Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu ponownie wyposażają bociany w kamery i nadajniki GPS. W ramach projektu „Świat oczami bociana” kontynuują pionierskie analizy migracji i zachowaniem bocianów białych. To już drugi rok ich badań. Podglądanie tego, co widzą bociany, może wydawać się zabawą rodem z reality show.
Nic bardziej mylnego. To badania, dzięki którym będzie można lepiej chronić te ptaki. A jest przed czym, bo w tej chwili ich głównym wrogiem jest susza. To kolejna okazja, by zbadać zachowania tych dużych, wędrownych ptaków, by zrozumieć, z jakimi wyzwaniami muszą się mierzyć. Choć bociany nie są zagrożone wyginięciem, to w ciągu ostatnich 10–12 lat ich populacja się zmniejszyła. Jedną z przyczyn jest globalne ocieplenie – silniejsze fale upałów i susza.
Bociany wyposażono w GPS
Po sukcesie pierwszej edycji projekt znakowania bocianów nadajnikami GPS wchodzi w drugą fazę.
– W tym roku stawiamy sobie wyższe cele – mówi prof. Piotr Tryjanowski, kierownik projektu z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP). – Nie tylko oznakowaliśmy więcej ptaków niż rok temu, ale dysponujemy nieco ulepszonym sprzętem. Nadajniki przeszły kolejne udoskonalenia techniczne, które mają dać nam jeszcze precyzyjniejsze dane. Równocześnie chcemy pokazać, iż bociany można obserwować w nowy, niezwykle interesujący sposób, gdy to same ptaki mogą dokumentować swoje otoczenie.
Fot. Hubert BułgajewskiBociany zostaną wyposażone w niewielkie, lekkie kamery. Jak mówią naukowcy z UPP, materiały z tego projektu mają ogromną wartość edukacyjną. Chcą pokazać ludziom, iż bocian to nie tylko symbol, ale żywa istota, którą można obserwować i rozumieć na zupełnie nowych poziomach.
Prof. Łukasz Jankowiak z Uniwersytetu Szczecińskiego, odpowiedzialny za analizę zebranych danych, zwraca uwagę na skalę przedsięwzięcia.
– W tym sezonie zbieramy jeszcze więcej informacji niż rok temu. Każdy nadajnik GPS transmituje dane co kilka minut. To tysiące punktów danych dziennie. Równocześnie pracujemy z wideo, fotografiami, danymi behawioralnymi – wyjaśnia prof. Jankowiak.
Wyzwanie polega na tym, aby to wszystko ustandaryzować i dokładnie przeanalizować. – Ale właśnie to nas ekscytuje, gdyż zdajemy sobie sprawę, iż odkrywamy rzeczy o bocianach, które wcześniej pozostawały ukryte – dodaje.
Krok w krok za bocianem
Wielu ludzi może sądzić, iż naukowcy się bawią w swoistego Big Brothera, iż nie mają co robić. To oczywiście nieprawda. Po pierwsze, jak zaznacza prof. Tryjanowski, to światowy przełom.
– Po raz pierwszy nie tylko śledzimy trasę na mapie (jak w klasycznych badaniach GPS), ale widzimy świat oczami bociana: co dokładnie robi podczas lotu, gdzie żeruje, na jakie zagrożenia natrafia, jak odpoczywa i jak wygląda jego otoczenie – mówi naukowiec pytany przez SmogLab.
Prof. Tryjanowski wymienia szereg korzyści płynących z tej metody:
- identyfikowanie konkretnych zagrożeń, jak kolizje z liniami energetycznymi czy zmiany w krajobrazie,
- lepsze zrozumienie zachowań migracyjnych i żerowiskowych,
- dostosowanie ochrony – np. modyfikacje słupów, ochrona kluczowych terenów,
- pokazanie społeczeństwu w fascynujący sposób, jak wygląda życie bocianów, co buduje większe poparcie dla ochrony przyrody.
