Systemowe niszczenie wspólnoty

maciejsynak.blogspot.com 3 godzin temu


No tak, facet ma oczywiście rację - podkreślanie płci anihiluje takie słowa jak

mieszkańcy

zastępując je słowami: mieszkanki, miesz...kańcy.

Tu nie chodzi o "równość" tylko o to, by wyciąć z języka pojęcia określejące nas jako wspólnotę - gdańszczanie, Mazowszanie, nauczyciele, lekarze, sprzedawcy, Polacy...
Metoda małych kroków - to plan, żeby za dwa pokolenia Polacy byli dla siebie jak obce nacje...
Czy widzisz jaki istotny jest język jakim posługujemy się na codzień - i dbałość o niego?

Precz z reformą ortografii!






przedruk

Gdańszczanki, gdańszczanie, osoby gdańskie



Sztuczność języka

Tak się ciekawie składa, iż w językach z gramatyczną płcią – jak polski czy np. francuski – forma męska jest używana jako uniwersalna i domyślna – zarówno odnosząc się do różnych zawodów, jak i zbiorowości. Wynika to z wielu czynników, ale dla skrócenia tego tekstu skupię się przede wszystkim na jednym: ułatwianiu posługiwania sie danym językiem.

Chcemy jakąś myśl przekazać szybko, sprawnie i skupić się na jej meritum – to jest celem. Bo właśnie, kluczowym jest to, iż komunikujemy się z ludźmi po to, żeby coś im przekazać. Słowo jest jedynie nośnikiem myśli, a nie myślą samą w sobie

Dla przykładu: w języku polskim, słowo „lekarz” odnosi się do profesji, a nie jakiejś abstrakcyjnej postaci lekarza. Mówiąc „idę do lekarza” skupiamy się na tym, co my planujemy zrobić, a nie kim prywatnie jest osoba, do której się udajemy. Mamy tu do czynienia z uniwersalizmem, który nikogo i niczego nie wyklucza – on jedynie ułatwia nam przekazanie myśli, dla której płeć nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma to, gdzie idziemy.

Kiedy zaczynamy skupiać się nadmiernie na płci, zamiast na kompetencjach danej jednostki, skupiamy się na tym, co ma między nogami. Oczywiście, czasem to ma znaczenie, ale my nie o takich sytuacjach tu mówimy. jeżeli robimy to dodatkowo tak nachalnie jak niektórzy czołowi gdańscy politycy, język staje się rytualny i męczący. Tworzy się w nas poczucie, iż nie da się już normalnie niczego powiedzieć bez rytualnego tańca nad ogniskiem, który w tym przypadku jest używaniem zwrotu „Mieszkanki i mieszkańcy”.

Dzielimy tam gdzie dzielić nie trzeba. To tak jak z Katonem Starszym, który po każdym swoim występie dodawał na końcu: „Poza tym uważam, iż Kartaginę należy zniszczyć.” Była to jawna deklaracja polityczna, a nie jakieś tam luźne wtrącenie.



Polaryzacja

Usilne używanie jednocześnie form męskich i żeńskich wtedy, kiedy nie są one najważniejsze dla clou komunikatu, daje często nad wyraz mocny polaryzacyjny efekt.


„Mieszkanki i mieszkańcy” jest tu statementem, który jest dodatkowo wzmacniany tym, iż za każdym razem stawia się na pierwszym miejscu formę żeńską, jakby celowo starając się wzmocnić jedną płeć kosztem drugiej. To polaryzuje. Zwłaszcza wszystkich tych, którzy jak ja głęboko wierzą, iż tak na prawdę wszyscy jesteśmy niemalże tacy sami.

Dezintegracja

Czymże jest ciągłe podkreślanie istnienia różnych płci, jak nie tworzeniem niepotrzebnych podziałów w społeczeństwie? Czymże to jest, jak nie ciągłym wskazywaniem, iż są oni i są one, jakbyśmy tego nie wiedzieli. Że mieszkanki to nie mieszkańcy, a mieszkańcy to nie mieszkanki?

Dezintegrujemy w tej sposób społeczeństwo w niezwykle prostacki sposób.

Dla przykładu dam wam tytuł jednego ze świeżych artykułów z propagandowego portalu gdańsk*pl, który dziś zauważyłem: „Interwencja Kryzysowa MOPR bardziej dostępna dla mieszkanek i mieszkańców”.

Na co w tytule takiego artykułu powinno położyć sie akcent? Lepsza dostępność interwencji kryzysowych MOPR. Czy używanie formy męskiej i żeńskiej pełni tu jakąkolwiek funkcję, oprócz bycia narzędziem w tworzeniu inkluzywnego społeczeństwa?

