Surówka o referendum: Nnie ma aż takiego zainteresowania Krakowian, jak to jest opisywane w mediach i w internecie

2 godzin temu

W cyklu „Referendum ZA/Referendum PRZECIW” rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w politykę Krakowa o rządach prezydenta Aleksandra Miszalskiego i trwającej akcji referendalnej. Poniżej prezentujemy wywiad z radnym dzielnicy IX Łagiewniki-Borek Fałęcki Arturem Surówką, który należy do przeciwników tej inicjatywy. Dlaczego obecny prezydent powinien pozostać na stanowisku? Jakie dobre zmiany wprowadził Aleksander Miszalski w mieście? Czy popełnił błędy? Co czeka Kraków, o ile dojdzie do zmiany władzy? Odpowiedzi na te pytania i wiele innych znajdziecie w poniższej rozmowie. Zapraszamy do lektury.

Małgorzata Armada, KRKNews: Dlaczego uważa Pan, iż prezydent Miszalski zasługuje na dokończenie kadencji?

Artur Surówka, radny dzielnicy IX Łagiewniki-Borek Fałęcki: Przede wszystkim nie przerywa się zmian, które są wprowadzane. Prezydent Miszalski od momentu, kiedy został wybrany, zdecydował się na wiele bardzo odważnych reform czy inwestycji, których nie można zahamować praktycznie po ich wdrożeniu. Wiadomo, iż są to złożone i skomplikowane procesy, które wprowadza się etapami i koryguje, gdy wychodzą błędy. Jest to normalny proces w zarządzaniu tak dużą organizacją jaką jest miasto Kraków. Przypomnijmy, iż prezydent ma pięć lat na realizację swoich postulatów wyborczych. Natomiast w tym przypadku jakaś zorganizowana grupa nie tylko mieszkańców, ale i partii politycznych, które się dołączyły do referendum, chce to wszystko przerwać zaledwie po półtora roku trwania kadencji. Tak się po prostu nie postępuje.

Jakie są dobre zmiany wprowadzone przez prezydenta Miszalskiego? Co warto kontynuować?

– Prezydent Miszalski spotyka się i rozmawia z mieszkańcami, kontynuuje pomysł z kampanii w formie „Ławki z dialogu”, jest w bieżącym kontakcie z Krakowianami w mediach społecznościowych. W przypadku poprzednika, prof. Jacka Majchrowskiego, jak pamiętamy, wyglądało to zupełnie inaczej. Ruszyło sporo inicjatyw, od tej pokazującej, iż „da się”, aż po wielkie, strategiczne – chociażby metro, które było przecież tematem referendum za prezydentury Jacka Majchrowskiego i który temu nie podołał. Próbował wprowadzić premetro, ale widać było, iż ten temat traktowany był po macoszemu. Natomiast prezydent Miszalski faktycznie zaangażował się w sprawę, czego dowodem jest zaawansowanie prac i budowa zespołów, które będą zajmowały się metrem. To można uznać chyba za największą zmianę, jaką prezydent Miszalski usiłuje wprowadzić w Krakowie.

Czy widzi Pan jakieś błędy, jeżeli chodzi o prezydenturę Aleksandra Miszalskiego? Czy można coś poprawić?

– Inną istotną reformą, oprócz rozpoczęcia na poważnie tematu metra, było wprowadzenie Strefy Czystego Transportu, która jest największą tego typu w Polsce. Jak w każdym dużym, poważnym projekcie nie udało się uniknąć błędów, które Prezydent wraz odpowiedzialnymi za nią osobami starają się skorygować. Przykład z mojego podwórka, czyli z południowego Krakowa: strefa zaczyna się tuż przed parkingiem Park&Ride i stacją kolei aglomeracyjnej w Swoszowicach na ulicy Kąpielowej, a ta granica powinna przebiegać w innym miejscu, żeby umożliwić mieszkańcom spoza miasta dojazd do parkingu i stacji PKP. W grę wchodzi jej przesunięcie o zaledwie 300-400 metrów. Rozmawiałem też z wieloma osobami, które handlują na placu w Rybitwach. Tam też jest problem, bo oni nie mają samochodów osobowych tylko dostawcze z silnikami diesla. Tutaj warto byłoby, według mnie, zorganizować strefę w ten sposób, żeby umożliwiła im przyjazd na miejsce, dostarczenie tych warzyw i owoców bez opłat lub na zasadzie wyłączenia z niej dostawców. Jednak podkreślam, iż są to stosunkowo drobne rzeczy, których może nie dało się wcześniej przewidzieć, lub zostały pominięte w natłoku innych spraw. Jednak cel nadrzędny, czyli ochrona zdrowia Krakowian, dzięki wprowadzeniu Strefy Czystego Transportu będzie realizowany.

