalda Trumpa firmy eksportujące LNG wywierają presję na Brukselę, by opóźniła przepisy ograniczające emisje metanu. Jakby tego było mało, niegasnący konflikt USA i Iranu powoduje wzrost cen ropy i perspektywę spowolnienia gospodarczego na świecie. Jednocześnie na tej sytuacji korzystają zarówno USA, jak i Rosja.

USA doświadczyły serii niezwykle silnych fal upałów. Na szczególną uwagę zasługują ekstremalne temperatury, które zakłóciły obchody 250-lecia podpisania Deklaracji Niepodległości USA.

– Od 29 czerwca do 5 lipca 201 mln Amerykanów doświadczyło co najmniej jednego dnia, w którym zmiana klimatu zwiększyła prawdopodobieństwo wystąpienia wysokich temperatur co najmniej trzykrotnie – powiedział Shel Winkley, główny meteorolog w Climate Central, w wywiadzie dla USA TODAY. – Temperatury 3 lipca miały bardzo silny ślad zmian klimatu, dotykając 136 mln Amerykanów – dodał.

To tylko jeden z przykładów wpływu antropogenicznego globalnego ocieplenia. A przecież należy jeszcze dodać potężne pożary w Kanadzie. Te same, o które Trump obwinia tamtejsze władze – bo gęsty smog pokrył Chicago i Waszyngton.

Więcej cieplarnianego gazu z USA

Władze USA oraz amerykański przemysł paliw kopalnych najwyraźniej nie przejmują się problemem. Tamtejszy przemysł naftowy i gazowy w ostatnich latach znacząco zwiększył eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) do Europy. Teraz próbuje wpłynąć na unijną politykę klimatyczną. Przy wsparciu administracji Trumpa branża prowadzi intensywny lobbing na rzecz opóźnienia i złagodzenia unijnych przepisów dotyczących emisji metanu, które mają zacząć obowiązywać od 1 stycznia przyszłego roku. Chodzi o tzw. dyrektywę metanową, a dokładnie: Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1787. To szereg przepisów mających na celu ograniczenie emisji metanu związanych z wydobyciem i handlem LNG.

Metan jest bardzo silnym gazem cieplarnianym, który uwalnia się do atmosfery w wyniku wydobycia i transportu LNG. A to tylko pogorszy i tak już złą sytuację, jeżeli chodzi o konsekwencje globalnego ocieplenia.

– Biorąc pod uwagę jeszcze większy ślad gazów cieplarnianych niż w przypadku tradycyjnego gazu ziemnego, rezygnacja z wykorzystania LNG powinna stać się globalnym priorytetem. Nie widzę potrzeby traktowania LNG jako przejściowego źródła energii – stwierdził Robert Howarth z Uniwersytetu Cornella, który bada problematykę emisji metanu.

Czy Bruksela postawi na swoim?

Europa jest mocno zależna od dostaw gazu z zewnątrz. 80 proc. zapotrzebowania to import od państw, z którymi nie zawsze będzie nam po drodze. Po drugiej stronie mamy USA rządzone przez ludzi negujących globalne ocieplenie, którzy prowadzą politykę transakcyjną. Amerykanie na umowie z UE mogą zarobić 750 mld dolarów, a my będziemy od nich zależni.

– W 2025 roku importowaliśmy 58 proc. LNG ze Stanów, a ta liczba może wzrosnąć do 80 proc. w ciągu najbliższych lat. Jeden dominujący dostawca zyska więc realny wpływ na ceny i warunki dostaw – mówiła nam niedawno Katarzyna Wiekiera, ekspertka ze Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Fakt, iż jeszcze wiele lat upłynie, zanim przestaniemy potrzebować gazu, sprawia, iż władze UE mogą mieć problem z osiągnięciem swoich celów. W grę może wejść po prostu gospodarczy szantaż ze strony USA. Ale to nie wszystko. Kampania ze strony USA już odniosła sukces. Państwa członkowskie wezwały Komisję Europejską do opóźnienia wejścia w życie regulacji oraz ułatwienia przedsiębiorstwom spełnienia nowych wymogów.

