Straż Graniczna jako taksówka dla migrantów cofniętych z Niemiec? Odpowiedź na moją interwencję budzi ogromne wątpliwości

2 dni temu

20 kwietnia 2026 roku skierowałem interwencję poselską do Komendy Głównej Straży Granicznej w sprawie działań funkcjonariuszy SG, którzy — według informacji przekazywanych mi przez obywateli — przewozili grupę cudzoziemców do centrum Szczecina, w rejon centrum handlowego Kaskada.

Sprawa od początku budziła poważne pytania. Chodziło nie tylko o sam fakt transportowania obcokrajowców pojazdami służbowymi Straży Granicznej, ale przede wszystkim o to, kim były te osoby, jaki miały status prawny, skąd zostały przywiezione i dlaczego znalazły się w centrum miasta.

Odpowiedź, którą otrzymałem z Komendy Głównej Straży Granicznej, jest w mojej ocenie wstrząsająca. Pokazuje bowiem skalę absurdów, z jakimi mamy dziś do czynienia w polityce migracyjnej państwa polskiego.

To jest państwo z kartonu. Niemcy cofają do Polski dwóch obywateli Somalii po nielegalnym przekroczeniu granicy, a Straż Graniczna robi za taksówkę: dworzec, zakupy, dalsza podróż. Państwo miesiącami nie potrafi ich skutecznie wydalić, za to potrafi przyjmować migrantów od… https://t.co/egZ7feBQzp pic.twitter.com/cBHGGc6LZs

— Dariusz Matecki (@DariuszMatecki) May 4, 2026

Niemcy cofają migrantów, Polska ma problem

Z odpowiedzi podpisanej przez zastępcę Komendanta Głównego Straży Granicznej wynika, iż 20 kwietnia 2026 roku około godziny 17:00 w Wspólnej Polsko-Niemieckiej Placówce w Pomellen niemieckie służby przekazały Straży Granicznej — w ramach readmisji — dwoje obywateli Somalii.

Osoby te miały dzień wcześniej, około godziny 22:00, w rejonie miejscowości Kościno, przekroczyć granicę z Polski do Niemiec wbrew przepisom. Jedna z nich miała znajdować się w samochodzie kierowanym przez obywatela Ukrainy.

Już sam ten opis pokazuje fundamentalny problem. Niemcy cofają do Polski migrantów, którzy przedostali się na ich terytorium, a polskie służby przejmują ich i dalej obsługują w ramach procedur, które w praktyce bardzo często nie prowadzą do szybkiego opuszczenia przez takie osoby terytorium Rzeczypospolitej.

To jest właśnie mechanizm przerzucania problemu migracyjnego na Polskę. Niemcy odsyłają, Polska przyjmuje, a polski podatnik płaci.

Procedury zamiast realnych konsekwencji

Z informacji przekazanych przez Straż Graniczną wynika, iż obywatele Somalii posiadali tymczasowe zaświadczenia tożsamości cudzoziemca wydane przez Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców. Po kontroli legalności pobytu ustalono, iż wobec obojga toczą się postępowania dotyczące udzielenia ochrony międzynarodowej w Polsce.

W praktyce oznacza to, iż osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę i zostały cofnięte przez niemieckie służby, nie zostały natychmiast wydalone z Polski. Wręcz przeciwnie — pozostają w systemie procedur administracyjnych, które mogą trwać miesiącami.

W odpowiedzi wskazano, iż jeden z obywateli Somalii złożył pierwszy wniosek o ochronę międzynarodową już 31 lipca 2024 roku. Postępowanie zakończyło się negatywnie, a 15 lipca 2025 roku wszczęto procedurę zobowiązania go do powrotu. Decyzję wydano 6 sierpnia 2025 roku. Mimo to, jeszcze 15 lipca 2025 roku cudzoziemiec złożył kolejny wniosek o ochronę, a sprawa przez cały czas się toczy.

W przypadku obywatelki Somalii decyzję o zobowiązaniu do powrotu wydano 4 września 2025 roku, jednak 20 października 2025 roku złożyła ona wniosek o ochronę międzynarodową, który również przez cały czas jest rozpatrywany.

Trudno nie zadać pytania: ile jeszcze czasu państwo polskie będzie tolerowało sytuację, w której kolejne procedury blokują faktyczne wykonanie decyzji o powrocie?

Straż Graniczna jako transport do dworca i galerii handlowej

Najbardziej bulwersujący fragment odpowiedzi dotyczy dalszych działań funkcjonariuszy Straży Granicznej. Jak poinformowano, ponieważ cudzoziemcy pozostawali pod opieką Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców, funkcjonariusze SG odwieźli ich na dworzec PKP, skąd mieli udać się do ośrodka dla cudzoziemców w Podkowie Leśnej-Dębaku.

Co więcej, po drodze funkcjonariusze zatrzymali się w pobliżu galerii handlowej, aby umożliwić tym osobom zakup kart SIM do telefonów.

To jest sytuacja, która nie powinna mieć miejsca w poważnym państwie. Straż Graniczna ma chronić granic Rzeczypospolitej Polskiej, a nie wykonywać funkcję transportową wobec cudzoziemców cofniętych z Niemiec po nielegalnym przekroczeniu granicy.

Nie chodzi tutaj o pojedynczy przejazd. Chodzi o symboliczny obraz słabości państwa. Osoby, wobec których powinny zostać zastosowane skuteczne procedury powrotowe, są wożone przez polskie służby na dworzec, a po drodze mają jeszcze możliwość zatrzymania się przy galerii handlowej. Wszystko oczywiście za publiczne pieniądze.

https://www.youtube.com/embed/Q5amw1_Wap4

Państwo musi odzyskać kontrolę

Ta sprawa pokazuje, iż system jest głęboko niewydolny. Państwo polskie nie może miesiącami, a czasem latami, pozostawać bezradne wobec osób, które nielegalnie przekraczają granice, składają kolejne wnioski i korzystają z procedur, które w praktyce uniemożliwiają ich szybkie wydalenie.

Osoby, które nielegalnie przedostają się do Europy, a następnie są cofane z Niemiec do Polski, nie powinny mieć możliwości swobodnego przemieszczania się po naszym kraju. Polska nie może być zapleczem dla niemieckiej polityki migracyjnej ani miejscem, do którego automatycznie przerzuca się konsekwencje błędnych decyzji Berlina i Brukseli.

Będę domagał się dalszych wyjaśnień w tej sprawie. Polacy mają prawo wiedzieć, ilu takich cudzoziemców trafia do naszego kraju, jakie koszty ponosi budżet państwa, kto podejmuje decyzje o ich transporcie oraz dlaczego procedury powrotowe są tak nieskuteczne.

Bezpieczeństwo Polaków musi być ważniejsze niż wygoda niemieckich urzędników i interesy unijnej biurokracji. Polska granica nie może być fikcją, a Straż Graniczna nie może być sprowadzana do roli taksówki dla migrantów cofniętych z Niemiec.

Idź do oryginalnego materiału