System kaucyjny miał zmienić nasze nawyki i ograniczyć ilość odpadów w przestrzeni publicznej. Dziś, zamiast go poprawiać, politycy spierają się o jego likwidację. Eksperci ostrzegają: to może być krok wstecz.
System kaucyjny w Polsce działa od 1 października 2025 roku. Jak podaje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, od tego czasu Polacy oddali 2,3 mld opakowań kaucyjnych. Choć chętnych do zbierania puszek i butelek z reguły nie brakuje, nie wszyscy zgadzają się z funkcjonowaniem systemu. Kilka dni temu przedstawiciele Konfederacji złożyli projekt likwidacji systemu kaucyjnego. Ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska ostrzega, iż jego demontaż oznaczałby więcej opakowań w przestrzeni publicznej, ryzyko wyższych opłat za odpady oraz odszkodowania dla firm, które zainwestowały w system. Tymczasem plusów jego działania nie brakuje.
Potrzebna jest rozbudowa, nie likwidacja
Do projektu Konfederacji odniosło się wielu specjalistów branży odpadowej i działaczy na rzecz niemarnowania zasobów.
– Polacy bardzo gwałtownie przestali się obrażać na system kaucyjny. Zwrot opakowań staje się naturalną częścią zakupów, podobnie jak wcześniej segregowanie odpadów – mówi Katarzyna Wągrowska, ekspertka ds. gospodarki obiegu zamkniętego, autorka bloga Ograniczam Się i książki „Życie zero waste”.
Jej zdaniem likwidacja systemu w obecnym momencie mogłaby zahamować zmianę zachowań konsumentów. – Kolejki i brak automatów w małych miejscowościach pokazują, iż system wymaga rozbudowy, a nie demontażu – mówi.
Podobną ocenę przedstawia Magdalena Piotrowska, ekspertka ds. ograniczania odpadów i ponownego użycia, twórczyni profilu @crush_on_trash. Jej zdaniem efekty działania systemu są coraz bardziej widoczne.
– System kaucyjny działa: z każdym miesiącem na ulicach widać mniej objętych nim butelek i puszek – mówi Piotrowska.
Ekspertka zaznacza jednocześnie, iż obecne rozwiązanie nie jest idealne. Jej zdaniem najważniejsze jest jednak to, iż infrastruktura stopniowo się rozwija. Jej zdaniem kolejnym krokiem mogłoby być rozszerzenie systemu na opakowania szklane.
– Rozszerzenie systemu na szkło może przynieść istotne korzyści, ponieważ szkło można poddawać pełnemu recyklingowi, o ile jest zbierane w czystym strumieniu – tłumaczy Piotrowska.

Samorządowcy zainteresowali się tematem
Michał Kirker, Przewodniczący i Radny Rady Miejskiej Jaworzna oraz działacz społeczny, zainteresował się funkcjonowaniem systemu kaucyjnego po tym, jak zaczął obserwować ogromne kolejki przy automatach do zwrotu butelek i puszek. Jak zauważa, niemal wszędzie tam, gdzie pojawiły się zwrotomaty, można zobaczyć tłumy mieszkańców przynoszących opakowania.
Impulsem do bliższego przyjrzenia się temu tematowi była również jego rozmowa z Tomaszem Jewułą, pełnomocnikiem prezydenta Jaworzna, który zajmuje się m.in. gospodarką odpadami, a jednocześnie jest dyrektorem Miejskiego Zarządu Nieruchomości Komunalnych. W rozmowie pojawiła się refleksja, jak wprowadzenie systemu kaucyjnego wpłynie na gospodarkę odpadami w mieście.
Po kilku miesiącach funkcjonowania systemu Kirker postanowił porównać ilość odpadów przyjmowanych przez miasto Jaworzno w ubiegłym i bieżącym roku. Jak wskazuje, pierwsze dane pokazują, iż odpadów jest mniej. Dotyczy to zarówno szkła, plastiku, jak i odpadów zmieszanych. Zdaniem radnego trudno jednak na tym etapie jednoznacznie ocenić, czy dla samorządu będzie to ostatecznie korzystne finansowo.