Czyli uważa Pan, iż model zarządzania miastem wprowadzany przez prezydenta Miszalskiego jest adekwatny?

– Tak, w mojej ocenie wszystko jest robione zgodnie z wcześniejszymi obietnicami. Sam model jest jak najbardziej odpowiedni, ponieważ prezydent Miszalski nie robił rewolucji w Krakowie. Nie zwalniał – jak wcześniej opozycja straszyła – pracowników magistratu, nie zastępował we wszystkich pionach stanowisk kierowniczych. Trwa ewolucja, nie rewolucja. Prezydent Miszalski bazował na osobach, które zyskały doświadczenie za poprzedniego prezydenta, i w oparciu o ten model stara się, żeby wszystko lepiej działało. Podobnie jest z finansami miasta. Wiadomo, iż prezydent Miszalski „odziedziczył” Kraków z długami, które rosły ze względu na dług operacyjny czy inwestycje. Większe były rozchody niż bieżące przychody, prawda? Nie da się tego od razu zastopować, ale jest widoczna poprawa również w tej kwestii. Na wszystko potrzeba czasu. Jak mówi przysłowie: piekarza oceniamy po tym jaki chleb upiekł, a nie jak wyrabia ciasto. Nie można komuś zaraz na początku kadencji zarzucać, iż nie wszystko działa tak, jak powinno. To są zbyt skomplikowane rzeczy i zbyt poważne reformy, żeby nagle przyniosły oczekiwany rezultat.

Co musiałoby się według Pana stać w Krakowie, czy w jakimkolwiek innym mieście, żeby można było uznać referendum odwołania prezydenta za zasadne?

– Tutaj mamy do czynienia z dwoma referendami, czyli referendum o odwołanie prezydenta Miszalskiego, ale też o odwołanie rady miasta. Według mnie musiałyby być zarzuty stricte co do samej osoby prezydenta. Załóżmy, iż wychodzi afera, z którą prezydent miasta jest bezpośrednio związany, jakieś zarzuty karne, czy dopuścił by się czynu niegodnego pełnienia swojej funkcji. Wtedy rozumiem, iż to mogłoby być podstawą do referendum za jego odwołaniem. Natomiast my w Krakowie nie mamy z czymś takim do czynienia. Za wyjątkiem SCT, która jest faktycznie istotną kwestią do dopracowania, pozostałe zarzuty raczej są tematami pobocznymi nie wpływającymi na funkcjonowanie miasta czy zadowolenie jego mieszkańców. Nie widzę zatem powodu, który by faktycznie usprawiedliwiał referendum odnośnie prezydenta Krakowa.

Jak w takim razie ocenia Pan skalę niezadowolenia społecznego, która doprowadziła do inicjatywy referendalnej?