„Pokażcie mi, kto wyprodukował ten gaz w Stanach Zjednoczonych”

Przepisy UE zakładają, iż importerzy gazu do UE będą musieli wykazać, iż LNG został wyprodukowany przy niskim poziomie emisji metanu. Pytanie tylko: jak to zrobić?

Tamtejszy przemysł wydobywczy uważa, iż spełnienie nowych wymagań będzie praktycznie niemożliwe. Wskazują, iż gaz eksportowany z USA pochodzi z wielu różnych złóż i jest mieszany przed skropleniem, przez co nie da się precyzyjnie określić emisji metanu dla każdej dostawy. Ich zdaniem przepisy mogą skutecznie zamknąć amerykańskim eksporterom dostęp do europejskiego rynku.

– Nie ma absolutnie żadnej możliwości, aby importer w Europie mógł powiedzieć: „Pokażcie mi, kto wyprodukował ten gaz w Stanach Zjednoczonych i jaka była intensywność emisji metanu u tego producenta” – powiedział dla POLITICO Fred Hutchison, prezes organizacji LNG Allies, wspierającej eksport amerykańskiego LNG.

Fakt, iż w wielu przypadkach amerykański przemysł wydobywczy ograniczył wycieki metanu, nie oznacza, iż problem zniknie. Cała branża sprzeciwia się unijnym regulacjom. Firmy podkreślają, iż ich zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim niepewności regulacyjnej i zbyt krótkich terminów wdrożenia nowych wymogów. Nikt nie ma na myśli ideologicznego sprzeciwu wobec ograniczania emisji metanu.

– Importerzy zostaną zmuszeni do złamania prawa albo do zaprzestania dostaw energii do Europy. Żadne wytyczne ani wyjątki od przepisów tego nie rozwiążą – przekazał rzecznik Exxon Mobil w oświadczeniu. – Unia Europejska powinna teraz nacisnąć przycisk „pauza” i uprościć regulacje, aby przemysł mógł przez cały czas ograniczać emisje, a jednocześnie dostarczać energię niezbędną do funkcjonowania społeczeństwa.

Bolesna ekonomia

A Europa wyjścia mieć nie będzie. Co gorsza, mimo postępującej rewolucji energetycznej przez cały czas potrzebujemy gazu i ropy. Tu też pojawia się inny problem, o którym już pisaliśmy wcześniej – koszty wojny na Bliskim Wschodzie.

Zaogniony konflikt USA z Iranem, wymiana ciosów i towarzyszące temu problemy w Cieśninie Ormuz powodują wstrząsy w światowej gospodarce. Przede wszystkim drożeje ropa – przez cały czas krew współczesnego świata. Jeszcze na początku lipca baryłka ropy kosztowała około 72 dolarów. w tej chwili kosztuje już ponad 80 dolarów i przez cały czas drożeje. Inwestorzy, przynajmniej na razie, tracą nadzieję, iż konflikt zostanie gwałtownie rozwiązany.

Źródło: OECD/Financial Times

Efekt? Wcześniejsze prognozy dotyczące PKB na 2026 rok są już niestety nieaktualne. Jak pokazuje raport OECD, wiele państw odnotuje niższy wzrost gospodarczy niż wcześniej zakładano. Szczególnie mocno odczuje to Wielka Brytania, ale także cała strefa euro. To koszty związane z importem droższej niż zwykle ropy naftowej, jak i gazu. Im droższa ropa, tym wyższe ceny towarów i usług, które są od niej zależne – to prowadzi do spowolnienia gospodarczego.

– Światowa gospodarka weszła w 2026 rok z solidnym impetem, jednak perspektywy znacznie się pogorszyły od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie, a jego skutki prawdopodobnie będą odczuwalne jeszcze przez długi czas. Im dłużej utrzymają się zakłócenia, tym większe będą koszty gospodarcze i społeczne – powiedział sekretarz generalny OECD Mathias Cormann.

Jak na ironię skutki będą znacznie słabiej odczuwalne w USA. Im wyższe ceny ropy i gazu, tym więcej trafi do budżetu państwa eksportera. To niestety dotyczy też Rosji, która z petrodolarów finansuje ataki rakietowe na obiekty cywilne w Ukrainie.

Zdjęcie tytułowe: shutterstock/hkhtt hj

Idź do oryginalnego materiału