Szkoda tylko, iż jest to tworzenie inkluzywności przez dezintegracje i pogłębianie często wybitnie niemądrych podziałów. Zamiast łączyć dzielimy. Pokazujemy, iż może i jesteśmy jednym społeczeństwem, ale z bardzo konkretnie przebiegającą linią podziału – tak, jakbyśmy wciąż żyli w ciemnych czasach, gdzie to faktycznie płeć była główną cechą determinującą czyjeś życie.


Wyrazistość płci

Jak już wyżej napisałem, uporczywe skupianie się na używaniu obu form – męskiej i żeńskiej – powodować może, iż robimy szum w przekazie. Zamiast być precyzyjnym, język zamienia się w pole walki. Nie to, co za jego pośrednictwem przekazujemy, a język sam w sobie staje się mieczem. Następuje zdominowanie przekazu przez kanał komunikacji i zbędny szum. W pewien sposób literki stają się ważniejsze niż słowa, które one tworzą.


Wyobraźcie sobie każdą regułę BHP, albo regulamin każdej usługi, które często podpisujemy, nasączone tym tak, jak to robią często nasi gdańscy politycy. Niektórych z tych rzeczy już w obecnych formach nie da się czytać, a co jakby nałożyć na to extra warstwę fałszywego budowania inkluzywności. Obawiam się, iż w paru sferach życia niedługo i tak się dowiemy.

Pojawia się tu termin, który w psychologii nazywa się „gender salience”. Kiedy słyszymy ciągle obie formy, nasz mózg podświadomie zaczyna szukać różnic między nimi. Stają się one dla niego tworem znacznie bardziej wyrazistszym aniżeli to było wcześniej. Naturalnym staje się dla niego to, iż skoro ten podział cały czas się pojawia, to z pewnością są ku temu konkretne powody.

Zjawisko to sprawia, iż zaczynamy postrzegać ludzi przede wszystkim przez pryzmat przynależności do kategorii „kobieta” lub „mężczyzna”, zamiast przez indywidualne cechy charakteru czy kompetencje. choćby jeżeli wcześniej tak tego nie widzieliśmy. Efekt? Totalnie odwrotny od zamierzonego, jak sami możecie się domyśleć


Słowem podsumowania

Czy możemy uznać zatem, iż usilne wprowadzanie inkluzywności do naszego języka przynosi lub może przynieść jakieś pozytywy? Zaznaczam, iż mówię tu o inkluzywności objawiającej się ciągłym używaniem form męskich i żeńskich, kiedy to jest totalnie zbędne? Czy jest to jedynie kolejne narzędzie używane przez polityków i ich przybocznych do podkreślania ich postępowości i odcinania od tego kuponów? Niestety, postępowości, która wprost depcze to, czym nasz język zawsze był i czemu służy? Jak się prawdopodobnie już domyślacie, moim skromnym zdaniem nie ma w tym wszystkim absolutnie nic pozytywnego, a wręcz jest to jedno z bardziej negatywnych działań wprost tworzących podziały między nami, zamiast je burzących.

Niczego dobrego to nie kreuje, a wręcz przeciwnie. Czemu więc oni wszyscy – począwszy od prezydent Dulkiewicz, przez radnych i urzędników niższego szczebla, na lokalnym portalu propagandowym kończąc – to robią? ‍Klasyk odpowiedziałby: „nie wiem, choć się domyślam”, ale ja klasykiem nie jestem.

Dla mnie to wszystko wynika po prostu z ich bardzo płytkiego podejścia do tematu społeczeństwa, łączenia nas w całość, spajania, wątpliwego szacunku do języka ojczystego i… niestety, często też wybitnie wąskich horyzontów intelektualnych. Tak tak moi mili – osoby o takich deficytach też są między nami, nie ma co się oszukiwać, iż jest inaczej. Pytaniem otwartym jest jednak to, czy muszą oni mieć tak znaczący wpływ na nasze życie – choćby w sferach tak podstawowych, jak język i świat który on przedstawia? Ano właśnie. Wybaczcie, iż tak długo, ale jak setny raz w ciągu ostatnich paru dni usłyszałem tę frazę, to coś we mnie pękło, więc chciałem się tym z wami podzielić.

Sebix





całość tutaj:

gdanskstrefa.com/jezyk-inkluzywny-w-gdansku-krytyka-zjawiska/




Idź do oryginalnego materiału