– Odniosę się do niezadowolenia z SCT, ponieważ jest to jeden z głównych bodźców, który spowodował referendum. Szczególnie jest to widoczne, kiedy czyta się komentarze w mediach społecznościowych. Warto zwrócić uwagę, iż bardzo dużo z tych osób, wypowiadających się przeciwko Strefie Czystego Transportu, albo nie mieszka w Krakowie lub są to fałszywe konta, tzw. boty, mogące być sterowane przez sztuczną inteligencję. Powstawały choćby specjalne grupy internetowe, które mają na celu atakowanie i krytykowanie inicjatywy SCT oraz osób pozytywnie ją przyjmujących. Uwagę zwraca bardzo wulgarny język czy wręcz ataki personalne na osoby publiczne ze strony sympatyków referendum. Skala zjawiska jest bardzo duża, więc można odnieść mylne wrażenie, iż większość komentujących jest przeciwko SCT i za referendum. Natomiast faktyczna weryfikacja tego procederu nastąpiła, kiedy na wiecu zorganizowanym przeciwko STC, pojawiło się 500-800 osób, a aglomeracja krakowska liczy 1,5 miliona. Dlatego fakt, iż ktoś bardzo głośno krzyczy w internecie, wcale nie znaczy, iż reprezentuje duży odsetek populacji. Szczególnie, iż mamy w tym momencie bardzo intensywną kampanię ze strony przeciwników obecnego prezydenta, którzy popierają referendum. Widzę tam bardzo wiele manipulacji, choćby stwierdzenie, iż referendum jest określane jako obywatelskie. W tym momencie już mamy dowody, iż to jednak nie jest oddolny ruch mieszkańców, tylko świetnie zaplanowana akcja ludzi, którzy albo są zainteresowani kandydaturą na urząd prezydenta, albo należą do partii, które przegrały poprzednie wybory i teraz zobaczyły, iż jest szansa na wejście do rady miasta. Widać też duże pieniądze zaangażowane w referendum, gdyż część zbierających podpisy dostaje za to wynagrodzenie a do skrzynek pocztowych dystrybuowane są gazetki propagandowe w tysiącach egzemplarzy, a to przecież sporo kosztuje. Mimo tych wszystkich starań, z moich obserwacji wynika, iż faktycznych przeciwników prezydenta Miszalskiego jest niewielki odsetek. W rozmowach z mieszkańcami większość albo go popiera, albo ma stosunek neutralny do obecnej sytuacji.

Mówimy jednak o dziesiątkach podpisów zebranych pod referendum. Skoro tylu mieszkańców zdecydowało się poprzeć tę inicjatywę, to skąd wziął się ich gniew? Co władza robi źle, iż mamy do czynienia z niezadowoleniem Krakowian?

– Nie uważam, żeby to był gniew, bo proszę zauważyć, iż tak naprawdę największy zarzut do obecnego prezydenta, czyli wprowadzenie SCT, nie dotyczy mieszkańców Krakowa, czyli tych, którzy mieliby głosować przeciwko prezydentowi. Jak wskazują badania robione przez magistrat, 80% samochodów, którymi poruszają się Krakowianie, spełnia wymogi SCT. Natomiast pozostałe 20% aut, które nie spełnia kryteriów, jest zwolnione na podstawie zwolnienia mieszkańca, czyli teoretycznie nie powinno być w mieście osób, które są niezadowolone z wprowadzenia strefy. Natomiast bardzo dużo jest osób niezadowolonych spoza Krakowa i właśnie one robią tą całą narrację i zamęt medialny. Podejrzewam, iż na tej fali niezadowolenia z zewnątrz Krakowianie dołączają i podpisują się pod referendum. Jednak w rozmowach bezpośrednich bardzo mały odsetek pokazuje swoje niezadowolenie, natomiast dużo osób pozytywnie ocenia zachodzące zmiany. Mogę powiedzieć z mojego podwórka – jestem radnym Dzielnicy IX Łagiewniki–Borek Fałęcki – co zostało wprowadzone przez prezydenta Miszalskiego, a czego poprzednia władza nie zrealizowała. Przykładem jest chociażby ulica 8. Pułku Ułanów, na którą mieszkańcy czekali ponad 20 lat, a która w tej chwili jest budowana. To niezwykle ważna inwestycja, bo umożliwiająca sprawniejszą komunikację między Klinami i Borkiem Fałęckim a centrum Krakowa. Kolejna rzecz: odkryty basen w Borku Fałęckim, który też ponad dwie dekady niszczał. Prezydent Miszalski zrealizował swoją obietnicę wyborczą i wykupił te tereny od prywatnego właściciela, znajdują się one już w posiadaniu Miasta Krakowa. W tym roku ma zostać sporządzona koncepcja basenów i całego centrum rekreacji, a prace mają rozpocząć się w 2027 r. To są inwestycje, które ludzie widzą i na podstawie takich konkretów mieszkańcy mogą powiedzieć, czy popierają działania władzy oraz zmiany, które są przez nią wprowadzane.

Przyjmijmy, iż referendum się odbędzie, wystarczająca liczba mieszkańców pójdzie do urn i prezydent zostanie odwołany. Czy widzi w tym Pan jakieś ryzyko dla stabilności miasta?