– Z jednej strony mniejsza ilość odpadów powinna oznaczać niższe koszty ich zagospodarowania i utylizacji. Z drugiej jednak strony gminy dotychczas mogły uzyskiwać przychody ze sprzedaży części surowców przeznaczonych do recyklingu. Mniejsza ilość szkła czy plastiku trafiającego do miejskiego systemu może więc oznaczać również mniejsze przychody z ich sprzedaży – mówi pytany przez SmogLab.
Kirker zwraca uwagę, iż samorządy już sygnalizują ten problem. – Na razie nie wiadomo, jak ostatecznie będzie wyglądał bilans zysków i strat. Dopiero pełne dane pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy system kaucyjny rzeczywiście obniży koszty gospodarki odpadami, czy też utracone przychody ze sprzedaży surowców będą na tyle znaczące, iż efekt finansowy okaże się dla gmin negatywny – tłumaczy.
- Czytaj także: „Nawet 100 mln zł rocznie”. System kaucyjny ma lukę
Czekamy na dane
W jego ocenie jednym z największych problemów jest właśnie brak wystarczającej wiedzy i danych. Samorządy dopiero uczą się funkcjonowania w nowym systemie i nie mają jeszcze pełnego obrazu jego konsekwencji finansowych. Jaworzno również czeka na bardziej miarodajne dane, które pozwolą ocenić, czy ustalona w mieście kwota wystarczy do pokrycia wszystkich kosztów i ewentualnych strat.
Jednocześnie Kirker dostrzega pozytywne efekty systemu kaucyjnego. Jego zdaniem w przestrzeni miejskiej można zauważyć mniej porzuconych puszek i butelek. Opakowania mają bowiem konkretną wartość, co sprawia, iż duża część osób je oddaje, a inni (też ci w trudnej sytuacji finansowej) zaczęli je zbierać.
Radny zwraca uwagę, iż mieszkańcy opowiadają choćby o sytuacjach, w których osoby zbierające butelki i puszki chodzą po domach i pytają, czy mieszkańcy mają niepotrzebne opakowania. W jego ocenie jest to jeden z widocznych, choć nieoczywistych, efektów systemu. – Mniej puszek i plastikowych butelek można dostrzec nie tylko na ulicach, ale również w parkach, lasach i miejscach wypoczynku.
Jak informuje w swoich mediach społecznościowych, można już zaprezentować analogiczne okresy w 2025 i 2026 roku, porównując ilość odebranych w Jaworznie odpadów. Jak dotąd odebrano około 48,5 tony mniej opakowań z tworzyw sztucznych, 26 ton mniej opakowań szklanych oraz 10,7 tony mniej tworzyw zmieszanych, niż w poprzednim roku.

Szkło jednorazowe wciąż poza systemem
Niestety nie można tego powiedzieć o tzw. małpkach. Radny odnosi się również do planów rozszerzenia systemu kaucyjnego o jednorazowe butelki szklane. – Szkło jednorazowe powinno zostać objęte systemem, ponieważ jest materiałem w pełni nadającym się do recyklingu. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wielorazowe szklane opakowania były znacznie powszechniejsze. Kirker uważa, iż powrót do większego wykorzystania szkła może być dobrym kierunkiem z punktu widzenia ochrony środowiska. Jednocześnie dostrzega ekonomiczne konsekwencje takiej zmiany. Producenci są w tej chwili mocno uzależnieni od plastiku, który jest prostszy i tańszy w produkcji.
Zmuszenie branży do szerszego wykorzystania szkła oznaczałoby konieczność zmiany części dotychczasowego systemu produkcji i zagospodarowania istniejących zapasów czy infrastruktury. – o ile produkcja opakowań stanie się droższa, może się to przełożyć na wzrost cen produktów – mówi Kirker i zaznacza, iż nie dziwi go opór branży przed takimi zmianami.