Cichy wróg bociana
Dr hab. Piotr Profus z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie podkreśla, iż dzięki temu projektowi będzie można lepiej zarządzać użytkami zielonymi, współpracować z rolnikami i planować transformację energetyczną w taki sposób, aby te ptaki miały szanse przeżyć. – Badania w terenie to nauka w czystej postaci, ale jej implikacje są czysto praktyczne, przetrwanie gatunku w zmieniającym się świecie – zauważa dr Profus.
Czy bociany są u nas bezpieczne? Owszem, nikt ich nie zabija, choć w ciągu roku zdarza się parę incydentów, np. celowe niszczenie gniazda lub nieodpowiedzialne zachowania pracowników energetyki. Zagrożenie na terenie naszego kraju, jak i innych państw europejskich, leży gdzieś indziej. Ich największym wrogiem jest susza.
Faktycznie, bociany lecą nad Egiptem i nad Sudanem trzymając się Nilu. U nas jednak muszą być w jednym miejscu przez cztery a choćby pięć miesięcy. Za przykład niech posłuży wieś pod Myśliborzem, gdzie powysychały akurat okoliczne stawy i rowy. Do najbliższych jezior żyjące tu bociany mają kilka kilometrów, a pić przecież muszą. Jak sobie z tym radzą?
– Bociany białe w okresie lęgowym (około 4–5 miesięcy) są mocno związane z gniazdem. Potrzebują wody przede wszystkim do picia. Do chłodzenia. W upały rodzice przynoszą wodę w dziobie i polewają pisklęta. Bociany używają też „bielenia nóg” – wydalają rzadkie odchody na nogi, by schłodzić się przez parowanie – odpowiada prof. Tryjanowski.
Bociany kontra susza
Prof. Tryjanowski mówi nam, iż ptaki potrafią wykorzystywać swoje możliwości, by walczyć z deficytem wody. Na szczęście większość wody pobierają z pokarmu.
– Duża część wilgoci pochodzi z ofiary, tj.: dżdżownice, owady, żaby, małe gryzonie. Oznacza to, iż pokarm „mokry” (płazy, ryby) jest szczególnie cenny – tłumaczy naukowiec.
Jak zaznacza nasz rozmówca, bociany są świetnymi lotnikami i chętnie latają na odległości 2-5 km (a choćby dalej) do stałych źródeł: jezior, rzek, stawów czy rowów melioracyjnych. Ważna jest też adaptacja.
– W suchszych warunkach żerują bardziej na łąkach, polach i skraju lasów, gdzie po deszczach lub rosie jest wilgotniej. Coraz częściej korzystają też z antropogenicznych źródeł, jak: przydomowe oczka wodne, zbiorniki, a choćby odpady, choć to nie zastępuje wody pitnej.
W ostatnich latach mamy bezprecedensową suszę, choć okresowe opady dają wytchnienie. – W ekstremalnej suszy może to oznaczać większy wydatek energetyczny dla rodziców – więcej czasu w loty po wodę i pokarm, co potencjalnie wpływa na kondycję piskląt – zwraca uwagę prof. Tryjanowski. – Susza na terenach lęgowych w Polsce jest problemem, choć na zimowiskach w Afryce bociany mają zwykle lepsze warunki – dodaje.
Czy możemy im pomóc, np. wykorzystując nasze przydomowe oczka wodne?
– Bociany są generalnie bardzo odporne i elastyczne. Polska przez cały czas ma jedną z największych populacji w Europie właśnie dzięki ich zdolnościom adaptacyjnym – mówi badacz. – W lokalnych społecznościach warto rozważyć proste działania pomocowe w upały. To np. płytkie zbiorniki z wodą w bezpiecznej odległości od psów lub zachęcanie rolników do utrzymania choćby małych oczek wodnych czy rowów – poleca.
–
Zdjęcie tytułowe: Madredus/Shutterstock

1 godzina temu












.webp)