– Po pierwsze: nie sądzę, by frekwencja była na tyle duża, aby referendum było ważne. Oczywiście jest to przywilej każdego mieszkańca, aby mógł zagłosować. Natomiast widzę, iż nie ma aż takiego zainteresowania Krakowian, jak to jest opisywane w mediach i w internecie. Poza tym jeżeli chodzi o sytuację, w której referendum dochodzi do skutku i udaje się odwołać prezydenta oraz radę miasta, to pojawia się wówczas duży znak zapytania. Aktualnie nie znamy ani alternatywnych kandydatów, ani nie wiadomo co będzie później. Nie wiemy, czy ta nowa Rada Miasta będzie chciała kontynuować rozpoczęte reformy, czy nie. Mamy więc wielką niewiadomą, która powoduje, iż mieszkańcy bardzo sceptycznie podchodzą do referendum, bo ludzie jednak boją się tak dużych zmian. Z drugiej strony, prezydent Miszalski konsekwentnie realizuje swoje obietnice wyborcze, w tym budowę metra, które było jednym z jego głównych postulatów. Chciałem tu zwrócić uwagę na finansowanie, bo mowa o dziesiątkach miliardów, czyli o kosztach, których Kraków sam nie udźwignie. Trzeba będzie posiłkować się pomocą zarówno z budżetu centralnego, jak i prawdopodobnie z Unii Europejskiej. Teraz proszę zastanowić się, kto najskuteczniej jest w stanie pozyskać takie fundusze. Czy prezydent, który jest reprezentantem w tej chwili rządzących, czyli Koalicji Obywatelskiej a więc partii, która potrafi bardzo skutecznie pozyskiwać środki z Unii Europejskiej, czy osoba niepowiązana z żadnymi partiami politycznymi lub wręcz z opozycji, która może być po prostu źle odbierana przez Rząd czy w UE? Wiemy, iż jednym z kandydatów może być Grzegorz Braun czy Konrad Berkowicz, a oni chcą wręcz zlikwidować Unię Europejską. Jak mamy oczekiwać, iż Unia z takim prezydentem dofinansuje krakowskie metro? Mamy więc tutaj sprzeczność interesów. W przypadku skutecznego referendum i zmiany obecnej władzy, również obecne reformy mogą zostać zaprzepaszczone. Może też dojść do sytuacji, iż przez pewien okres czasu zapanuje w mieście chaos, jeżeli nowa władza zdecyduje wymieniać większość kadry kierowniczej w urzędach. Oczywiście to jest najbardziej pesymistyczny scenariusz, ale przecież w skali kraju mieliśmy już do czynienia z takimi sytuacjami. Natomiast przy zachowaniu obecnej władzy jest gwarancja, iż te wszystkie rozpoczęte projekty będą doprowadzone do końca, lub przynajmniej do etapu, który jest założony do zakończenia obecnej kadencji.

Czy nie uważa Pan, iż sprzeciw wobec referendum może być odebrany jako brak poszanowania głosu mieszkańców?

– Nikt nie zachęca mieszkańców do bojkotowania referendum, bo to jedno z narzędzi demokracji. Koalicja Obywatelska od zawsze stoi za demokracją i za tym, żeby mieszkańcy mieli pełnię praw czy swobód obywatelskich. To Krakowianie zdecydują, czy dobrze czują się z obecnym prezydentem i wprowadzanymi reformami, czy nie. Do nich należy więc decyzja czy skorzystają z przysługującego im prawa uczestnictwa w referendum oraz jak zagłosować, gdyby wzięli w nim udział. Dopiero wynik ewentualnego referendum pokaże nam, jak powinien dalej wyglądać los Krakowa i jego mieszkańców oraz czy chcą, aby prezydent Miszalski i rada miasta przez cały czas piastowali swoje funkcje. Ja osobiście uważam, iż dla Krakowa najlepsza byłaby kontynuacja tej władzy i wprowadzanych zmian, ale jak to w demokracji, decyzja należy do większości. Referendum jako takie należy uszanować, a ja liczę na zdrowy rozsądek Krakowian.

Idź do oryginalnego materiału