58,7 proc. badanych popiera uruchamianie syren, gdy rosyjskie drony lub rakiety lecą jeszcze nad Ukrainą w stronę polskiej granicy. We wschodnich województwach zgodę wyraża aż 71 proc. To jasny społeczny mandat: państwo ma ostrzegać Polaków wcześniej, zanim zagrożenie przekroczy granicę i czas reakcji zacznie uciekać.
Polacy chcą ostrzeżenia przed naruszeniem granicy
Resort spraw wewnętrznych bierze pod uwagę uruchamianie syren jeszcze przed wtargnięciem rosyjskich dronów lub rakiet do polskiej przestrzeni powietrznej, jeżeli obiekty lecą nad Ukrainą w stronę naszej granicy. Takie rozwiązanie popiera 58,7 proc. uczestników sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. Przeciw jest 27,2 proc., a 14,1 proc. nie ma zdania.
Wynik pokazuje zmianę społecznego myślenia o alarmie. Syrena nie jest już kojarzona wyłącznie z zagrożeniem, które już znalazło się nad polskim terytorium. Większość badanych chce dostać czas na reakcję wcześniej. Przy obiektach poruszających się z dużą prędkością każda minuta może decydować o zejściu z otwartej przestrzeni, zabraniu dzieci z podwórka albo sprawdzeniu komunikatu służb.
Wschodnia Polska oczekuje szybszej reakcji
Na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i Podlasiu poparcie dla wcześniejszego alarmowania sięga 71 proc. Przeciwnych jest 21 proc., a 8 proc. nie zajęło stanowiska. Mieszkańcy tych regionów żyją najbliżej kierunku, z którego może nadejść zagrożenie związane z rosyjskimi uderzeniami na Ukrainę. Ich stanowiska nie wolno zbywać jako przesadnej ostrożności.
Doświadczenie wcześniejszych alarmów na Lubelszczyźnie pokazało, iż samo uruchomienie syreny nie wystarcza. Mieszkaniec musi równocześnie wiedzieć, czy chodzi o ćwiczenia, realne zagrożenie z powietrza, ewakuację czy inny rodzaj alarmu. Bez jasnego komunikatu pojawia się chaos, a część ludzi zaczyna ignorować kolejne ostrzeżenia.
Wcześniej, ale na podstawie oceny zagrożenia
Państwo powinno ostrzegać przed przekroczeniem granicy wtedy, gdy służby i wojsko mają wiarygodne dane o torze lotu obiektów skierowanych ku Polsce. Nie chodzi o uruchamianie syren przy każdym rosyjskim ataku na Ukrainę. Alarm musi wynikać z konkretnej oceny ryzyka, a zaraz po nim powinien nadejść prosty komunikat: gdzie występuje zagrożenie i co mają zrobić mieszkańcy.
Ta zasada łączy szybkość z odpowiedzialnością. Zbyt późny alarm odbiera ludziom możliwość działania. Zbyt częste alarmy bez czytelnego powodu osłabiają zaufanie. Dlatego potrzebny jest spójny łańcuch decyzji między wojskiem, Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, władzami wojewódzkimi i samorządami. Opisywaliśmy już potrzebę domknięcia systemu ostrzegania po incydentach związanych z rosyjskimi pociskami.
Trening ma nauczyć reakcji
Badanie wykonano telefonicznie metodą CATI 21 i 22 sierpnia na próbie 1067 osób. Publikacja jego wyników zbiega się z zapowiedzianym przez MSWiA ogólnopolskim treningiem reagowania dla mieszkańców w sobotę 29 sierpnia. Ćwiczenie ma sens tylko wtedy, gdy obywatel po jego zakończeniu wie, jak odróżnić test od realnego ostrzeżenia i gdzie szukać potwierdzonych informacji.
Sondaż daje władzom czytelny kierunek. Polacy, szczególnie na wschodzie kraju, wolą wcześniejsze ostrzeżenie niż uspokajanie do ostatniej chwili. Bezpieczeństwo obywateli jest podstawowym obowiązkiem państwa. Syreny mają dawać czas i jasną instrukcję, nie pozostawiać rodzin z domysłami.
Źródło: WP Wiadomości
Źródło: WP Wiadomości








![Uprawiali konopie. Wpadli "na gorącym uczynku" [ZDJĘCIA]](https://static2.slowopodlasia.pl/data/articles/xga-4x3-uprawiali-konopie-wpadli-na-goracym-uczynku-zdjecia-1787914202.jpg)