– Z ekonomicznego punktu widzenia oznaczałyby one dla producentów dodatkowe obciążenia.
Michał Kirker/FacebookZwraca też uwagę na problem tzw. „małpek”, czyli małolitrażowych opakowań po alkoholu. Kirker zwraca uwagę na skalę ich sprzedaży i przyznaje, iż dane dotyczące liczby kupowanych każdego dnia małych butelek są dla niego niepokojące. Jego zdaniem szczególnie zastanawiające jest to, iż tak duża liczba osób sięga po alkohol już w godzinach porannych. Jednocześnie przestrzega przed przekonaniem, iż samo wprowadzenie zakazu sprzedaży małych opakowań rozwiąże problem alkoholowy.
Kirker uważa, iż działania ograniczające dostępność małolitrażowego alkoholu mogą mieć przynajmniej pozytywny efekt ekologiczny. Mniej takich opakowań mogłoby trafiać do przestrzeni publicznej, gdzie w tej chwili wciąż często można je znaleźć porzucone na ulicach, w parkach czy innych miejscach. Radny zwraca przy tym uwagę na zmianę podejścia młodszych pokoleń do alkoholu. W jego ocenie można dostrzec pozytywny trend – młodzi ludzie coraz rzadziej sięgają po alkohol, a jego spożywanie stopniowo przestaje być elementem stylu życia czy społecznej mody.
- Czytaj także: „W niczym nie przeszkadza” vs. „klienci z nas drwili”. Pół roku systemu kaucyjnego
Punktów zbiórki wciąż jest za mało
Jednocześnie problemem pozostaje zaśmiecanie przestrzeni publicznej i terenów leśnych. Kirker uważa, iż wyrzucanie odpadów do lasów powinno być zdecydowanie bardziej surowo karane. Jak zauważa, wciąż funkcjonuje społeczny problem nielegalnego pozbywania się różnych rzeczy. Zamiast oddania ich do odpowiedniego punktu (PSZOK) część osób wybiera las, ponieważ nie chce ponosić kosztów lub dodatkowego wysiłku związanego z adekwatnym zagospodarowaniem odpadów.
Największym problemem systemu kaucyjnego jest jednak w tej chwili infrastruktura. Zdaniem radnego punktów odbioru jest zdecydowanie za mało. Jak dotąd w Polsce funkcjonuje ich około 64 tys., ale najbardziej poszkodowani są mieszkańcy małych miejscowości, którzy często do najbliższego punktu mają aż kilka kilometrów. Przepełnione automaty i długie kolejki pokazują, iż system nie pozostało przygotowany na skalę zainteresowania mieszkańców.
Kirker zwraca uwagę, iż mieszkańcy przychodzą do butelkomatów z całymi, dużymi workami opakowań. o ile takich punktów będzie niewystarczająco, naturalną konsekwencją będą kolejki i przepełnione automaty. W jego ocenie rozbudowa sieci odbioru jest więc konieczna, aby system mógł sprawnie funkcjonować.
Plastik we wszelkich opakowaniach to kolejny, ogromny problem.
– Nie można ignorować problemu mikroplastiku. Konieczne jest podejmowanie działań, które ograniczą ilość plastiku obecnego w przestrzeni publicznej i w środowisku. Dlatego – mimo kosztów i sprzeciwu części branży – kierunek zmian powinien być przedmiotem poważnej debaty – zauważa Kirker.
–
Zdjęcie tytułowe: fot. K. Urban

1 godzina temu







![[PILNE] Wypadek polskiego autokaru na Węgrzech](https://static.deon.pl/storage/image/core_files/2026/8/16/57b80db718b8bb21bb484f8e79aa8271/jpeg/deon/feed/wypadek.webp)







